niedziela, 22 września 2013

End is near

  W Londynie wszyscy przyjęli nas bardzo miło. Hotel w którym mieliśmy mieszkać był wspaniały. Wszystko układało się tak, jak zaplanowaliśmy.

   Kluby pękały od krzykliwych fanów Black Veil Brides. Tydzień po koncertowaniu w Anglii, wszyscy byli już wyczerpani. Ja także. Fanki robiące sobie zdjęcia z Andy'im przytulały go, całowały, robiły pozy, które nie były zbyt stosowne. Jedna pocałowała go nawet w usta, na moich oczach. Trochę inaczej sobie to wszystko wyobrażaliśmy.Andy wyglądał, jak kościotrup. Był zmęczony. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Myślałam, że to jest jego rola. Kocha to i może to robić cały czas. Ale od początku tej trasy jakby coś się zmieniło. Był smutny, nie poświęcał mi tyle czasu ile wcześniej, był ciągle poddenerwowany. Odwołaliśmy nawet kilka koncertów.. Wtedy siedział w pokoju, albo wychodził się przejść. Kiedy pytałam co się dzieje, odpowiadał, że jest po prostu przemęczony. Znałam go jednak zbyt dobrze, by mu uwierzyć. Chłopaki byli w żywiole, on nie. Martwiłam się, że zaraz powie, że ma dość i trzeba będzie odwołać całą trasę.
  Raz był zadowolony, raz smutny, zły. Zaczęliśmy spędzać ze sobą mniej czasu. To było straszne. Kiedy przypominałam sobie, jak siedzieliśmy razem w studiu, wygłupialiśmy się, byliśmy razem - chciało mi się płakać.

-Co ci? - podszedł do mnie Ashley.
 Za 10 minut zaczynał się koncert. Andy'iego, jak zwykle, jeszcze nie było.
-Nic. Chce chyba wrócić do domu.
-Ja też, serio. Nie wiem co mu jest. Jakąś depresje chyba ma. Jezu. Nigdy się tak nie zachowywał. Trasy koncertowe, to było to co kochał.

 Tego dnia Andy w ogóle nie pojawił się w klubie. Koncert odwołaliśmy. Zawiedzeni fani wyszli, a Andy spał w pokoju hotelowym. Obok niego leżał potłuczony kieliszek, ale to jeszcze o niczym nie świadczyło.

  Alexandria przez ten cały okres, nie raczyła nawet do mnie zadzwonić. Tak samo było z Oliver'em. Harry był z nami przez pierwszy miesiąc. Potem odnalazł jakąś ciotkę i uciekł. Zostawił tylko wiadomość : 'Dzięki za wszystko. Znalazłem to co chciałem. Będę mieszkał w Anglii.'
 Właśnie w ten oto sposób zostaliśmy sami.

-Andy.. Możemy porozmawiać? - zapytałam, siadając obok niego na łóżku.
-Tak?
-To tak nie może wyglądać. Odwołujemy koncerty, tracicie fanów. Chłopaki są załamani. Olewasz nas, olewasz zespół, olewasz mnie. Nie zwracasz na mnie uwagi. Co się dzieje?
-Nic. Serio nic takiego. Jestem zmęczony i tyle.
-Codziennie jesteś zmęczony. Chłopaki mówili, że zawsze podczas tych waszych koncertów byłeś pełen energii. Przecież to jest to co kochasz. Fani cie potrzebują, chłopaki cię potrzebują, ja cię potrzebuje. Andy, proszę cie..
 Nic się nie odzywał. Patrzył w dół. Myślał o czymś. Nie potrafiłam się na niego złościć. Mocno go przytuliłam.
-Ja też cię potrzebuje Taylor. I to bardzo.. - szepnął mi do ucha i wyszedł.

-Musimy odwołać trasę - poinformował nas Ashley.
-Czemu?
-Nie możemy! Co pomyślą fani?!
-Nie dajemy rady. Albo będziemy odwoływać każdy koncert po kolei, kiedy zjadą się wszyscy fani, a Andy'iego nie będzie, albo odwołamy wszystkie i będzie z głowy.
-Nie możemy tego zrobić - wtrąciłam się.
-Taylor, ty nie rozumiesz. Nigdy nie byłaś w trasie, nie wiesz jak to jest. Nie widzisz co się dzieje?! Andy ma to wszystko w dupie. Nawet nie przyszedł na kolacje, a prosiłem go, bo chciałem żeby każdy się wypowiedział na ten temat.
-Ashley pomyśl o fanach.
-Właśnie o nich myślę! Pojutrze wracamy do domu. Czas z tym skończyć. Albo fani, albo Andy.

  Od tamtego czasu w internecie panowała fala hejtów i nienawiści ze strony fanów Black Veil Brides.
W domu panowała identyczna atmosfera, jak w trasie. Andy siedział w swoim pokoju. Nie odchodziło go nic. Ani razu od dnia przyjazdu nie zajrzał do studia.

-Andy. Czemu ty to robisz? Sam błagałeś mnie, żebym tego nie robiła. Czemu? - zapytałam, siadając obok niego z przezroczystą torebeczką pełną białych tabletek.
-Ty nic nie rozumiesz.
-Czego nie rozumiem?! To może mi wytłumacz. Wtedy zrozumiem.
-Taylor, błagam cię, zostaw mnie w spokoju.
-Nie mogę. Zależy mi na tobie. Czy ty tego nie widzisz? Chłopaki odwołali całą trasę, straciliście masę fanów, ale zrobili to dla ciebie. A ty co? Ćpałeś po kontach! Miałeś to wszystko daleko.
  Nastała chwila ciszy. Andy wytarł łzę, która po woli spływała mu po policzku. Nie zadawałam już więcej pytań. Po woli, kierowałam się w stronę drzwi.
-Pojedźmy tam gdzie zawsze. Tam gdzie wszystkie problemy znikają - powiedział.
 Chodziło mu o to piękne wzgórze. To, o którym wiedzieliśmy tylko my.

 Po chwili, siedzieliśmy już w samochodzie. Andy popatrzył się na mnie smutnym wzrokiem.
-Bardzo cię kocham. Pamiętaj.
 Uśmiechnęłam się i pojechaliśmy.
Staliśmy na światłach. Andy był dziwnie poddenerwowany. Patrzył się na jakiegoś mężczyznę stojącego po drugiej stronie ulicy. Ruszyliśmy. Za szybko. Zbyt chaotycznie.

piątek, 20 września 2013

Przeprosiny + ważne informacje.

Po pierwsze chciałbym Was bardzo, ale to bardzo przeprosić za tak długą nieobecność. Wynikało to z braku czasu. Zaczął się rok szkolny, więc chciałam go jakoś dobrze zacząć i skupić się na szkole. Ale dłużej bym tak nie wytrzymała xD.

Bloga prowadzę gdzieś od roku. Rozdziałów jest już bardzo dużo.. Nie można ciągnąć tego opowiadania w nieskończoność, także niedługo ukaże się ten ostatni, decydujący rozdział. Ale przed nim będzie się trochę działo. c:

Szczerze mówiąc, bardzo  'zżyłam' się z tym opowiadaniem, dlatego nie do końca będzie to koniec Taylor. Niebawem, opublikuje nowego bloga 'Taylor Evans' - prophet-taylor.blogspot.com >blog jeszcze nie jest otwarty<. Będzie to inna wersja przygód Taylor. Postaram się najbardziej jak potrafię, by wypaliła tak jak ta.

Bardzo dziękuję wszystkim którzy czytają, komentują i nie wiem co jeszcze.. Po prostu wchodzą na mojego bloga ^^ !!.

+ NOWY POST 21.09.13

czwartek, 8 sierpnia 2013

Famous Last Words





-Chyba.. Chyba musimy już wracać - powiedziałam, wpatrując się w las.
-Czemu?
-Jutro wielki dzień.
-Dla nich - uzupełnił Harry.
  Popatrzyłam na niego, lekko zdziwiona.
-No, dla mnie w sumie też. Jadę z nimi.
-Racja. Przepraszam, nie chciałem cię urazić.
-W porządku. Szkoda, że nie jedziesz z nami. Kurcze.. Zobaczymy się dopiero za kilka miesięcy.
-No wiem... Co ja tu bez was będę robił?
   Lekko się do niego uśmiechnęłam.
-Jakoś damy radę. Będziemy dzwonić i w ogóle..
-A nie wolałabyś zostać. Zostaniemy razem, trochę od tego wszystkiego odpoczniemy..
-Nie mogę... Rozumiesz..
-No wiesz, ale nikt ciebie nie zmusza.
-Nie zostawię chłopaków. Są dla mnie jak rodzina i bardzo bym za nimi tęskniła.
-A ze mną nie będziesz?
-Będę.. i to jeszcze jak, ale zobacz.. Ich jest piątka, ty jeden - próbowałam się jakoś wymigać.
-Dobra, już nie ważne. Jak chcesz, to możemy już jechać - wstał.
-Nie, Harry. Posiedźmy tu jeszcze chwilkę. Tu jest tak przyjemnie - uśmiechnęliśmy się do siebie.
  Ułożyłam głowę, na jego ramieniu i rozmyślałam, jak to jutro będzie. Wyjechać stąd na kilka miesięcy, zostawiając Harry'ego, Oliver'a, Alexandrię. No właśnie! Co się z nimi dzieje?!
-Coś się stało? - zapytał, troskliwym głosem.
-Nic, nic. Jakoś sobie tego nie wyobrażam.
-No co ty. W sumie, to musisz z nimi jechać. Bez ciebie nie będą mogli śpiewać piosenek.
-JEDNEJ.
-No, ale za to najpiękniejszej.
-Wiesz co się stało wczoraj?
-Co takiego?
-Odezwał się do mnie mój kumpel. Boże! Ile ja go nie widziałem?! Jutro się spotkamy, więc nie będę sam. Wszystko będzie w porządku - schował kosmyk moich włosów, za uchem.
-Ale będę bardzo, ale to bardzo za tobą tęskniła. Może uda mi się, jakoś namówić chłopaków.. Kurcze, jest jeszcze czas. Musisz z nami jechać!
-Co? Nie, to chyba nie jest dobry pomysł Taylor. Ja i trasa koncertowa? A z resztą, Andy pomyśli, ze się wpraszam i w ogóle.
-Nie, no co ty. Wszystko mu wytłumaczę. Powiem, że ty nic o tym nie wiesz i poproszę go, aby sam cię o to zapytał. Nie zostawimy cie. Nawet nie ma mowy. Chodź, jedziemy!

  Siedząc w samochodzie, zastanawiałam się, czy dobrze robię. A może, Harry, nie powinien z nami jechać?
Sama nie wiem. Ale w sumie, to niby dlaczego?
 Mimo wszystko, coś w środku, kazało mi to wszystko odkręcić.
-Wiesz.. Być może będzie fajnie - zagadał, z uśmiechem, Harry.
-Taaak, no a czemu by nie? - sztucznie się uśmiechnęłam.
-Wszystko gra?
-Taaak. Zaraz pogadam z Andy'im.


-No, jesteście! Boże, co wy?! Gwałciliście się w tym lesie?!
-Nie?
-Dobra, to jeszcze trzeba się spakować i w ogóle. Harry a ty... - zaczął mówić Andy.
-Andy, mogę z tobą pogadać? - zapytałam, lekko zdenerwowana.
-Jasne.
-To ja was zostawię.

-Andy się zgodził! - wpadłam do pokoju Harry'ego.
-Serio? Łał, szczerze mówiąc, byłem pewien, że nic z tego nie będzie.
-Oj, bez przesady. Andy nie jest taki.
-To ja lecę się spakować! - krzyknął.


-Taylor, wstawaj - gdy się obudziłam, Andy leżał przy mnie i szeroko się uśmiechał.
-Zaraz musimy jechać - dodał.
  Prędko wstałam, ubrałam się, umyłam. Gdy byłam już gotowa, zeszłam na dół i pomogłam chłopakom pakować walizki. Strasznie się denerwowałam. Nie wiem, czy lotem, czy całą tą sytuacją, ale coś mnie niepokoiło.
  Na lotnisku wszystko poszło jak z płatka. Chłopaki były bardzo zadowoleni. Kilka osób nawet do nich podeszło, zrobili sobie z nimi zdjęcia, poprosili o autografy. Razem z Harry'm, z zazdrością się im przyglądaliśmy. Chyba każdy by tak chciał.
 Pierwszy koncert miał odbyć się w Londynie. To tam dziś mieliśmy jechać.
 W samolocie, uświadomiłam sobie, jak wiele się zmieniło od momentu, kiedy tu się przeprowadziłam. Pamiętam, jak w szkole, mówiłam, że kiedyś będę wielką gwiazdą, a wszyscy się nabijali. Co prawda, jak na razie, to żadna ze mnie gwiazda, ale może coś dzięki tej trasie się zmieni.
 Kiedy wylatywaliśmy, nie wiem czemu, ale trochę tego żałowałam. Nigdy nie lubiłam oddalać się od domu. Cały czas męczyło mnie to, że wepchnęłam tu Harry'ego. Co prawda chłopaki powiedzieli, że zawsze będzie raźniej i takie tam, ale.. Chyba za krótko go znam. Ale może dzięki temu, że z nami jedzie, to się zmieni.
  Teraz to już nie ma co rozmyślać.
-Wszystko w porządku? - zapytał Andy.
-Tak - odpowiedziałam, wpatrując się w okno.
-W sumie, to musi być w porządku. Niczym się nie martw i pamiętaj, że zawsze będziesz mogła na mnie liczyć. Możesz nawet w środku koncertu wskoczyć na scenę i się mnie o coś zapytać. Masz moją zgodę i myślę, że chłopaków też.
  Uśmiechnęłam się.
-Bardzo ci dziękuję.
-Nie masz za co Taylor.

czwartek, 25 lipca 2013

The Ghost Of You






 Okazało się, że w książeczce, przy piosence 'Lost it all', było moje zdjęcie ! Taka mała rzecz, a cieszy. Uśmiechnęłam się z całego serca i popatrzyłam na Andy'iego, po czym z całej siły go przytuliłam.
-Ale wiesz, ze to zdjęcie zniszczy całą płytę ? - zapytałam.
-Wiem.. - popatrzyłam na niego zdziwiona.
-No przecież żartowałem ! - dodał z uśmiechem.

  Przez następne dwie godziny, chłopaki latali z całym sprzętem, a ja za bardzo do niczego się nie przydałam. Zastanawiałam się, jak to wszystko będzie. Wcześniej, nigdy nigdzie nie jeździłam, bo rodzice zawsze byli zajęci. Co ja się oszukuję ?! Bywali w domu raz na tydzień. Może dlatego, nie mogę sobie teraz z niczym poradzić ?
  Po chwili usiadł koło mnie, zmachany Ash.
-No i jak tam ? Wszystko gotowe ? - zapytałam.
-Można.. tak.. powiedzieć.. - odpowiedział, zmęczonym głosem.
-No to dobrze. Ja sobie tego nie wyobrażam.
-Czemu ?
-Nie wiem. Boję się. Ja do tego nie pasuję.
   Ashley nie za bardzo wiedział, co odpowiedzieć.
-Zobaczysz, że będzie fajnie. Musisz z nami jechać. Jesteś na naszej płycie.
-A co z Harry'm ?
-No chyba sobie jakoś poradzi..
-Przecież nie zostawimy go w domu Andy'iego na tyle czasu.
-Czemu ?
-Nie znamy go ! Skąd wiemy, czy nie rozwali mu domu ?!
-No w sumie racja.
 
   Premierę płyty, uczciliśmy szampanem. Nie było żadnego 'super kameralnego' przyjęcia.
Wieczorem, zmęczona pojechałam do domu. Nie tracąc czasu, zaczęłam się pakować.
-Gdzie jedziecie ? - do pokoju wszedł Harry.
-Trasa koncertowa.
-A co ze mną ? - zapytał, siadając na łóżku.
-No nie wiem.. Trzeba to wszystko jeszcze uzgodnić.
-Chyba nie zostawicie mnie pod mostem, no nie ?
-No chyba nie - uśmiechnęłam się.
-Chyba ?!
-Żartuje. Niczym się nie martw.
-Nie mam zamiaru - szepnął pod nosem.
-Ymm.. To dobrze..
-A dużo ci tam jeszcze zostało do spakowania ?
-Nie, już prawie skończyłam.
-To.. Mógłbym cię gdzieś zabrać ?
-A dokładniej ? - uśmiechnęłam się.
-No.. Pokażę ci. Hmm ?
-Dobrze, to ja już zaraz schodzę.
 
-To gdzie mamy jechać ? - zapytałam, siadając za kierownicą.
-Masz GPS'a. On cie poprowadzi - puścił do mnie oko.
  Godzinkę później byliśmy w najpiękniejszym miejscu, jakie kiedykolwiek widziałam.
 W środku wielkiego lasu, było małe jeziorko z krystalicznie czystą wodą. Do tego, w wodzie, stało stare, drewniane molo, które dodawało temu wszystkiemu takiego.. wdzięku.
-Siadaj - wskazał na miejsce obok.
 Zamoczyłam nogi w wodzie i uśmiechnęłam się do niego.
-Wiesz skąd znam to miejsce ? Kiedyś, udało mi się uciec z sierocińca. Wiesz.. Wiesz, jaka to była radość ?! Cieszyłem się, jak nigdy. Nie chciałem tam wracać i przyszedłem tutaj..
-I to tutaj cię znaleźli ?
-Chodziłem sobie po lesie, zgłodniałem. Wtedy.
  Nastała chwila ciszy.
-Pamiętasz, jak poznałaś Andy'iego ? - na jego twarzy, pojawił się uśmiech.
-Jasne. To było nietypowe spotkanie.
-Opowiesz ?
-Byliśmy w klubie, ktoś mnie upił i obudziłam się u niego w łóżku.
  Harry popatrzył na mnie zdziwiony.
-To znaczy, nie w tym sensie ! Ja byłam w łóżku, a on siedział obok, a nie że ja i on.. Dobra, nie ważne.
  Zaczęliśmy się śmiać.
-Wtedy moje życie obróciło się o 360 stopni.. Nigdy tego nie zapomnę. Nie wiem, co by teraz ze mną było, gdybym nie poszła wtedy do tego klubu.
-Moje życie obróciło się o 360 stopni, kiedy zabrałaś mnie z tego cholernego sierocińca.
-To miłe.
-Gdyby nie ty, siedział bym tam dalej. Ale ty tego nie zrozumiesz.
-Wiesz.. Ja niedawno też dowiedziałam się, ze jestem z domu dziecka. To wszystko jest tak dziwne. To jeszcze do mnie nie dotarło, tak, jak w sumie wiele rzeczy.
-No, ale teraz twoje życie, znowu obróci się o te twoje stopnie.
-No i właśnie tego nie chce.
-Nie chcesz sławy, pieniędzy i tak dalej ?!
-To nie jest mi potrzebne. Zobacz, tu mam wszystko. Przyjaciół, dom.. Rodzinę.
-Nie chciałabyś poszukać prawdziwych rodziców ?
-Sama nie wiem.
-Wiesz, Taylor. Nigdy nie sądziłem, że to powiem, ale cieszę się ,ze to wszystko właśnie tak się potoczyło. Tylko, że nie mogę być dla was ciężarem. Mieszkam w waszym domu, tak nie mogę.
-Co ty pleciesz ?! Jakim ciężarem ?! A ! No właśnie.. Słuchaj, może w tym czasie, zamieszkasz z moim domu ? Miałam go sprzedawać i w ogóle, ale chyba nie chcę się z nim rozstawać. Dzisiaj były tam sprzątaczki i wszystko ogarnęły, a to co potrzebne mam u Andy'iego. Co ty na to ?
-Ja nie mogę..
-Czemu ? To prezent !
-Ale skąd wezmę pieniądze na to wszystko ?
-Na razie pożyczę ci, a jak wrócimy z trasy, znajdziemy ci prace.
-Taylor, jesteś wielka - Harry przybliżył się do mnie, i delikatnie pocałował mnie w policzek.
-Będę bardzo za tobą tęskniła, wiesz ? Znamy się tak krótko, ale..
-Ja też będę tęsknił. Dzwoń, jak tylko będziesz miała czas.
-Obiecuję.
 
-Ejj, Taylor gdzie wy jesteście ?
-Zaraz wrócimy. Siedzimy sobie w lesie.
-To jedzcie szybko, bo trzeba się wyspać. Jutro wielki dzień ! Wretched and Divine - nadchodzi BLACK VEIL BRIDES.

czwartek, 11 lipca 2013

Nowy blog ^^

  Serdecznie, zapraszam wszystkich na mojego nowego bloga !!.
Na razie nie będę zdradzać, o czym dokładnie będzie opowiadała historia Alex York, ale jedno jest pewne ! Nie zabraknie w nim BLACK VEIL BRIDES !.

czwartek, 4 lipca 2013

Teenagers








-Czyli idziesz ze mną ? - zapytał niepewnie.
-Mhm - złapałam go za rękę.
-Zobaczymy się jeszcze ? - zapytał barman.
-Dzwoń, kiedy tylko chcesz - podałam mu moją wizytówkę, po czym wsiadłam do samochodu.
 
 Do domu jechaliśmy w ciszy. Andy wydawał się smutny i zmęczony. Może trochę przesadziłam.. ? Sama nie wiem.
-Andy, dokąd jedziemy ? Do domu, to chyba nie w tą stronę..
-Musimy porozmawiać, a w domu jest Harry.
  W tym momencie zaczęłam się strasznie bać tej rozmowy.
Po paru minutach byliśmy w tym samym miejscu, które odwiedziłam kiedyś z Ash'em, tylko tym razem, było tu jeszcze bardziej pięknie. Fale obijały się o olbrzymi klif, na którym zasiedliśmy, spuszczając nogi.
-Co się stało ? - zapytał.
-Czemu tak się wystraszyłaś ? Czemu spędzamy razem coraz mniej czasu ? Czemu chodzisz do klubów ? Czemu umawiasz się z innymi chłopakami ? Czemu już ci tak nie ufam ?

  Ostatnie pytanie zabolało najbardziej. Popatrzyłam na niego. Był przemęczony. W sumie, to nie ma się co dziwić. Całymi dniami siedział w studiu, a ja nie byłam tam od dawna, nocami pisał piosenki, ustalał trasę. Ja zamiast mu pomóc, jeździłam gdzieś z Ashley'em, załatwiłam mu nowego współlokatora, mimo, że on być można wcale tego nie chciał. Myślałam tylko o sobie, a to nie było w porządku.

-Ja.. Bardzo przepraszam. Powinnam ci pomóc w tym wszystkim, a zachowywałam się, jak ostatnia egoistka. Ty byłeś przy mnie cały czas, kiedy tego potrzebowałam, a ja..  Przepraszam.
-Jedziesz z nami w trasę po Europie ? - zapytał, zmieniając temat.
-Oczywiście ! Ale.. Wybaczysz mi ?
-Oczywiście - delikatnie mnie pocałował, po czym zapalił papierosa.
-Mogę ? - zapytałam.
-Co ? Nie, lepiej nie.
-Czemu ty możesz, a ja nie ?
  Uśmiechnął się.
-Proszę - podał mi jednego.


*********************************************************************************
-Andy ! Andy ! - szukałam go po całym domu.
-Co ?!
  Wpadłam do jego pokoju, w którym jeszcze przed sekundą go nie było.
-Co ty robisz ? - na jego łóżku leżało pełno walizek.
-Wyprowadzasz się ?
-Nie no co ty..
-Ty się wyprowadzasz ! - krzyknął, po czym zniósł moje bagaże i wyrzucił przed dom.
-Co, ale co ja zrobiłam ?
-Idź sobie do tych twoich kolegów ! Kiedy ty mnie potrzebowałaś byłem z tobą, a gdy nagle ja ciebie o coś proszę, to cie nie ma ! Wypierdalaj mi stąd ! Zabrałaś mi dwa miesiące z życia !
-Andy, ja ciebie przepraszam, błagam nie.. - trzasną drzwiami i zniknął z moich oczu.
 Wyciągnęłam telefon.
-Nathan, pomóż mi !
-Teraz, jak cię Andy zostawił to sobie o mnie przypomniałaś ?! Spadaj.

-Ashley, pomóż ! Andy mnie zostawił !
-Radź sobie sama. Odpierdol się.

-Harry ! Harry, błagam.
-Zostawiłaś mnie wtedy, ja zostawiam ciebie teraz.
*********************************************************************************


  Obudziłam się z krzykiem. Do pokoju wparował Andy.
-Coś się stało ?
-Nie, nic..
-Na pewno ? - usiadł obok mnie.
-Tak.. Strasznie.. Strasznie mi wstyd.
-Chodź ! - uśmiechnął się i wyciągnął mnie z łóżka.


-Gdzie my jedziemy ? - zapytałam, kiedy siedzieliśmy już w samochodzie.
-Jedziemy do studia. Trzeba wszystko spakować i tak dalej. Pojutrze ruszamy w trasę ! Uhu !
  Uśmiechnęłam się tak szczerze, jak nigdy.
-To wspaniale ! Czemu dopiero teraz mówisz ?
-Tak jakoś wyszło..
-Już nie mogę się doczekać.. Jejciu..
-Będzie świetnie, zobaczysz. Każda trasa, to po prostu gigantyczna przygoda, o której trudno zapomnieć. Poznajesz tylu wspaniałych ludzi, szalejesz, bawisz się.
-A co z Harry'm ? Dzisiaj rano był strasznie smutny..
-No właśnie nie wiem.. Musimy o tym pogadać.
   Gdy dojechaliśmy na miejsce, przed studiem, stała olbrzymia ciężarówka. Wszędzie kręciło się pełno ludzi.
-Jutro premiera płyty.
-Będzie przyjęcie ? - ucieszyłam się.
-Mhm, ale mam dla ciebie mały prezencik - Andy podał mi ich nową płytę.
-Ooo ! Dziękuję - mocno go przytuliłam.
-Zobacz książeczkę - dodał.
  Z ciekawością otworzyłam płytę.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Victory Call




-Andy, gdzie jest Harry ? - zdenerwowana, weszłam do pokoju wokalisty.
-Nie wiem.. - odpowiedział, kryjąc się w pościeli.
-Nigdzie go nie ma.. Andy ! Wstawaj ! - szarpnęłam go za ramię.
-No już, już..
  Było dopiero po ósmej. Przeszukaliśmy wszystkie pokoje. Nigdzie ani śladu. 
-Na pewno nigdzie daleko nie poszedł..
-Skąd wiesz ? - usiadłam na łóżku.
-No gdzie by poszedł ? Bez pieniędzy ? Nie ma mowy, aby opuścił Nowy Jork. 
-A co jak.. Jak ktoś go porwał ? 
-Spokojnie. Zadzwonię do chłopaków. Może jest w studiu, albo gdzieś.. 
 W głowie gromadziły mi się tysiące pomysłów. Mówił, że ma problemy, że ktoś go kiedyś porwał, pobił.. Obiecałam, że się nim zajmę i od razu nawaliłam. Znałam go tak krótko, ale było w nim to coś. Przeżył bardzo dużo. To się zgadza. Ale to wszystko kształtuje charakter człowieka. Każdy z nas ma jakiś problem. Jeden większy, drugi mniejszy, ale ma.
 Czasem zastanawiam się, co o tym wszystkim myślą moi rodzice. Raczej.. Co by myśleli. Nie wierzę w to, że obserwują mnie tam z góry. Dorośli uczą nas, że nie istnieje coś takiego, jak magia, a potem wmawiają nam, że śmierć, to tak jakby, przeniesienie do innego świata. Oczywiście. 
  Nagle poczułam wibracje, dochodzące z mojej prawej kieszeni.
-Słucham ?
-Nie zastanawiasz się przypadkiem, gdzie jest Harry ?
-Nie rozumiem.. Z kim rozmawiam ?
-A czy to ważne ? Jeśli chcesz, żeby wrócił, to po pierwsze nie wzywaj policji.
-A co dalej ?
  W tym momencie, mężczyzna, rozłączył się.
-Nie. Nie, nie, nie, nie, nie. Ja już mam tego dosyć. Wiesz, jak to wszystko sobie na początku wyobrażałam ? - podeszłam do Andy'iego.
-Że będziemy razem, że będziemy wspólnie jeździli na koncerty, że będziemy spełniać marzenia i dojdziemy na sam szczyt. A tu..
-Ale przecież to nie jest takie proste - wtrącił się wokalista.
-A my ciągle mamy jakieś problemy. Ja mam tego dość - wyszłam, trzaskając drzwiami, i czym prędzej pobiegłam do samochodu.
-Gdzie ty jedziesz ?!
-Nie wiem.
-Nie rób sobie jaj, Taylor wracaj - Andy podszedł do mnie i złapał mnie za rękę.
  Popatrzyłam się na niego i jakby nigdy nic, wsiadłam do auta.
Tak naprawdę to nie wiem dokąd jechałam. Chciałam uciec gdzieś na jeden dzień.. Albo i na dłużej ? Co chwile dzwonił do mnie Andy, no chyba, z wiadomych przyczyn.
   Powoli robiło się ciemno. Dochodziła dziewiąta. Po okrążeniu całego miasta, zdecydowałam się zostać w centrum i pójść do jakiegoś klubu.
 W tłumie bawiących się ludzi, nie dostrzegłam nikogo znajomego. Na szczęście. Usiadłam przy barze i zaczęłam nad tym wszystkim rozmyślać.
-Co taka ładna panienka robi sama w takim klubie ? - zapytał barman, wycierając szklanki.
-Każdy czasem przeżywa kryzys w związku.
-Oczywiście. Zdradził cię ?
-Nie..
-A więc o co chodzi ? - zapytał, uśmiechając się.
  Nie był to chłopak w moim typie, w sensie, że w ogóle nie podobny do Andy'iego, ale było w nim coś bardzo miłego. Miał na sobie czarne rurki, zwykłą luźną szarą koszulkę, prześliczny, biały uśmiech i mocno brązowe włosy, układające się w fryzurę 'skejta XXI wieku'.
-Długa historia..
-Zaraz kończę swoją zmianę, więc możemy pogadać.
-Sama nie wiem, cyz chciałabym dzielić się z kimś swoimi problemami - w tym momencie doszedł do mnie SMS od Andy'iego.
Andyy ^^ : Taylor, Harry jest już w domu. Ktoś robił sobie z nas żarty. Przyjedz do domu, proszę !!.
-Wszystko się wyjaśniło ? - barman znów się uśmiechnął.
-Niezupełnie. Ale można tak powiedzieć.
  Kamień spadł mi z serca, ale mimo to, chciałam chociaż jeden wieczór pobyć sama. Nie chciałam znowu wracać. Całkowicie straciłam chęć odwiedzenia studia, które tak kiedyś uwielbiałam, nie bawiło mnie już siedzenie i słuchanie próbek piosenek BVB.. Nie miałam ochoty wysłuchiwać zmartwieć Oliver'a i Alexandrii. Przez ten cały czas nie myślałam o sobie, tylko cały czas żyłam życiem innych.
-To jak ? Poczekasz tu na mnie chwilkę ?
-Mhm. A tak w ogóle to jestem Taylor.
-Nathan. Bardzo mi miło - po chwili wszedł do pomieszczenia dla personelu.
  Wtedy stało się to, czego najbardziej się obawiałam. Wśród tańczących ludzi, zauważyłam Ash'a. Ale nie miałam zamiaru się tym przejmować.
-Coś nie tak ? - zapytał Nathan, siadając obok.
-Nie, wszystko gra - uśmiechnęłam się.
-No dobrze.. A więc, opowiesz mi teraz o tych swoich problemach ?
-Za długa historia, do której nie chcę na razie wracać..
-Hmm.. Rozumiem. Jesteś stąd ?
-No można tak powiedzieć.
-No to dobrze - uśmiechnął się.
  Nastała chwila niezręcznej ciszy.
-Chodź, pokażę ci jedno miejsce. Zawsze, jak tam chodzę, to wszystkie problemy nagle znikają - złapał mnie za rękę.
  Zmierzaliśmy w kierunku windy, kiedy ktoś złapał mnie za ramię.
-A więc, tak rozwiązuje się teraz problemy ? - zapytał Andy.
-Puść ją - dodał.
  Nathan cały czas trzymał mnie za rękę, a ja zamarłam.
-Taylor, wracasz ze mną ?
-Ja.. Ja nie wiem - popatrzyłam na barmana.
-Co ? Co się stało ? - wokalista popatrzył mi głęboko w oczy.
-Nie wiem.. Kocham cię .

^^^
No w końcu udało mi się coś napisać :)
Mam nadzieję, że nie jest źle . 
Postaram się dodać, jak najszybciej coś nowego ;**