czwartek, 9 maja 2013

Smells Like Teen Spirit




  Popatrzyłam na Andy'iego. Wpatrywał się w czarną postać stojącą dość blisko nas. Poznałam go od razu, ale nie wiedziałam o co chodzi. Stał ze spuszczoną głową, jego włosy zakrywały mu całą twarz, luźne, wygniecione, lekko podarte ubrania, które miał na sobie, sprawiały, że wyglądał, jak po jakiejś wojnie światowej.
  Zrobiłam krok w jego stronę, lecz po chwili Andy zatrzymał mnie, łapiąc delikatnie moją rękę.
-Oliver ? - zapytałam szeptem.
  Podniósł głowę. Jego czerwone od płaczu oczy wpatrywały się we mnie.
-Oliver, co się stało ? - podeszłam do niego bliżej.
  Delikatnie mnie przytulił.
-Co się stało ? - powtórzyłam.
-Musisz mi pomóc - odpowiedział, nadal nie zdejmując głowy z mojego ramienia.
-Chodź do pokoju.
-Nie. Nie możemy iść do mojego pokoju.
-To chodź na razie do nas, wszystko wyjaśnimy..
-Nie, ja nie mogę być w tym hotelu.
-Czemu ? Co ci się stało ?
-No ja..
-Chłopie, gdzie ty się podziewałeś ? - podszedł do nas Andy.
-Co ci się stało ? Chodź, pogadamy..
-Ale ja nie mogę być w tym hotelu, zrozumcie ?
-A co, jak zwiększymy ochronę ? - nie spodziewałam się takiego pytania, od Andy'iego.
  Zachowywał się, jakby dobrze wiedział o co chodzi.
 Oliver delikatnie pokiwał głową.
-Dobra, to ja zadzwonię do Ash'a i niech ich tu sprowadzi, a teraz chodźcie do pokoju - powiedział, rozglądając się nerwowo.
  Złapałam Oliver'a za rękę i zmierzaliśmy w kierunku drzwi z numerkiem '453'.
Po chwili byliśmy już w pokoju. W sumie, to nie ma się co dziwić.. Biegliśmy.
 Usiadłam na łóżku.
-Czy ktoś może mi wytłumaczyć co się dzieje ? - zapytałam.
 Nagle do pomieszczenia wpadł Ashley.
-Zajebali nasze piosenki ! Projekty ! - zaczął krzyczeć.
 Za nim weszli Jinxx, Jake i CC.
-Kurwa..
  To było, jak z jakiegoś filmu. Nie wiedziałam co się dzieje, o co chodzi.. Czemu wszyscy się tu zebrali..
-Czy ktoś do cholery w końcu mi powie, co tutaj się dzieje ?! - krzyknęłam.
   W końcu zapanowała cisza.
-To wszystko moja wina.. - zaczął mówić Oliver.
-Co ?
-To nie twoja wina - odparł Ashley.
-Wszyscy się w to wpakowaliśmy - dodał Andy.
-Ukradli wam projekty ! - odpowiedział zdenerwowany Oliver.
-To ja pierwszy się w to wplątałem, a potem zaciągnąłem was ! - dodał.
-Gdzie jest Sykes ? - zapytał Jinxx.
-Nachlany jest - odpowiedział Andy.
-Ja pierdziele..
 
  Nadal nic nie rozumiałam. Co tu się dzieje ? Dlaczego wszyscy są poinformowani prócz mnie ?
 W pokoju panował chaos. Wszyscy się pytali, co i jak, tylko ja siedziałam na łóżku i wpatrywałam się w nich.

***
Rozdział króciutki - wiem, ale tak jak wspominałam, dzisiaj cały dzień byłam poza domem, ale wy ciągle wysyłaliście mi prośby, żebym cokolwiek dodała :)
Więc nie chciałam was zawieść !
Jutro dodam na pewno o wiele, wiele dłuższy rozdział ! - Obiecuję ^^



środa, 8 maja 2013

Under The Water




-Boże ! Oliver co ty tu ?! - potarłam oczy.
   Wokalista BMTH leża z głupim uśmiechem, obok mnie.
-Gdzie jest Andy ?!
-Spokojnie ! - Sykes zaczął się śmiać.
-Jest w łazience - dodał.
    W tym samym momencie, w pokoju pojawił się zaspany Biersack.
-Co ty kurwa ?! - nagle się rozbudził.
-Spierdalaj z tego łóżka ! 
   Sykes nadal nie mógł wyrobić ze śmiechu. W końcu dołączyłam do jego klubu 'Śmiej się nie wiadomo z czego'. 
 Andy popatrzył na nas, jak na jakiś idiotów. W pewnym momencie wskoczył pomiędzy nas, wbijając Oliver'owi łokieć w brzuch.
-Debilu ! - Oliver zgiął się z bólu.
-Trójkącik ?! - do pokoju zawitała Alexandria.

   To był bardzo miły poranek. Pogoda była śliczna, noc bez koszmarów. Nie wiedziałam, czy to dobrze, czy źle, ale nie chciałam sobie już tym psuć wyjazdu. 
  Razem z Andy'im, przy śniadaniu, usiedliśmy przy małym, okrągłym stoliczku, na tarasie. 
-Dawno nie widziałam Oliver'a - zaczęłam się martwić.
-Może chce sobie odpocząć.
-To robiłby to z nami - odpowiedziałam, grzebiąc w talerzu.
-Martwię się.
-Spokojnie, na pewno się gdzieś tu szlaja.
-Po śniadaniu idę go poszukać - postanowiłam.
-Mieliśmy.. Dobra. Pomogę ci.
-Dziękuję - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.
   To śniadanie, wyjątkowo nie było zbyt długie. Zjedliśmy, jak najszybciej się dało. 
-Najpierw do jego pokoju - złapałam Andy'iego za rękę.
    W prawo. Prosto. Uwaga, schodki ! W lewo. Prosto. Schody. W lewo. Są ! 
 Delikatnie zapukałam. 
  Zero reakcji. 
 Mocniej.
  Zero reakcji.
-Oliver ! 
-Nie ma go - westchnął Andy.
-Mały spacer po całym hotelu nam nie zaszkodzi - odpowiedziałam.
   Hotel wydawał się być w tym momencie całym światem. Obeszliśmy go wzdłuż i wszerz. Nigdzie nie ma nawet śladu Oliver'a. 
 Zmęczeni usiedliśmy na ławce.
-Ja już nie mam siły. Przepraszam Taylor, ale nie będziemy marnować dnia. Oliver zaraz się znajdzie, a ty nie potrzebnie się denerwujesz - delikatnie mnie objął.
-Tak, ale co jak mu się coś stało ?
-Na pewno nic..
-Muszę go znaleźć Andy. Jak nie chcesz to sama to zrobię.
    Widziałam, że Andy nie ma najmniejszej ochoty szukać swojego przyjaciela.
-Niedawno mi mówiłeś, że się przyjaźnicie. 
-Tak, ale nie będę robił paniki. 
-Ja nie robię paniki, po prostu chcę znaleźć Oliver'a ! - wstałam z ławki i kierowałam się ponownie w stronę jego pokoju.
-Taylor, zaczekaj.. ! 
-Oliver ?! - zaczęłam walić w drzwi.
  Nic. Nie ma go w hotelu. Wyjęłam telefon, by ponownie spróbować się do niego dodzwonić. Nic. Zsunęłam się po lego drzwiach i usiadłam na podłodze. Po chwili z mojego telefonu było słychać piosenkę 'Shadows die'. Oliver dzwoni !
-Halo ?! Oliver ?! Gdzie ty.. ?!
-Taylor, spokojnie. Po prostu chciałem ci powiedzieć, żebyś się niczym nie denerwowała.
-Ale gdzie ty jesteś ?!
-Taylor, muszę kończyć. Niczym się nie martw. Do zobaczenia ! - rozłączył się.
   Odruchowo rzuciłam telefonem w jakieś krzaki.
-Auć ! - odpowiedział dobrze znany mi głos.
-Andy ? - w tym samym momencie Biersack usiadł obok mnie.
-Gniewasz się ? - zapytał, robiąc te swoje proszące, psie oczy.
-Nie.. - odpowiedziałam z lekkim uśmiechem.
-Na ciebie ? - dodałam.
  Andy delikatnie pocałował mnie w policzek.
-No i co ? Znalazłaś go ? Albo jakieś poszlaki ? 
-Zadzwonił do mnie. Powiedział, żebym niczym się nie martwiła..
-Ale gdzie jest ?
-Tego nie chciał mi powiedzieć.
-Kurwa.
-Nie wiem o co mu może chodzić. Gdzie on może być ? 
-Nie mam pojęcia/ Trudno. Powiedział, żeby się nie martwić, to nie będziemy się tutaj teraz ten ten, tylko idziemy na basen. A ! Zapomniałem. Dzisiaj wieczorem, jest wielka impreza nad basenem i oczywiście zostaliśmy na nią zaproszeni ! - powiedział z uśmiechem.
-Nie wiem, czy chcę iść..
-Chcesz, chcesz. Bez ciebie nie idę. 
   
   Dzień, jak zwykle minął nam bardzo miło. Basen + Andy > Plaża + Andy > Bar + Andy > Plaża + Andy > Basen + Andy >... Nic więcej do szczęścia nie było mi trzeba.
  
 Nadszedł wieczór.
-To co ? Gotowa ? - zapytał Andy.
  Szczerze mówiąc, w ogóle nie chciało mi się iść na tą imprezę. Wolałabym się gdzieś przejść, chwilę posiedzieć na plaży.. A nie wariować w towarzystwie, zapewne, pijanych imprezowiczów. Ale w końcu, Andy'iemu też się coś należy. 
-Tak, możemy iść. 
  Andy wziął mnie za rękę i po chwili byliśmy nad basenem.
  Ludzi było całkiem sporo, ale bez przesady. Przynajmniej było czym oddychać. Po chwili podeszła do nas Alexandria.
-No hejoł ! 
-Siema - odpowiedział Andy.
-Ooo ! Ja zaraz wrócę, muszę zapytać Sykes'a, czy nie możemy czegoś zagrać. Zaraz wrócę.
    Pokiwałam głową. 
-No co robimy ? - zapytała moja przyjaciółka.
-Nie wiem. Nie chcę mi się tu siedzieć - wymamrotałam.
-Oj tam. Zaraz zleci.
-Taaa.. Jasne. 
  Impreza.. Jak to impreza. Nad całym basenem, pozawieszane były świąteczne lampki, wszędzie stały tylko drinki i drinki.
-Rzygam tym Mohito - stwierdziła Alexandria.
-Daj mi spokój. Ja już nie mogę na to patrzeć. Andy miał wrócić godzinę temu.. Gdzie on jest ?!
   Czy ja zawszę muszę kogoś szukać ?! Tym razem nie miałam już siły. Usiadłam z boku, na jakiejś ławce i cierpliwie czekałam, na koniec tej dennej imprezy. Miną rok, zanim wszyscy rozeszli się do pokoju.
-Andy ! - prędko pobiegłam w jego stronę.
   Razem z Oliver'em prawie płakali ze śmiechu. Popatrzyłam na Alexandrię. Nie była zbyt zadowolona.
-No hejjj - Andy szarpnął mnie do siebie.
  W tym momencie poczułam od niego zapach alkoholu.
-Andy !
-Hej blondyna, zrobisz mi syna ?! 
  Alexandrią kipiała wściekłością. Myślałam , że zaraz palnie Oliver'a za ten jego głupi tekst.
Andy nagle spoważniał. Oliver'owi było nadal do śmiechu.
-Dobra, chodźmy - Andy złapał mnie za rękę i kierowaliśmy się w stronę pokoju.
  Jakby nagle wytrzeźwiał. 
-Piłeś ? - zatrzymałam się. 
 Popatrzył mi prosto w oczy.
-Jedno Mohito. Przysięgam.
-To skąd ten zapach ? - przybliżyłam się do niego, żeby jeszcze raz go poczuć.
  Zapachniało męskimi perfumami.
-Jaki zapach ? 
-Nie ważne..
  Andy uśmiechnął się do mnie.
-Już myślałam, że zaczniesz mówić takie rzeczy jak Oliver..
-Nie, no co ty ! Ten to naprawdę prze.. 
   W tym momencie nie mogła uwierzyć w to, co widzę. 
-Andy, czy to.. ?


wtorek, 7 maja 2013

Someone, Somewhere

  


 Plaża, słońce, piasek i.. Mama ?
-Pilnuj ich wszystkich - podeszła do mnie i delikatnie chwyciła mnie za ramię.
-Dbaj o nich. Oni nas teraz zastępują.
   Nie wiem czemu, ale w tym momencie zaczęłam się bać.
Nagle zauważyłam zmierzającą w naszą stronę, małą dziewczynkę, która po woli zaczęła być coraz mniej widoczna. Jakby znikała wraz z wiatrem. W ostatnim momencie próbowałam ją złapać za dłoń, którą wyciągnęła w moją stronę, ale nie zdążyłam.
-Nic się nie stało - nagle u mojego boku, zjawił się Andy.
 Nagle zauważyłam Oliver'a, siedzącego nad samym brzegiem. W pewnym momencie porwała go potężna fala.
-Oliver !
-Co tu się dzieje ?! - zaczęłam panikować.
-Niedługo będziesz musiała wybrać, kto zniknie - odpowiedział Andy.
     Nagle na plaży pojawił się Ashley. Zachowywał się, jakby w ogóle mnie nie widział. W pewnym momencie po plaży przejechał mały, biały samochód, z narysowanymi na drzwiach czarnymi krzyżami.
-Ash ! - próbowałam złapać go za rękę i przesunąć.. Tym razem URATOWAĆ.
   Na nic się to nie zdało. Byłam jak duch. Nikogo nie mogłam złapać, dotknąć..
-Andy ! No zrób coś ! Ash ! Nie widzisz tego samochodu ! Boże !
-Pomóż mu - wtrąciła się mama.
-Ale ja nie mogę ! - zaczęłam płakać.
   Ashley zniknął zupełnie tak jak Oliver i mała dziewczynka.
 Przyszedł czas na Andy'iego. Nagle znaleźliśmy się na wysokim budynku.
-Już tu kiedyś byłam.. - nie wiem jakim cudem, byłam tu w poprzednim śnie.
  To z tego budynku spadłam, razem z Andy'im.
-Boże, nie ! Andy ! Co tu się do cholery dzieje ?! - upadłam z płaczem na kolana.
  Mamy już nie było. Byłam tylko ja i Andy.
-Ale tak trzeba.. - zaczął tłumaczyć.
-Co trzeba ?!
-Uratuj - Andy spadł z wieżowca.
  Od razy wskoczyłam za nim. Nim zdążył zniknąć, czym prędzej chwyciłam go za rękę. Popatrzył na mnie i delikatnie się uśmiechnął.
-Wygrałem - szepnął.

-Wszystko w porządku ? - Andy nachylił się nade mną z promienistym uśmiechem.
-Tak.. Tak mi się wydaje.. - powoli wygramoliłam się z łóżka.
   Na dobry początek dnia, Andy delikatnie mnie pocałował. W tym samym momencie do pokoju zawitał Sykes.
-No już przestańcie się tak.. - zabrakło mu słowa.
-No wiecie o co chodzi.. - dokończył.
   Uśmiechnęliśmy się do siebie.
-Jest tak gorąco, że ja pierdole.. - potarł swoje czoło.
   Zaczęłam się śmiać.
-Nie no serio..
-Już masz dosyć ? - zapytał uśmiechnięty Andy.
-Jeszcze nie, ale nie wykluczone, że za dziesięć minut, będę musiał się przebrać i paradować po hotelu w samych gaciach.
-Jest to tu mile widziane - odpowiedział Andy.
-Chciałbyś.
-No chłopcy, przestańcie się tak.. - zaczęłam przedrzeźniać Sykes'a.
-No no ! - odpowiedział.

   Mimo wszystko, miałam już dosyć tych dziwnych snów, które ostatnio ciągle mnie męczyły. Pojawiały się w nich ciągle te same osoby. Te same okropne wydarzenia. I zawsze takie same zakończenie.
-Jak tam pierwsza noc ? - do stolika w barze nad basenem, przysiadła się do mnie Alexandria.
-Gdzie masz Andy'iego ? Działo się ?!
-Tak, wiesz - odpowiedziałam sarkastycznie.
-No ja wiem - uśmiechnęła się głupio.
-Andy poszedł na chwilę do pokoju.
-Ulala ! Pewnie szykuje coś na romantyczną noc, numer dwa !
-Alexandria ! - zaczęłam się śmiać.
-No, a teraz mów, co cię dręczy ? - zapytała.
-Nic.
-Yhym..
-No serio !
-Znam cię dosyć krótko, ale widać to kochanie, że coś cię dręczy i jeśli zaraz mi nie powiesz .. ! - Alexandria przestała, widząc oczy pozostałych klientów, skierowany w jej stronę.
-No więc ? - zapytała szeptem.
-Na prawdę, nic.
   W tym samym momencie do baru wszedł Andy. Usiadł koło mnie.
-O czym tak plotkujecie ? - zagadał.
-O tym, że coś dręczy Taylor.
   Westchnęłam i popatrzyłam złowieszczo na swoją przyjaciółkę.
-No co ?!
-Dobra, potem się wyjaśni.. - Andy objął mnie ramieniem.
-Teraz nie będziemy rozmawiać o żadnych problemach i lepiej by było, gdyby każdy o nich zapomniał - ostatnią część zdania Andy kierował do mnie.
   Dzień minął nam fantastycznie. Ciągłe spacery, morze, plaża, basen.. I to co najważniejsze - Andy. Mimo wszystko, widać było, że Ashley też ma jakiś problem. Nie chciałam go jednak o to pytać. Jeśli będzie chciał, to sam mi powie. Reszta ekipy wydawała się równie szczęśliwa. Mały romans - Alexandria i Sykes, rozkwitał i widzieli to wszyscy.
Martwiło mnie jednak, że przez prawie cały dzień, nie widziałam Oliver'a..

-Miło tu, prawda ? - razem z Andy'im, oglądaliśmy, jak słońce powoli chowa się za niebieściutkimi falami.
  Z uśmiechem, pokiwałam delikatnie głową.
-Tu jest wspaniale - odpowiedziałam.
-Idziemy już do pokoju ? - Andy chwycił mnie delikatnie, za rękę.
-Możemy.
  Droga do pokoju, może i była trochę długa, ale za to bardzo przyjemna. Rozmawialiśmy o wspólnie spędzonym dniu i o wszystkim.. Dosłownie. W końcu znaleźliśmy się pod naszymi drzwiami.
  Nasz pokój, jak zwykle wyglądał przeuroczo. Nie mogłam się na niego napatrzeć.
Szybka kąpiel w mojej ukochanej wannie i za pewne następny koszmar.
-To o co chodziło Alexandrii ? - Andy usiadł na łóżku i ułożył swoje, jeszcze mokre włosy.
-Nic takiego, na prawdę.
-Jak nie chcesz mówić..
-Nie. Nie o to chodzi. Po prostu to takie pierdoły..
-To czemu się nimi przejmujesz ?
-Bo widzę je co noc.
-Chcesz mi o nich opowiedzieć.
   W skrócie streściłam mu każdy sen. Niby czemu, miałabym je przed nim ukrywać ?
  Andy delikatnie mnie przytulił. Nie wiedział, co mi odpowiedzieć. Po chwili wtuliłam się w ciepłą, białą pierzynę. Poczułam, jak Andy delikatnie się do mnie przesuwa.
-Dobranoc.

Jeśli macie jakieś pytania, to zapraszam na mojego nowego ask'a : 
^^
Bardzo dziękuję, za wszystkie komentarze :3 !

wtorek, 30 kwietnia 2013

Heart




-Gdzie ja jestem ? 
   Niby zupełnie znane mi miejsce, ale dziwnie niebezpieczne. Wszędzie było ciemno, za oknem szaro.. Weszłam do salonu. Na kanapie siedział zamyślony Andy. Wyglądał, jak rzeźba. Nic się nie odzywał, w ogóle się nie ruszał. 
-Wszystko jest w porządku - zza mojego ramienia, usłyszałam głos Oliver'a. 
-Co.. ? - nagle Andy zniknął.
-Na dachu - wskazał mi Jinxx.
 Przed moimi oczami pojawiła się drabina, prowadząca na dach. Bez zastanowienia na nią weszłam. Ujrzałam piękny krajobraz Nowego Jorku. Ten widok, który dało się zaobserwować z gigantycznego wieżowca, był niesamowity. W pewnym momencie ujrzałam Andy'iego, stojącego na skraju dachu. Prędko do niego podbiegłam.
-Co się dzieje ? - zapytałam z przerażeniem, łapiąc go za dłoń, która wydawała się strasznie zimna. 
   Andy wskazał palcem, na coś lub kogoś, znajdującego się za moimi plecami. Był to Ashley, wraz z Oliver'em.
-Musisz wybrać - głos Ashley'a wydawał się niezwykle poważny.
Andy, Oliver, albo ja - kontynuował.
-O czym wy mówicie ?!
  Basista bez zastanowienia, podszedł do Andy'ego i zepchnął go z dachu.
-Ja czy Oliver ?
-Andy ! Boże ! 
-Skoro nie chcesz żadnego z nas, to nikogo nie będziesz już chciała. 
   Andy spadał dziwnie powoli, więc zdążyłam złapać go za rękę. 
-Ciebie wybieram - powiedziałam po cichu.
      Nagle siedzieliśmy w samolocie, który natychmiast zaczął się palić. Widziałam tylko Andy'iego stojącego w ogniu, ale nie palącego się. Jakby otaczał go, jakiś magiczny krąg. Panika pasażerów, sprawiała, że ja także nie byłam spokojna, chociaż przede mną stał mój bohater.
-Andy, pomóż mi ! Błagam ! 

-Taylor, wszystko gra ? - głos wokalisty, wydawał się bardzo spokojny.
-Tak, tak.. - podniosłam głowę z jego kolan. 
-Lądujemy. 

  Na lotnisku, czekał już na nas specjalny, ekskluzywny autobus, który miał nas zawieźć do hotelu. Bez namysłu, zajęłam miejsce obok Andy'iego i wpatrywałam się w okno, rozmyślając o tym dziwnym śnie. Czemu niby miałabym wybierać ? Sprawa z Ash'em jest już załatwiona, ale co tam robił Oliver ? Przecież jest tylko moim przyjacielem, nikim więcej.
-Co tam tak rozmyślasz ? - zagadał Andy.
-A nic, nic..
-A widzę, widzę - zaśmialiśmy się.
-Śniły mi się dziwne rzeczy..
-Mi też się często śnią różne zjawy, które zabijają najpierw ciebie, a potem.. A nie ważne - rozkręcił się Andy.
-Trochę zmniejszymy liczbę horrorów - podsumowałam.
-Nie ma sprawy. I tak dzisiaj jestem już tak zmęczony, że od razu pójdę się położyć.
   W końcu, autokar się zatrzymał. 'Las Palmas', to właśnie była nazwa naszego hotelu, na którą od razu zwróciłam uwagę. Piękny hotel, ogrodzony palmami, pięknymi ogrodami, sprawiał wrażenie wręcz magicznego. Recepcja była gigantyczna. Idealnie wypastowane podłogi, zastępowały tu najprawdopodobniej lustra. Wszystko wydawało się takie czyste, jak w muzeum. Wszędzie można było jednak zauważyć, ciekawskich turystów, którzy rozluźniali całą atmosferę, najróżniejszymi pytaniami, na przykład : Czemu pizza w barze przy basenie, nie jest wypieczona tak jak wczoraj ? 
 W końcu dostaliśmy długo oczekiwane klucze do naszego pokoju. Naszego, mam tu na myśli oczywiście mnie i Andy'iego. Robiło się coraz ciemniej więc zanim zobaczyliśmy nasz 'nowy dom', poszliśmy wszyscy razem na kolację, która zaraz się kończyła. Mało kto je kolację o 22. 
  Nasz pokój był przepiękny. Łóżko pokryte, cienką, milutką kołderką, śliczna, dość duża szafa, plazmowy telewizor, wszędzie różne małe szafeczki, obrazy.. Mimo, że pokój miał być urządzony w stylu Hawajskim, sprawiał wrażenie nadzwyczajnie nowoczesnego. Śliczna wanna, znajdująca się na środku drewnianej łazienki, wyglądała przeuroczo. Delikatny zlew i pięknie złożone ręczniki nadawały pomieszczeniu, przytulny nastrój. 
   Nie ukrywając, krępowała mnie dwuosobowe łóżko. Byliśmy z Andy'im dość długo, byliśmy dorośli - wiem. Ale mimo wszystko, wolałabym z tym trochę poczekać. 
 Po skorzystaniu z ekskluzywnej łazienki i wypakowaniu się, w końcu mogliśmy się spokojnie położyć. 
 Za oknami słychać było delikatny powiew wiatru oraz cichą muzykę. Widok mieliśmy na niebieściutką wodę, która aż błagała, żeby natychmiast do niej wskoczyć. To dlatego wszyscy tak marzą o przyjeździe na Hawaje. To było coś pięknego.
-I jak ? Podoba się ? - zapytał Andy, odwracając głowę w moją stronę.
-Tak, jest pięknie. Nawet nie miałam chyba za bardzo okazji, żeby ci podziękować..
-Cała przyjemność, po mojej stronie - uśmiechnął się.
-Kochany jeste.. - przerwałam czując, że Andy coraz bardziej się do mnie przybliża.
   W pewnym momencie objął mnie delikatnie ramieniem.
-Kocham cię bardzo, wiesz ? - zapytał słodko.
   Uśmiechnęłam się i poczułam jego rękę, dotykającą gołej skóry moich pleców. Po chwili pocałował mnie. Zrobił to w jakiś inny sposób. Bardziej.. Prawdziwy.

_________________________________________________________________________________

Przepraszam, za dość krótki rozdział, ale chciałam dodać cokolwiek przed moim wyjazdem. 
Do poniedziałku nie ma mnie w domu, w związku z długim weekend'em, więc wątpię, że do tego czasu uda mi się dodać nowy rozdział. 
Więc jeszcze raz bardzo przepraszam, ale mam nadzieję, że rozumiecie :)
  

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

Paradise



-Dzień dobry..
-Oooo, witam witam ! Panienka Taylor ! jak miło !
  Nie ma to jak wyszykować się w 15 minut. Andy, oczywiście śpiąca królewna, w ogóle nie miała zamiaru wstać, a ja, następna mądra, oczywiście nie nastawiłam budzika. Do tego wszystkiego, jak to w studiu, spałam razem z Andy'im na malutkiej kanapie, co oczywiście powodowało, że czułam się, jakbym nie spała z tydzień.
-A więc, kochanie, twoim pierwszym zadaniem będzie.. Zorganizować koncert ! - krzyknęła z uśmiechem.
-Czyj ? - zapytałam.
-To od ciebie zależy ! Ma to być świetny artysta lub zespół, żeby bileciki się sprzedały ! Ja na razie lecę, a ty jest twoje biuro, skarbeńku ! Dasz sobie radę ! Papa !
   Tsaa.. Ta pani była ciut dziwna. Ale kit z nią. Boże ! Jak ja mam niby jej załatwić jakiś koncert..
Już pierwszy dzień, a ja zawale to.
  Nagle ktoś zadzwonił.
-Mhhh ? Znaczy, słucham ?
-Dzień dobry. Dzwonię w sprawie..
 I w ten właśnie sposób zorganizowałam koncert Dżastina Bibera w Madison Square Garden.
_________________________________________________________________________________

-Wszystko jest już załatwione - przywitał mnie zadowolony Andy.
-Spokojnie pojedziemy na Hawaje. Załatwiliśmy wszystko ! - dodał.
-To wspaniale ! - mocno go przytuliłam.
-Już jutro jedziemy !
-A to nie po jutrze.. ?
-Trochę przyśpieszyliśmy !
    Uśmiechnęłam się.

Potem nadszedł czas pakowania. Trochę źle się czułam, że Andy wszystko za mnie załatwia, no ale w sumie, to on mi to zaproponował.
Zmieściłam się w jedną walizkę ! Sukces !
  Tak szczerze mówiąc, to wolałam zostać w domu. Nie chciało mi się tam jechać, ale z drugiej strony, kiedy wyobrażał sobie siebie i Andy'iego.. Jejku.
-Spakowana ?
-Tak - uśmiechnęłam się do Oliver'a.
-Tylko.. Tylko, że nie mogę zapiąć tej walizki..
-Czekaj..
   Nagle Oliver wskoczył na nią z całej siły, a ja prędko złapałam za suwak.
Oboje zaczęliśmy się śmiać.
-Cieszę się, że już wszystko w porządku.. - zaczął mówić Oli.
-Czyli co ?
-Jakoś daje radę.
-Czemu mi nie powiedziałeś, że masz..
-Bo nie chciałem cię martwić.
-Ale przecież możesz mi wszystko powiedzieć.
  Razem z Oliver'em usiedliśmy na moim łóżku. Zaczęłam się zastanawiać, czy na pewno mam wszystko..
-Szczoteczka do zębów ? - zapytał.
-Jest - odpowiedziałam, śmiejąc się.
-No to, to co najważniejsze już masz.
   Dzisiaj wyjątkowo był w dobrym humorze.

Nim się obejrzałam, był już wieczór. Razem we trójkę siedzieliśmy sobie przed telewizorem i oglądaliśmy jakiś horror.
-Jezu !
-Spokojnie..
   Pokiwałam głową, kładąc się na kolanach Andy'iego.
-No ! Nie wchodź tam ! Czy ona mnie nie słyszy ?!
  Chłopaki zaczęli się śmiać.
Mi tam do śmiechu nie było. Wręcz przeciwnie, strasznie się denerwowałam. Po chwili jednak, nerwy opadły i zasnęłam.
_________________________________________________________________________________

-Wstajemy ! Za pół godziny przyjeżdża taksówka !
   Prędko wstałam, wzięłam zrobioną wcześniej przeze mnie, kanapkę i popędziłam do łazienki. Potem jeszcze sprawdzić, czy wszystko jest.. Kurde ! Ładowarka !
 Prędko wepchnęłam ją do jakiejś kieszeni.
-Wezmę - do pokoju wszedł Oliver i delikatnie wyjął z moich rąk ciężką torbę.
-Chodź. Musimy już schodzić - delikatnie się uśmiechnął i objął mnie ramieniem.
   Na dole czekał już Andy. Po chwili siedzieliśmy w samochodzie.
-Nie lubię latać samolotami.. - westchnęłam.
 Jak zwykle rano, nie miałam ochoty na nic. Było dopiero po piątej, więc ja już w ogóle odpadam.
-Ale ze mną jeszcze nie leciałaś.. I swoim prywatnym samolotem chyba też nie.. ? - uśmiechnął się Andy.
-No nie.. - także się uśmiechnęłam.

-O ! Tam są ! - Andy wskazał na chłopaków z Black Veil Brides i Bring Me The Horizon.
 No i oczywiście Alexandria, która od razu na mój widok podbiegła do mnie i mocno mnie przytuliła.
-Wszystko widziałam.. - zagadałam.
-Ale o co chodzi ? - udawała, śmiejąc się.
-Ty i Sykes..
-Przestań !
-Oooo ! Oliver ! - wszyscy rzucili się na mojego przyjaciela.
 Był wyraźnie zadowolony z zaistniałeś sytuacji. Z tego, co udało mi się zauważyć, to przyjaźnił się też mocno z Sykes'em. Bardzo ucieszył się, że spędzi z nimi trochę czasu. Sykes, ja i Andy - byliśmy dla niego najbliżsi.
-Dobra ludzie ! Samolot już jest !
 Chwilę później siedzieliśmy w ekskluzywnym samolocie. W środku znajdowały się skórzane fotele, barek.. Jejku.. Bardziej to wyglądało jak recepcja 5-gwiazdkowego hotelu.
   Razem z Andy'im, Oli'm, Alexandrią i Sykes'em, usiedliśmy przy małym stoliczku.
-Proszę zapiąć pasy.
  I teraz najgorsze - wylot. Złapałam Andy'iego za rękę.
 Popatrzył się na mnie troskliwie i uśmiechnął.
-No to ruszamy.

***
Chciałam wszystkich bardzo serdecznie zaprosić, do zajrzenia na mojego nowego bloga 'The Academy of F.E.A.R.' Mam nadzieję, że spodoba się wam :)
Zachęcam do komentowania ^^
^^^
! BLOG ZAWIESZONY ! 

niedziela, 28 kwietnia 2013

In The End

  




 Gdy tylko Andy wyszedł z domu, postanowiłam zacząć działać.
-Ash ? - zapytałam niepewnie, przykładając telefon do ucha.
-Coś się stało ? - zapytał dziwnie przyjemnym głosem.
-W pewnym sensie. Możesz do mnie przyjechać ? 
-Do ciebie ? Czyli gdzie ? Do domu Andy'iego ? 
-Ymm.. No tak. Chyba, że..
-Nie wiem czy to jest dobry pomysł. 
-Czemu nie ? 
   Nastała chwila ciszy.
-Spotkamy się w kawiarni na rogu.. Tam w centrum.. Wiesz o jaką mi..
-Tak, tak. Przyjechać po ciebie ? 
-Jak możesz, to byłoby miło.
-Dobra, będę za 10 minut. Ale..
-Tak ?
-No wiesz..
-Wszystko będzie ok. Zobaczysz ! Do zobaczenia ! - odłożyłam słuchawkę. 
  Oliver siedział przy stole i bawił się jakimś rzemykiem. Widziałam, że od czasu jego powroty coś jest nie tak. Coś go gryzie. 
Usiadłam obok niego.
-Ash po mnie przyjedzie zaraz..
-Myślisz, że to dobry pomysł ? A co jak to wykorzysta ?
-Nie wydaje mi się..
-Jak coś to dzwoń. 
-Jasne. Ale.. Oliver musisz mi powiedzieć co ci jest, bo ja widzę..
-Nie mi nie jest. Wszystko dobrze. 
-Na pewno ? 
-Tak.. Emm.. Masz numer, żeby po taksówkę zadzwonić ?
-Tak.
  Już chciałam się zapytać gdzie chce jechać, ale nie chciałam być wścibska. Miałam nadzieje, że sam mi powie.
-Podać ?
-No dawaj.
  Zaczęłam mu dyktować, wciąż czekając na informację gdzie chce jechać.
-Jak wrócę to będziesz w domu, czy mam klucze brać ?
-Myślę, że będę.
-Wiesz, jak coś to mogę zadzwonić po Andy'iego..
-Nie, no co ty. On ma swoje sprawy.
  W końcu nie wytrzymałam.
-Przepraszam, że pytam.. 
-Do szpitala. 
    Dalej już nie chciałam go o nic pytać. Ale domyślił się.
-Mam pewne problemy.. Mam anoreksje - westchnął i odszedł.
  W tym samym momencie przyjechał Ashley. 
-Hej.
-Cześć. 
  Usiadłam obok niego. Od razu zwróciłam uwagę na jego podbite oko.
-To gdzie jedziemy ?
-To studia - odpowiedziałam bez zastanowienia.
-O ile się orientuję mieliśmy jechać do..
-Black Veil Brides nie może się rozpaść. I to jeszcze przeze mnie.
-Taylor, ale to ja zachowywałem się, jak..
-Daj spokój. Tyle w tym twojej winy, jak i mojej.
  Zauważyłam Oliver'a wsiadającego do taksówki.
-Chodź, pogadamy o tym.

Postawiłam na stole dwie filiżanki kawy. Usiadłam naprzeciwko Ash'a i czekałam jak zacznie się dopytywać : O co mi chodzi ? Czego ja od niego oczekuje ?
-Jak mam się z nim pogodzić ? - to pytanie zupełnie mnie zaskoczyło.
-Po prostu wytłumacz, że to nigdy się nie powtórzy.
-Przecież on mi nie uwierzy. Nie powrócę do zespołu.
-Czemu ? Nie chcesz ?
  Ashley chciał coś powiedzieć, ale nagle się wycofał.
-Sam do niego pojadę - zerwał się z miejsca.
  Lekko się uśmiechnęłam.
-Jak uważasz.


-Ale na pewno mogę tak iść ubrana ? - zapytałam Alexandrię, stojąc przed lustrem.
-Jasne ! Wyglądasz świetnie ! Nie mamy już czasu !
   Chwilę później byłyśmy już w samochodzie. Co prawda, Alexandria nie była zaproszona na imprezę, ale bardzo chciała mi pomóc.. Albo.. Po prostu wkręcić się na przyjęcie.
 Andy od razu wyszedł się przywitać. W ogóle nie zwrócił uwagi na swoją kuzynkę, co było jednoznaczne.
-Miłej zabawy ! - mimo wszystko, Alexandria nie wyglądała na zawiedzioną.
-Pogodziłeś się z nim ? - od razu zwróciłam się do Andy'iego.
-Nie przyjechał tu..
-Co ?!
 Teraz to naprawdę zaczęłam się bać. A co, jak zrobił coś głupiego ?
-Niczym się nie martw. Znam go. Stchórzył.
-A co jak jednak coś się stało ?!
-Wszystko na pewno jest dobrze. Spokojnie.
  Weszliśmy do środka. Black Veil Brides wraz ze swoimi dziewczynami (oczywiście nie wszyscy), cała ich ekipa i JA. Przywitałam się ze wszystkimi, wciąż nie mogąc przestać myśleć o Ash'u.
'A co jak mu coś strzeliło do głowy ?!'
  Po drobnym poczęstunku, wszyscy usiedli przed telewizorem. Jinxx pierwszy raz, pokazał wszystkim In The End. Teledysk jest świetny ! Chyba mój ulubiony.. Nie mogę się już doczekać, obejrzenia 'Legion Of The Black'. Siedziałam Andy'iemu na kolanach. Po prezentacji wszyscy zaczęliśmy bić brawo, a chłopcy promiennie się uśmiechnęli. W tym momencie do studia weszła długo oczekiwana osoba.
-No jesteś chłopie !
-Tak.. Przepraszam.. Szczególnie ciebie, Andy.
  Nie spodziewałam się, że Ash przeprosi go przy wszystkich. To było urocze.
Prędko zeszłam Andy'iemu z kolan, a ten podszedł do Ash'a i zrobili ten swój.. 'Męski przytulas'.
Uśmiechnęłam się do nich. W końcu byłam spokojna.
-No i widzisz. Wszystko się ułożyło - powiedział z uśmiechem CC, siadając obok mnie.
-Nawet nie wiesz, jak się denerwowałam..
-Andy o wszystkim nam opowiedział. W końcu, jesteśmy jedną wielką rodziną.
-Ja też ?
-Jasne !
   Po chwili przysiadła się do nas Lauren. Razem chwilę pogadaliśmy. Była bardzo miła i co najważniejsze, było widać, że dogaduje się z CC'im.


-No.. Nie spodziewałam się tego - razem z Ashley'em i Andy;im siedziałam na naszych ulubionych schodach.
-Ja też nie.. - odpowiedział lekko się śmiejąc Ashley.
   Po chwili westchnął i natychmiast spoważniał.
-Mogę.. Mogę wrócić do zespołu ?
 Andy popatrzył na niego ze zdziwieniem.
-Nie ? Co ty ? Jaja sobie robisz ?
 Tym razem to ja spoważniałam.
Bez ciebie Black Veil Brides.. To.. To nie Black Veil Brides. Jasne, że z nami jesteś !
 Zaczęliśmy się śmiać.
-Jezu ! Nieźle nas wystraszyłeś !


-Ale cicho się zrobiło..
  Goście rozeszli się po domach. W studiu zostaliśmy tylko my. My, czyli mam tu na myśli mnie i Andy'iego. Siedzieliśmy na tych naszych schodkach, tak jak kiedyś. Lampki świąteczne, pozawieszane na budynku i w ogrodzie, rozświetlały całą okolicę, a my z kieliszkami w ręku, siedzieliśmy i wpatrywaliśmy się w siebie.
-O jeden problem mniej.. - powiedział po cichu Andy, odgarniając moje włosy.
  Odłożyłam szampana i położyłam się na jego kolanach.
-Przy tobie, to nie ma żadnych problemów..



sobota, 27 kwietnia 2013

Miss Nothing

  


 Następnego dnia, wstałam wyjątkowo wcześnie. Spojrzałam na zegarek. 7.oo . Po cichu, zeszłam na dół. Nie byłam zbyt głodna. Z jabłkiem w ręku, wyszłam na spacer. Na ulicach nie było zbyt wielu ludzi. Jak ktoś chodzi do pracy, to jeździ tu samochodem. Tylko ja, ciągle siedzę w domu swojego chłopaka i nic nie robię.
  Zrobiło mi się głupio. Andy zarabiał pieniądze, a ja nie robiłam nic. Jeszcze tylko, sprawiałam mu problemy i zmuszałam go do dodatkowych wydatków.
  Po drodze do mojej ulubionej kawiarenki, kupiłam gazetę 'The New York Times'. Usiadłam przy stoliku i z kawą w ręku, zaczęłam czytać.


Madison Square Garden
Potrzebujemy ludzi odpowiedzialnych, za załatwianie koncertów.. [...]
Zapraszamy do Madison Square Garden w godzinach..


 Szybko rzuciłam wszystko i pobiegłam do najbardziej znanej hali koncertowej na świecie. 
-Dzień dobry. Ja w sprawie ogłoszenia.. - zaczęłam tłumaczyć jakiemuś ochroniarzowi.
-Witamy, w tamtą stronę - wskazał mi palcem na drzwi na końcu korytarza.
-Dziękuję.
  Chwilę później byłam już pod drzwiami. Uświadomiłam sobie, że przecież nie mam żadnego doświadczenia. Kto by mnie..
 Nagle ktoś uderzył mnie drzwiami.
-Ojej, przepraszam.. - powiedziała jakaś uśmiechnięta pani.
-Co panienkę do nas sprowadza ? 
-Ja.. W sprawie pracy..
-To zapraszam - uśmiechnięta pani usiadła za biurkiem.
-Jest panienka ładna, młoda.. Ma pani do czynienia z muzyką ?
-To znaczy nie zupełnie.. Interesuje się tym.. Pomagam zespołowi Black Veil Brides i raz śpiewała z Bring Me The Horizon.. Ale to nie ma nic wspólnego z organizowaniem..
-Jak nie ?! Panienka zna te zespoły ! Ma pani z nimi dobry kontakt ! Proszę tylko swoje dane wypełnić - pani podała mi jakąś kartkę.
   Zaczęłam wypełniać wszystkie swoje dane.
-Proszę.
-No i świetnie ! Bierzemy cię ! 
-Ale.. Tak od razu ?
-Jasne ! Na razie na okres próbny, ale to nie ma się czym martwić. Zaczyna panienka od jutra ! 
-Tylko, że jest mały problem.. Bo ja wyjeżdżam za tydzień.. 
-Przykro mi, ale musi panienka zacząć od jutra. 
  Przytaknęłam.
-Widzimy się o 9 ! Teraz bardzo przepraszam, ale bardzo się śpieszę. Do tej pory, to ja zajmowałam się tymi koncertami. Lecę, bo dzisiaj gra u nas Iron Maiden i wszystko trzeba przygotować.. Włącznie ze zrobieniem im kawy.. - pani zrobiła skwaszoną minę.
  Uśmiechnęłam się.
-A tak w ogóle to jestem Izabelle. Jak będzie miała panienka jakiś problem, czy coś to proszę do mnie. Nie jestem tu od zwalniania, tylko pomagania - powiedziała z uśmiechem.
   Zrozumiałam, że to ona tutaj rządzi. 
-Mogę się do panienki zwracać po imieniu ?
-Tak proszę.
-A więc Taylor, nie lubię, jak się do mnie mówi 'pani' , więc jestem Izabelle.
-Miło mi - uśmiechnęłam się.
-Mi także. Teraz bardzo przepraszam, na prawdę muszę już lecieć. Do jutra ! 
-Do jutra..
  
 Zakłopotana, kierowałam się w stronę domu. Po cichutki otworzyłam drzwi. Wyglądało na to, że wszyscy jeszcze śpią. No, w sumie to nie ma się co dziwić. Było po 9. Weszłam do sypialni Andy'iego. 
 Wtulony w białą pościel, sprawiał wrażenie, jakby śniło mu się coś naprawdę przyjemnego. Delikatnie uśmiechał się. Szkoda mi było go budzić.
-Nie wychodź.. - powiedział zaspanym głosem.
  Musiałam mu powiedzieć, że nie mogę jechać na Hawaje, ale jak to zrobić ? Co miałam mu powiedzieć ? Praca jest od ciebie ważniejsza ? Po pierwsze byłoby to nieprawdą, a po drugie.. Nigdy w życiu bym mu tak nie powiedziała.
-Coś się stało ? - nim się obejrzałam, stał przy mnie.
 Lekko mnie do siebie przyciągnął. Przytuliłam go. 
-Dostałam pracę..
-Co ?! Jaką ?! 
-W Madison Square Garden. Organizuje koncerty..
-To wspaniale ! Będziesz mogła nas załatwić.. Hmmm.. Zagranie przed jakimś legendarnym zespołem.. A potem.. To już może nas własny koncert ! - rozmarzył się.
-Tylko, że zaczynam od jutra..
-I co takiego ? 
-A Hawaje.. ? 
  Nastała chwila ciszy.
-Zadzwonię tam.. Albo Oliver zadzwoni. On dzisiaj gra tam koncert, przed Iron Maiden, załatwi to.
  Uśmiechnęłam się.
-Kochany jesteś ! - dałam mu buziaka prosto w usta i zeszłam robić śniadanie.


-Muszę jechać do studia - westchnął Andy.
-Nie ma sprawy - powiedziałam sprzątając po posiłku.
-Zostaw to, odkurzacz zaraz przyjdzie.
-Co ? 
-No ta.. Od sprzątania kobita.
-Sprzątaczka - poprawiłam go z uśmiechem.
-A co z Ash'em ? - zasmucił się.
-Pozwolisz, że ja to załatwię ? - zapytałam.
-No.. Jak uważasz.. 
-Jedz z nim, Taylor - wtrącił się zaspany Oliver.
-Sam będziesz tu siedział ? 
-No, a czemu nie ? Dzisiaj już pojadę do domu..
-Zostań już u nas do wyjazdu - zaproponował Andy.
-Nie.. No co ty..
-Tak, tak. 
  Uśmiechnęliśmy się do siebie. 
-A dzisiaj idziemy na imprezę ! 
-Jutro zaczynam pracę.. - przypomniałam Andy'iemu.
-Imprezę u mnie w studiu ! Dzisiaj jest premiera In The End ! 
  Razem z Oliver'em zaczęliśmy bić brawo.
-To ty jedz do studia, a my z Oliver'em zajmiemy się sprawą z Ash'em..
-A może lepiej sam to załatwię ? 
-Załatwisz to sam z małą pomocą. A na imprezie, będziecie już pogodzeni !