czwartek, 25 lipca 2013

The Ghost Of You






 Okazało się, że w książeczce, przy piosence 'Lost it all', było moje zdjęcie ! Taka mała rzecz, a cieszy. Uśmiechnęłam się z całego serca i popatrzyłam na Andy'iego, po czym z całej siły go przytuliłam.
-Ale wiesz, ze to zdjęcie zniszczy całą płytę ? - zapytałam.
-Wiem.. - popatrzyłam na niego zdziwiona.
-No przecież żartowałem ! - dodał z uśmiechem.

  Przez następne dwie godziny, chłopaki latali z całym sprzętem, a ja za bardzo do niczego się nie przydałam. Zastanawiałam się, jak to wszystko będzie. Wcześniej, nigdy nigdzie nie jeździłam, bo rodzice zawsze byli zajęci. Co ja się oszukuję ?! Bywali w domu raz na tydzień. Może dlatego, nie mogę sobie teraz z niczym poradzić ?
  Po chwili usiadł koło mnie, zmachany Ash.
-No i jak tam ? Wszystko gotowe ? - zapytałam.
-Można.. tak.. powiedzieć.. - odpowiedział, zmęczonym głosem.
-No to dobrze. Ja sobie tego nie wyobrażam.
-Czemu ?
-Nie wiem. Boję się. Ja do tego nie pasuję.
   Ashley nie za bardzo wiedział, co odpowiedzieć.
-Zobaczysz, że będzie fajnie. Musisz z nami jechać. Jesteś na naszej płycie.
-A co z Harry'm ?
-No chyba sobie jakoś poradzi..
-Przecież nie zostawimy go w domu Andy'iego na tyle czasu.
-Czemu ?
-Nie znamy go ! Skąd wiemy, czy nie rozwali mu domu ?!
-No w sumie racja.
 
   Premierę płyty, uczciliśmy szampanem. Nie było żadnego 'super kameralnego' przyjęcia.
Wieczorem, zmęczona pojechałam do domu. Nie tracąc czasu, zaczęłam się pakować.
-Gdzie jedziecie ? - do pokoju wszedł Harry.
-Trasa koncertowa.
-A co ze mną ? - zapytał, siadając na łóżku.
-No nie wiem.. Trzeba to wszystko jeszcze uzgodnić.
-Chyba nie zostawicie mnie pod mostem, no nie ?
-No chyba nie - uśmiechnęłam się.
-Chyba ?!
-Żartuje. Niczym się nie martw.
-Nie mam zamiaru - szepnął pod nosem.
-Ymm.. To dobrze..
-A dużo ci tam jeszcze zostało do spakowania ?
-Nie, już prawie skończyłam.
-To.. Mógłbym cię gdzieś zabrać ?
-A dokładniej ? - uśmiechnęłam się.
-No.. Pokażę ci. Hmm ?
-Dobrze, to ja już zaraz schodzę.
 
-To gdzie mamy jechać ? - zapytałam, siadając za kierownicą.
-Masz GPS'a. On cie poprowadzi - puścił do mnie oko.
  Godzinkę później byliśmy w najpiękniejszym miejscu, jakie kiedykolwiek widziałam.
 W środku wielkiego lasu, było małe jeziorko z krystalicznie czystą wodą. Do tego, w wodzie, stało stare, drewniane molo, które dodawało temu wszystkiemu takiego.. wdzięku.
-Siadaj - wskazał na miejsce obok.
 Zamoczyłam nogi w wodzie i uśmiechnęłam się do niego.
-Wiesz skąd znam to miejsce ? Kiedyś, udało mi się uciec z sierocińca. Wiesz.. Wiesz, jaka to była radość ?! Cieszyłem się, jak nigdy. Nie chciałem tam wracać i przyszedłem tutaj..
-I to tutaj cię znaleźli ?
-Chodziłem sobie po lesie, zgłodniałem. Wtedy.
  Nastała chwila ciszy.
-Pamiętasz, jak poznałaś Andy'iego ? - na jego twarzy, pojawił się uśmiech.
-Jasne. To było nietypowe spotkanie.
-Opowiesz ?
-Byliśmy w klubie, ktoś mnie upił i obudziłam się u niego w łóżku.
  Harry popatrzył na mnie zdziwiony.
-To znaczy, nie w tym sensie ! Ja byłam w łóżku, a on siedział obok, a nie że ja i on.. Dobra, nie ważne.
  Zaczęliśmy się śmiać.
-Wtedy moje życie obróciło się o 360 stopni.. Nigdy tego nie zapomnę. Nie wiem, co by teraz ze mną było, gdybym nie poszła wtedy do tego klubu.
-Moje życie obróciło się o 360 stopni, kiedy zabrałaś mnie z tego cholernego sierocińca.
-To miłe.
-Gdyby nie ty, siedział bym tam dalej. Ale ty tego nie zrozumiesz.
-Wiesz.. Ja niedawno też dowiedziałam się, ze jestem z domu dziecka. To wszystko jest tak dziwne. To jeszcze do mnie nie dotarło, tak, jak w sumie wiele rzeczy.
-No, ale teraz twoje życie, znowu obróci się o te twoje stopnie.
-No i właśnie tego nie chce.
-Nie chcesz sławy, pieniędzy i tak dalej ?!
-To nie jest mi potrzebne. Zobacz, tu mam wszystko. Przyjaciół, dom.. Rodzinę.
-Nie chciałabyś poszukać prawdziwych rodziców ?
-Sama nie wiem.
-Wiesz, Taylor. Nigdy nie sądziłem, że to powiem, ale cieszę się ,ze to wszystko właśnie tak się potoczyło. Tylko, że nie mogę być dla was ciężarem. Mieszkam w waszym domu, tak nie mogę.
-Co ty pleciesz ?! Jakim ciężarem ?! A ! No właśnie.. Słuchaj, może w tym czasie, zamieszkasz z moim domu ? Miałam go sprzedawać i w ogóle, ale chyba nie chcę się z nim rozstawać. Dzisiaj były tam sprzątaczki i wszystko ogarnęły, a to co potrzebne mam u Andy'iego. Co ty na to ?
-Ja nie mogę..
-Czemu ? To prezent !
-Ale skąd wezmę pieniądze na to wszystko ?
-Na razie pożyczę ci, a jak wrócimy z trasy, znajdziemy ci prace.
-Taylor, jesteś wielka - Harry przybliżył się do mnie, i delikatnie pocałował mnie w policzek.
-Będę bardzo za tobą tęskniła, wiesz ? Znamy się tak krótko, ale..
-Ja też będę tęsknił. Dzwoń, jak tylko będziesz miała czas.
-Obiecuję.
 
-Ejj, Taylor gdzie wy jesteście ?
-Zaraz wrócimy. Siedzimy sobie w lesie.
-To jedzcie szybko, bo trzeba się wyspać. Jutro wielki dzień ! Wretched and Divine - nadchodzi BLACK VEIL BRIDES.

czwartek, 11 lipca 2013

Nowy blog ^^

  Serdecznie, zapraszam wszystkich na mojego nowego bloga !!.
Na razie nie będę zdradzać, o czym dokładnie będzie opowiadała historia Alex York, ale jedno jest pewne ! Nie zabraknie w nim BLACK VEIL BRIDES !.

czwartek, 4 lipca 2013

Teenagers








-Czyli idziesz ze mną ? - zapytał niepewnie.
-Mhm - złapałam go za rękę.
-Zobaczymy się jeszcze ? - zapytał barman.
-Dzwoń, kiedy tylko chcesz - podałam mu moją wizytówkę, po czym wsiadłam do samochodu.
 
 Do domu jechaliśmy w ciszy. Andy wydawał się smutny i zmęczony. Może trochę przesadziłam.. ? Sama nie wiem.
-Andy, dokąd jedziemy ? Do domu, to chyba nie w tą stronę..
-Musimy porozmawiać, a w domu jest Harry.
  W tym momencie zaczęłam się strasznie bać tej rozmowy.
Po paru minutach byliśmy w tym samym miejscu, które odwiedziłam kiedyś z Ash'em, tylko tym razem, było tu jeszcze bardziej pięknie. Fale obijały się o olbrzymi klif, na którym zasiedliśmy, spuszczając nogi.
-Co się stało ? - zapytał.
-Czemu tak się wystraszyłaś ? Czemu spędzamy razem coraz mniej czasu ? Czemu chodzisz do klubów ? Czemu umawiasz się z innymi chłopakami ? Czemu już ci tak nie ufam ?

  Ostatnie pytanie zabolało najbardziej. Popatrzyłam na niego. Był przemęczony. W sumie, to nie ma się co dziwić. Całymi dniami siedział w studiu, a ja nie byłam tam od dawna, nocami pisał piosenki, ustalał trasę. Ja zamiast mu pomóc, jeździłam gdzieś z Ashley'em, załatwiłam mu nowego współlokatora, mimo, że on być można wcale tego nie chciał. Myślałam tylko o sobie, a to nie było w porządku.

-Ja.. Bardzo przepraszam. Powinnam ci pomóc w tym wszystkim, a zachowywałam się, jak ostatnia egoistka. Ty byłeś przy mnie cały czas, kiedy tego potrzebowałam, a ja..  Przepraszam.
-Jedziesz z nami w trasę po Europie ? - zapytał, zmieniając temat.
-Oczywiście ! Ale.. Wybaczysz mi ?
-Oczywiście - delikatnie mnie pocałował, po czym zapalił papierosa.
-Mogę ? - zapytałam.
-Co ? Nie, lepiej nie.
-Czemu ty możesz, a ja nie ?
  Uśmiechnął się.
-Proszę - podał mi jednego.


*********************************************************************************
-Andy ! Andy ! - szukałam go po całym domu.
-Co ?!
  Wpadłam do jego pokoju, w którym jeszcze przed sekundą go nie było.
-Co ty robisz ? - na jego łóżku leżało pełno walizek.
-Wyprowadzasz się ?
-Nie no co ty..
-Ty się wyprowadzasz ! - krzyknął, po czym zniósł moje bagaże i wyrzucił przed dom.
-Co, ale co ja zrobiłam ?
-Idź sobie do tych twoich kolegów ! Kiedy ty mnie potrzebowałaś byłem z tobą, a gdy nagle ja ciebie o coś proszę, to cie nie ma ! Wypierdalaj mi stąd ! Zabrałaś mi dwa miesiące z życia !
-Andy, ja ciebie przepraszam, błagam nie.. - trzasną drzwiami i zniknął z moich oczu.
 Wyciągnęłam telefon.
-Nathan, pomóż mi !
-Teraz, jak cię Andy zostawił to sobie o mnie przypomniałaś ?! Spadaj.

-Ashley, pomóż ! Andy mnie zostawił !
-Radź sobie sama. Odpierdol się.

-Harry ! Harry, błagam.
-Zostawiłaś mnie wtedy, ja zostawiam ciebie teraz.
*********************************************************************************


  Obudziłam się z krzykiem. Do pokoju wparował Andy.
-Coś się stało ?
-Nie, nic..
-Na pewno ? - usiadł obok mnie.
-Tak.. Strasznie.. Strasznie mi wstyd.
-Chodź ! - uśmiechnął się i wyciągnął mnie z łóżka.


-Gdzie my jedziemy ? - zapytałam, kiedy siedzieliśmy już w samochodzie.
-Jedziemy do studia. Trzeba wszystko spakować i tak dalej. Pojutrze ruszamy w trasę ! Uhu !
  Uśmiechnęłam się tak szczerze, jak nigdy.
-To wspaniale ! Czemu dopiero teraz mówisz ?
-Tak jakoś wyszło..
-Już nie mogę się doczekać.. Jejciu..
-Będzie świetnie, zobaczysz. Każda trasa, to po prostu gigantyczna przygoda, o której trudno zapomnieć. Poznajesz tylu wspaniałych ludzi, szalejesz, bawisz się.
-A co z Harry'm ? Dzisiaj rano był strasznie smutny..
-No właśnie nie wiem.. Musimy o tym pogadać.
   Gdy dojechaliśmy na miejsce, przed studiem, stała olbrzymia ciężarówka. Wszędzie kręciło się pełno ludzi.
-Jutro premiera płyty.
-Będzie przyjęcie ? - ucieszyłam się.
-Mhm, ale mam dla ciebie mały prezencik - Andy podał mi ich nową płytę.
-Ooo ! Dziękuję - mocno go przytuliłam.
-Zobacz książeczkę - dodał.
  Z ciekawością otworzyłam płytę.

poniedziałek, 1 lipca 2013

Victory Call




-Andy, gdzie jest Harry ? - zdenerwowana, weszłam do pokoju wokalisty.
-Nie wiem.. - odpowiedział, kryjąc się w pościeli.
-Nigdzie go nie ma.. Andy ! Wstawaj ! - szarpnęłam go za ramię.
-No już, już..
  Było dopiero po ósmej. Przeszukaliśmy wszystkie pokoje. Nigdzie ani śladu. 
-Na pewno nigdzie daleko nie poszedł..
-Skąd wiesz ? - usiadłam na łóżku.
-No gdzie by poszedł ? Bez pieniędzy ? Nie ma mowy, aby opuścił Nowy Jork. 
-A co jak.. Jak ktoś go porwał ? 
-Spokojnie. Zadzwonię do chłopaków. Może jest w studiu, albo gdzieś.. 
 W głowie gromadziły mi się tysiące pomysłów. Mówił, że ma problemy, że ktoś go kiedyś porwał, pobił.. Obiecałam, że się nim zajmę i od razu nawaliłam. Znałam go tak krótko, ale było w nim to coś. Przeżył bardzo dużo. To się zgadza. Ale to wszystko kształtuje charakter człowieka. Każdy z nas ma jakiś problem. Jeden większy, drugi mniejszy, ale ma.
 Czasem zastanawiam się, co o tym wszystkim myślą moi rodzice. Raczej.. Co by myśleli. Nie wierzę w to, że obserwują mnie tam z góry. Dorośli uczą nas, że nie istnieje coś takiego, jak magia, a potem wmawiają nam, że śmierć, to tak jakby, przeniesienie do innego świata. Oczywiście. 
  Nagle poczułam wibracje, dochodzące z mojej prawej kieszeni.
-Słucham ?
-Nie zastanawiasz się przypadkiem, gdzie jest Harry ?
-Nie rozumiem.. Z kim rozmawiam ?
-A czy to ważne ? Jeśli chcesz, żeby wrócił, to po pierwsze nie wzywaj policji.
-A co dalej ?
  W tym momencie, mężczyzna, rozłączył się.
-Nie. Nie, nie, nie, nie, nie. Ja już mam tego dosyć. Wiesz, jak to wszystko sobie na początku wyobrażałam ? - podeszłam do Andy'iego.
-Że będziemy razem, że będziemy wspólnie jeździli na koncerty, że będziemy spełniać marzenia i dojdziemy na sam szczyt. A tu..
-Ale przecież to nie jest takie proste - wtrącił się wokalista.
-A my ciągle mamy jakieś problemy. Ja mam tego dość - wyszłam, trzaskając drzwiami, i czym prędzej pobiegłam do samochodu.
-Gdzie ty jedziesz ?!
-Nie wiem.
-Nie rób sobie jaj, Taylor wracaj - Andy podszedł do mnie i złapał mnie za rękę.
  Popatrzyłam się na niego i jakby nigdy nic, wsiadłam do auta.
Tak naprawdę to nie wiem dokąd jechałam. Chciałam uciec gdzieś na jeden dzień.. Albo i na dłużej ? Co chwile dzwonił do mnie Andy, no chyba, z wiadomych przyczyn.
   Powoli robiło się ciemno. Dochodziła dziewiąta. Po okrążeniu całego miasta, zdecydowałam się zostać w centrum i pójść do jakiegoś klubu.
 W tłumie bawiących się ludzi, nie dostrzegłam nikogo znajomego. Na szczęście. Usiadłam przy barze i zaczęłam nad tym wszystkim rozmyślać.
-Co taka ładna panienka robi sama w takim klubie ? - zapytał barman, wycierając szklanki.
-Każdy czasem przeżywa kryzys w związku.
-Oczywiście. Zdradził cię ?
-Nie..
-A więc o co chodzi ? - zapytał, uśmiechając się.
  Nie był to chłopak w moim typie, w sensie, że w ogóle nie podobny do Andy'iego, ale było w nim coś bardzo miłego. Miał na sobie czarne rurki, zwykłą luźną szarą koszulkę, prześliczny, biały uśmiech i mocno brązowe włosy, układające się w fryzurę 'skejta XXI wieku'.
-Długa historia..
-Zaraz kończę swoją zmianę, więc możemy pogadać.
-Sama nie wiem, cyz chciałabym dzielić się z kimś swoimi problemami - w tym momencie doszedł do mnie SMS od Andy'iego.
Andyy ^^ : Taylor, Harry jest już w domu. Ktoś robił sobie z nas żarty. Przyjedz do domu, proszę !!.
-Wszystko się wyjaśniło ? - barman znów się uśmiechnął.
-Niezupełnie. Ale można tak powiedzieć.
  Kamień spadł mi z serca, ale mimo to, chciałam chociaż jeden wieczór pobyć sama. Nie chciałam znowu wracać. Całkowicie straciłam chęć odwiedzenia studia, które tak kiedyś uwielbiałam, nie bawiło mnie już siedzenie i słuchanie próbek piosenek BVB.. Nie miałam ochoty wysłuchiwać zmartwieć Oliver'a i Alexandrii. Przez ten cały czas nie myślałam o sobie, tylko cały czas żyłam życiem innych.
-To jak ? Poczekasz tu na mnie chwilkę ?
-Mhm. A tak w ogóle to jestem Taylor.
-Nathan. Bardzo mi miło - po chwili wszedł do pomieszczenia dla personelu.
  Wtedy stało się to, czego najbardziej się obawiałam. Wśród tańczących ludzi, zauważyłam Ash'a. Ale nie miałam zamiaru się tym przejmować.
-Coś nie tak ? - zapytał Nathan, siadając obok.
-Nie, wszystko gra - uśmiechnęłam się.
-No dobrze.. A więc, opowiesz mi teraz o tych swoich problemach ?
-Za długa historia, do której nie chcę na razie wracać..
-Hmm.. Rozumiem. Jesteś stąd ?
-No można tak powiedzieć.
-No to dobrze - uśmiechnął się.
  Nastała chwila niezręcznej ciszy.
-Chodź, pokażę ci jedno miejsce. Zawsze, jak tam chodzę, to wszystkie problemy nagle znikają - złapał mnie za rękę.
  Zmierzaliśmy w kierunku windy, kiedy ktoś złapał mnie za ramię.
-A więc, tak rozwiązuje się teraz problemy ? - zapytał Andy.
-Puść ją - dodał.
  Nathan cały czas trzymał mnie za rękę, a ja zamarłam.
-Taylor, wracasz ze mną ?
-Ja.. Ja nie wiem - popatrzyłam na barmana.
-Co ? Co się stało ? - wokalista popatrzył mi głęboko w oczy.
-Nie wiem.. Kocham cię .

^^^
No w końcu udało mi się coś napisać :)
Mam nadzieję, że nie jest źle . 
Postaram się dodać, jak najszybciej coś nowego ;**

środa, 19 czerwca 2013

Let You Down







   Harry cały czas patrzył się w stronę Andy'iego, nic się nie odzywając. Nagle zaczął płakać. Tak po prostu. Bez niczego. Bez powodu ?
  Nigdy nie widziałam czegoś takiego. Takiego dziwnego, tajemniczego człowieka. W tym całym sierocińcu traktowano go, jak dziwaka. Sami się do tego przyczynili. On był bezsilny. Pamiętam ten moment, kiedy wybiegł stamtąd. Oddychał tak ciężko. Nie miał siły biec. Przez dwa lata siedział tam, zamknięty, samotny. Życie nieźle dało mu popalić.
-Co się stało ? - podeszłam do niego.
-Nic, nic, nic - zaczął szeptać.
  Andy patrzył na niego, opierając się o drzwi.
-Chcesz wejść do środka ? - zapytałam.
-Tak, proszę. Szybko - odpowiedział takim samym tonem, jak poprzednio.
  Wzięłam go za rękę. Stanęliśmy przed Andy'im, który nie pozwolił nam przejść.
-Andy, co ty robisz ?
-Nie lepiej, jak pojedziecie do domu ?
-Ashley zawieziesz ich do mojego domu ? - dodał, nie czekając na moją odpowiedz.
 

-Zostać z wami ? - zapytał, troskliwie Ash.
-Nie, wracaj do studia. Macie tam dużo pracy. Nie przejmuj się nami - odpowiedziałam, lekko się uśmiechając.
  Zaprowadziłam Harry'ego do mojego pokoju.
-Tu będziesz spał, dobrze ?
  Mój pokój niczym nie różnił się od pozostałych. Nie był szczególnie dziewczęcy. Nie gustowałam w różowych ścianach.
-Dobrze - usiadł na łóżku.
    Nagle do pokoju wpadła policja.
  Harry patrzył na nich przestraszonym wzrokiem.
-Co tu.. ?! Harry ? - podszedł do nas jeden z funkcjonariuszy.
-Nic ci nie jest ?
  Chłopak pokiwał przecząco głową.
-A ty jesteś..
-Taylor. Taylor Evans.
-A co on tutaj robi ?
-Pomogła mi - odpowiedział Harry.
-Gdzie ty byłeś przez tyle czasu ? Co się z tobą działo ?
  Chłopak w odpowiedzi westchnął, dając znać, że nie chce o tym mówić.
 Po chwili do pokoju wpadł Ash, a za nim dwoje mężczyzn w mundurach. Popatrzyłam się na niego, wystraszonym wzrokiem.
-Puśćcie go.
  Ashley biegiem usiadł obok mnie.
-O co tu chodzi ? - zapytał, po cichu.
-Nie mam pojęcia..
-Mogę cię na chwilkę prosić ? - zapytał policjant, patrząc w moją stronę.
-Tak - odpowiedziałam, trochę przerażonym głosem.
    Poszliśmy do kuchni, b móc porozmawiać w spokoju.
-Ja chciałem cię tylko poprosić, abyście się nim opiekowali, on tego potrzebuje.
-A może mi pan powiedzieć, kim on jest ?
-Niech on sam ci o tym powie. A ! No i nie będziecie mieć już żadnych problemów. Dostaliśmy tylko zgłoszenie, że kogoś porwano, a nie uratowano.
  Lekko się uśmiechnęłam.
Kiedy wszystko ucichło, każdy poszedł w swoją stronę.
-W końcu trochę spokoju - odparłam, siadając obok skulonego Harry'ego.
-Tu nigdy nie jest spokojnie - szepnął.
  Przerażał mnie, kiedy tak mówił.
-Czemu tak uważasz ?
-Nie boisz się wyjść na ulicę ? - mówił cały czas, takim samym tonem.
-Nie, czemu ?
-A nie boisz się, że zostaniesz sama ?
   Nic nie odpowiedziałam.
 Harry był naprawdę dziwnym człowiekiem. Było w nim coś wyjątkowego i tego nie dało się, nie zauważyć.


W końcu ktoś zapukał do drzwi.
-Andy ! W końcu - uśmiechnęłam się sama do siebie i popędziłam do drzwi.
-No hej - przywitał się z uśmiechem i po chwili mocno mnie przytulił.
 Właśnie za to go kochałam.
-Rozgościliście się już ? - dodał po chwili, rzucając się na kanapę.
-No jasne ! - odpowiedziałam, siadając obok.
-Zrobić kolację ?
-Jeśli pizza nie przyjedzie za pół godziny to tak.
-No cóż..To ja może skoczę po Harry'ego.
-Weź z nim uważaj. Ash powiedział, że jutro weźmie go do siebie.
-Czemu ?
-Ja tam się go boje.

  Harry siedział na balkonie. Oparty o ścianę, wpatrywał się w piękny ogród z basenem.
-Ślicznie, no nie ?
-Dawno czegoś takiego nie widziałem..
 Pierwszy raz, odwzajemnił uśmiech.
-A jeszcze wczoraj tam siedziałem.. Nigdy bym się nie spodziewał.. Dziękuję.
Miałam ochotę go mocno przytulić.
Nastała niezręczna cisza.
-Przyniosę ci coś na przebranie.
-Jesteś wielka - wstał i delikatnie, pocałował mnie w policzek.

  Kolacje zjedliśmy w ciszy. Każdy był zmęczony po dniu pełnym wrażeń. Jak zawsze wieczorem, Andy wyszedł go ogrodu zapalić. Ja w tym czasie wszystko ogarnęłam. Potem, zmęczona, postanowiłam do niego dołączyć. Po chwili zrezygnowałam z tego pomysłu. Stanęłam za ścianą i wsłuchałam się w konwersację chłopaków.
-Czyli jak ty się tam znalazłeś ?
-Rodzice mi umarli.
  Nastała chwila ciszy.
-Mieliśmy masę problemów. Któregoś dnia rodzice stracili pracę, zaufanie do siebie.. To wszystko stało się tak nagle. Włączyli się w jakiś nielegalny handel.. Nie wiem dokładnie. Grozili im, mi. Nie chodziłem do szkoły. Zacząłem mieć problemy z prawem. Wiesz.. Ciągle się zrywałem, byłem trochę.. Drażliwy. któregoś dnia tata strasznie się nachlał. Mam asie zdenerwowała.. Wywaliła go z domu.. On wpadł pod samochód, następnego dnia mama..
-Spoko - Andy wyraźnie widział, że Harry nie chce już o tym mówić.
-Taylor jest wielka, że cie tam znalazła - wokalista próbował rozluźnić atmosferę.
-Jestem jej bardzo wdzięczny.


^^^
Wiem, że obiecałam, że rozdziały będą już normalnie, więc bardzo przepraszam. 
Mam jeszcze trochę do roboty i to dlatego. Ale teraz już naprawdę wszystko się uspokaja, więc wracam do 'normalności' :) . 
Z boku bloga ---> od teraz będą informację o datach nowych postów, którym będę przestrzegała !
Bardzo wszystkim dziękuję za czytanie mojego bloga ! 
Jesteście kochani !!! <3 

czwartek, 13 czerwca 2013

Up In The Air






 Tak.. Pewnie zabierze mnie do jakiegoś klubu, upije się i tak dalej.. Ale to Ashley. I tak był dla mnie kimś ważnym, szczególnie teraz. Po tym wszystkim.
   Po chwili siedzieliśmy już w samochodzie.
-Masz jakieś plany na wieczór ? - zapytał.
-Nie - odpowiedziałam, zamykając drzwi.
-To teraz już masz. Daj znać Andy'iemu, że nie wrócimy na noc - puścił do mnie oko i odpalił samochód.
   Boże !
-A czy możesz mi powiedzieć, gdzie my jedziemy ?
-Dowiesz się niedługo.
          Po dwóch godzinach jazdy, miałam dość. Byliśmy nie wiadomo gdzie, nie wiadomo po co.
-No i jesteśmy - Ashley wjechał w jakąś starą, zaniedbaną uliczkę.
-No i gdzie my.. ?
   Nagle, przed nami, pojawił się wielki budynek z napisem 'SIEROCINIEC'. Był obrośnięty roślinami, zniszczony, ale wciąż działający. Słychać było płacz dzieci, a w około rozpływał się smutek.
-Czy to ?
-To był nasz dom - odpowiedział Ashley, opierając się o samochód.
-Wejdziemy tam ? - zapytałam, drżącym głosem.
-Pewnie, zapraszam.
   Zadzwoniliśmy do drzwi. Otworzyła nam uśmiechnięta pani.
-Słucham ? Chcecie adoptować ?
  Uśmiechnęłam się pod nosem. Aż prosiło się, żeby odpowiedzieć :' Tak, chcemy'.
-Nie.. My tutaj mieszkaliśmy.
  Pani popatrzyła na nas zdziwiona.
-Nazywam się Ashley Purdy, a to Taylor Evans.
-Naprawdę ? - kobieta popatrzyła na nas przez przeszklone oczy.
-Tyle lat, a wy nadal razem - dodała z uśmiechem.
-Wejdźcie.
    Wszędzie wokół było pełno dzieci. Śmiał się, bawiły, nie były świadome tego, gdzie są. Nagle podbiegł do nas malutki chłopiec.
-Kiedy przyjdzie mamusia ? - zapytał, łapiąc mnie za rękę.
  Myślał, że to ja jestem opiekunką. Kucnęłam przed nim.
-Niedługo - odpowiedziałam, głaszcząc go po malutkiej główce.
  Wyobraziłam sobie siebie, kilkanaście lat temu. Pewnie pytałam się o to samo. Po policzku przepłynęła mi łza.
-Co się stało ? Po ciebie też przyjdzie - odpowiedział z uśmiechem.
-Niewątpliwie.
-Chodźcie, porozmawiamy sobie w spokoju - zaprosiła nas kobieta.
-A czy mogłabym pobyć chwilkę tu ? - zapytałam.
-Oczywiście.
-To ja też zostanę z Taylor - dodał Ashley.
-To ja za jakąś godzinkę po was przyjdę, a w razie czego, jestem na górze.

-Czemu chciałaś zostać ? - zapytał Ash, odgarniając mi kosmyk włosów.
-Chce pobyć z tymi dziećmi.
-Pamiętasz to ? - basista podał mi dużego, białego misia.
-Nie.
   Zaczął się śmiać.
-Zawsze się kłóciliśmy czyj jest.
-No logiczne, że mój - uśmiechnęłam się.
  W pewnym momencie zauważyłam drzwi.
ZAKAZ WSTĘPU DZIECIOM
-Co tam jest ? - zapytałam.
-Lepiej tam nie wchodzić. Jak jakieś dziecko nie ukończyło 18 lat, nie może samemu opuścić domu dziecka - odpowiedziała jakaś kobieta.
-Harry to dziwny przypadek. Wszyscy mówią, że jest nawiedzony. Wiele razy próbował popełnić samobójstwo. Musieliśmy jakoś go rozdzielić. Rozważaliśmy nawet opcje wysłania go do szpitalu psychiatrycznego. 
-Gdyby przeżyła pani tyle co on, też by pani taka była ! - wybuchałam.
  Kobieta spojrzała na mnie zdziwiona.
-Przepraszam - szepnęłam.
-Nic się nie stało - odeszła.
-Strasznie się zachowałam ?
  Pokiwał przecząco głową.
-Wchodzę tam - powiedziałam bez zastanowienia.
  Dość małe, kwadratowe, szare pomieszczenie. Łóżko, biurko, książka, płacz i strach - to wszystko co można było tam dostrzec.
  Siedział na łóżku. W samej koszulce i bokserkach. Jego czarne włosy zasłaniały mu całą twarz. Jego włosy wskazywały na to, że długo nie był u fryzjera, a w związku z tym, długo nie opuszczał tego pomieszczenia. Wszędzie walały się puste butelki, potłuczone talerze..
  W końcu podniósł głowę. Jego włosy skomponowały się w fryzurę w stylu scene.
-Boże..
-Wyciągniesz mnie stąd ? - szepnął, zasłaniając się kołdrą.
  Jego ręce były całe pokaleczone. Próbował okryć je pod pościelą.
  Popatrzyłam na niego ze strachem.
-Proszę ! - zaczął krzyczeć.
  Nagle do pokoju wpadł Ashley wraz z opiekunami.
-Pij to ! - kobieta podała mu jakieś leki.
-Nie chce kurwa ! - rzucił szklanką o ścianę.
-Uspokój się !
-Wypuść mnie ! Ja chcę stąd wyjść ! Ja chcę.. - krzyczał z płaczem, powoli ściszając ton.
-Chodźcie - do pokoju weszła wcześniej spotkana pani.
  Zaprowadziła nas do swojego biura. Razem z Ash'em usiedliśmy na kanapie.
-Chcecie się czegoś napić ?
-Nie, dziękujemy.
-Co się dzieje z tym chłopakiem ? - zapytałam.
  Kobieta westchnęła.
-Za dwa tygodnie kończy 18 lat. Jak się zachowuje, już widzieliście. Trafił do nas dwa lata temu. Na jego oczach ojciec popełnij samobójstwo, mama nie wytrzymała i odeszła. Został sam. Od zawsze jego rodzina miała problemy. Został wiele razy pobity. Jego rodzice pożyczali pieniądze od ludzi.. Od ludzi, którzy potem ich prześladowali. Został porwany kilka razy. Bał się ludzi. Nadal się ich boi. A my, nie dajemy sobie z nim rady. Opowiada o rzeczach, które..
 Do pomieszczenia wpadł ochroniarz.
-Uciekł !
  Prędko zerwałam się z miejsca i wybiegłam z budynku.
Co jak wpadł na jakiś głupi pomysł ?!
-Jest !
  Biegłam jak najszybciej się dało. Wybiegł na pasy. Prosto pod samochód. Na szczęście kierowca w porę się zatrzymał. Harry padł na kolana i zasłonił twarz dłońmi. Zaczął płakać.
  Dopiero teraz było widać jaki był chudy. Wyglądał jakby nie jadł, ani nie wychodził na świeże powietrze od lat. Jego nogi, które wciągnięte były w rurki, wyglądały jak igiełki.
  Kucnęłam przy nim. Nie zareagował.
-Będzie dobrze - delikatnie go objęłam.
  On, ku mojemu zdziwieniu, przysunął się do mnie i popatrzył mi prosto w oczy. Cały się trząsł.
 Kiedy się odwróciłam, w naszą stronę, zmierzała ochrona.
-Nie pozwól mi tam wrócić. To już nie jest miejsce dla mnie. Proszę - patrzył mi głęboko w oczy.
  Bez zastanowienia chwyciłam go za rękę i pobiegliśmy do samochodu Ashley'a. Całe szczęście, ze jest na tyle nieodpowiedzialny, że to ja muszę mu nosić klucze. Nie wiem jakim cudem, ale stał przy samochodzie. Złapał kluczyki i po chwili jechaliśmy już do domu.
-Będziemy mieć przejebane - powiedział Ash.
  Harry siedział z podciągniętymi pod brodę nogami. Patrzył się na nas ze strachem i jednocześnie sprawiał wrażenie szczęśliwego.
-Nie będziecie - szepnął.
-Po tym co opowiem ludziom, będziecie bohaterami - odwróciłam się do niego i delikatnie się uśmiechnęłam.
-Nie tak wyobrażałem sobie moje przeprosiny - powiedział ze smutkiem basista.
-A mi się podobały. Dziękuję i wybaczam - pocałowałam go w policzek.
  Zaśmiał się pod nosem.
 Dalej jechaliśmy w ciszy. Nikt nie zadawał pytań, nikt się nie odzywał. Każdy przeniósł się do 'swojego świata'.
 Ashley zawiózł nas do studia. Na powitanie, wyszedł nam Andy. Mocno go przytuliłam.
-Gdzie wy byliście ? - zapytał, lekko przygryzając płatek mojego ucha.
-Kto to ?
-Harry - odpowiedział Ashley.

^^^
Z braku czasu, pisany troszeczkę na szybko, ale mam nadzieję, że nie jest tak źle. Od weekend'u notki będę się pojawiać regularnie, tak jak Bóg przykazał . 

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy czytają ^^ !!. ;**

piątek, 7 czerwca 2013

Ogłoszenia duszpasterskie

   Wiem, że ostatnio bardzo zaniedbałam bloga, ale jest to wynikiem totalnego braku czasu. Ostatnio mam same poprawy, a w związku z tym, wiele nauki. Naprawdę nie wiem, kiedy dodam nowy post, ale postaram się jak najszybciej. Postaram się w niedzielę, ale jeśli nie zdążę, to dopiero w przyszły weekend, bo w środku tygodnia jest masakra.
   Muszę wszystko nadrobić zarówno na swoim blogu, jak i zaniedbałam czytanie innych za co bardzo, bardzo przepraszam !.
  Mam nadzieję, że zrozumiecie :))
 + Dziękuję każdemu, za czytanie mojego bloga - jest to dla mnie bardzo ważne !.
 Buziaczki ! ;* ^^