Kochani chciałabym was bardzo, ale to bardzo przeprosić za to, że tak bardzo zaniedbałam ten, jak i zarówno drugi blog... Wynikło to z problemów osobistych, ale wszystko wróciło już do normy, także nowe posty już się szykują :) Mam nadzieję, że mi wybaczycie!
Niebawem mam zamiar otworzyć także nowego, troszkę innego bloga. Myślę i mam nadzieję, ze będzie ciekawie :)
Jeszcze raz bardzo przepraszam i zaglądajcie na blogi, bo postaram się dawać posty coraz częściej!
poniedziałek, 31 marca 2014
piątek, 10 stycznia 2014
New life
-I co teraz zamierzasz? - zapytałam, bawiąc się jakimś kwiatkiem.
-Nie wiem. Zgubiłem się chyba - Andy wyjął z kieszeni papierosa, którego po chwili zapalił.
-A może zacząłbyś od początku?
-Nie rozumiem..
-Zobacz, wszystko zaczęło się od dnia w tym klubie.
-To nie ma nic do rzeczy.
-Jak nie? Zanim pojawiłam się ja, byliście zgranym zespołem za którym szalała masa fanów. Skupiłeś się na mnie zapominając o sobie...
-To bzdury... Chyba, że to ty masz już dosyć.
-Dosyć czego?
-Mnie.
-To nie tak Andy. Kocham cię najbardziej na świecie i w związku z tym, chce dla ciebie jak najlepiej.
-Czyli uważasz, że zostawienie mnie jest najlepszym rozwiązaniem? - zaśmiał się pod nosem.
-Nie.. Ja nie.. Nie wiem. Nie, chyba. Ja po prostu tak bardzo się o ciebie martwię, może.. Może powinniśmy zapomnieć..
-Zapomnieć o tym wszystkim? - popatrzył na mnie przerażonym wzrokiem.
-Ty wrócisz do zespołu, zajmiecie się tym co kochacie, zdobędziecie nowych fanów, a ja wrócę do swojego życia. Andy nie zrozum mnie źle, kocham cię bardzo, ale to jest chyba jedyne rozwiązanie. Przepraszam - czułam, jak pojedyncze łzy spływają mi po policzkach.
-Nie, nie, nie, nie, nie. Na pewno jest jakieś inne rozwiązanie.. Ja mogę..
-Andy, proszę cię. To nie może tak dłużej trwać. Nie jestem jedyną dziewczyną, znajdziesz inną, która lepiej odnajdzie się w tym świecie niż ja.
-Ale my.. My mieszkamy ze sobą, wszystko robimy razem. Taylor no co ty.. - pierwszy raz zobaczyłam jego przeszklone oczy, z których w końcu wyłoniła się łza.
-I co teraz? Mam udawać, że nic się nie stało, tak? Że się nie znamy i nigdy nie byliśmy razem?
-Andy, ja po prostu czuje, że nie jestem w stanie ci pomóc. Nie ja. Nie potrafię. Pojedzmy do domu, spakuje swoje rzeczy.
-Nie będę cię zatrzymywał siłą. Nie ciebie.
Wtedy dotarło do mnie, co właśnie się stało. Wracam do zwykłego życia. Pewnie wynajmę sobie jakąś kawalerkę na przedmieściach, będę chodziła do pracy. Będę SAMA.
Straciłam kogoś, kto był dla mnie najważniejszy.
-Jasne. Dziękuję bardzo, zaraz tam będę - odłożyłam telefon.
-Mam mieszkanie, jakieś nowoczesny apartament przy centrum.
Andy kiwnął głową. Widać było, że nie za bardzo go to interesuje.
-Umówiłam się z właścicielem za godzinę. W tym czasie się spakuje.
-Jak chcesz..
Wyjęłam największą walizkę i zaczęłam wkładać do niej wszystko po kolei. Było mi bardzo przykro, ale z drugiej strony wiedziałam, że dobrze robię. Zacznę nowe życie.
-Zawieźć cię? - zapytał Andy, kiedy schodziłam po schodach.
-Zadzwonię po taksówkę.
-Jak chcesz.
To trochę mnie zaskoczyło.
-Będziemy mieć ze sobą kontakt? - zapytałam.
-Nie lubię czegoś takiego, że rozstaje się z kimś, a on chce być moim przyjacielem także...
-Aha.
-Wiesz co.. Zdaje mi się, ze czegoś zapomniałam, zaraz wrócę.
Znowu kiwnął głową.
Zaczęłam grzebać w naszej (byłej) sypialni. Zdawało mi się, że w szafce nocnej zostawiłam płytę, którą dostałam od Andy'iego. Zamiast tego, znalazłam tam coś innego. Piękne pudełko, a w środku pierścionek z małym diamencikiem.
Uśmiechnęłam się. Zrobiło mi się go żal. Ale teraz nic już nie mogłam zrobić. Wzięłam płytę, wytarłam spływającą łezkę i wyszłam.
Andy stał w drzwiach, nie chciał wyjść, ani pomóc. Taksówkarz zapakował moje bagaże.
-Jedziemy panienko? - zapytał.
-Sekundka... - podeszłam do Andy'iego.
-No to..
-Nie - przerwał mi.
-Nie lubię takich czułych pożegnań. To jest strasznie sztuczne.
-To jak mam się z tobą pożegnać?
Podał mi rękę.
-Pamiętasz? Nie lubię jak ktoś mnie zostawia i jeszcze chce się przytulać. Błagam.
Andy nigdy nie był tak oschły.
-No to cześć - wyszeptałam.
-Cześć - odpowiedział i wszedł do domu.
-Jedziemy panieneczko?! - wtrącił się taksówkarz.
-Tak...
Wysiadłam przy ślicznie położonych apartamentach ciągnących się przez całą ulice. Drzwi z numerem '24' były otwarte.
-Pomóc panience wnieść rzeczy?
-Nie, dziękuję panu bardzo - uśmiechnęłam się.
-Ja pomogę - z apartamentu wyszedł jakiś chłopak.
Miał delikatnie kręcone włsoy, rurki i luźny, szary sweterek przez głowę. Wyglądał na max 20 lat. Był całkowitym przeciwieństwem Andy'iego. Gdy się uśmiechnął na jego twarzy pojawiły się słodkie dołeczki. Wydawał się bardzo sympatyczny.
-Nie trzeba - uśmiechnęłam się.
-Dobrze, dobrze - wziął ode mnie walizkę.
W środku mieszkanie było jeszcze ładniejsze. Wszędzie nowiutkie, nowoczesne meble. Wokół unosił się zapach farby, który sprawił, że po chwili kichnęłam.
-Na zdrówko!
-Dziękuję - zarumieniłam się.
-Chyba nieźle ci się śpieszyło, że tak szybko zdecydowałaś się na ten apartament.
-W sumie to się zgadza.
-Spalił ci się stary? - uśmiechnął się.
-Nie, ale coś w tym stylu.
-Hmmm... Zdarza się.
-Rozstałam się z chłopakiem...
-To też się zdarza...
-Wiem..
-No to to już chyba wszystko - skończyliśmy załatwiać kwestie finansowe.
-Dobra, dziękuję bardzo - uśmiechnęłam się.
-Nie ma za co yyy..
-Taylor.
-No tak, zapomniałem.. Przepraszam.
-Żaden problem a ty...
-Will.
Wymieniliśmy się uśmiechami.
-Może wpadłbyś do mnie na kolacje jutro? Tak z okazji nowego mieszkania.
-Hahahaha, bardzo chętnie. Nie mam żadnych planów. W sumie, to sam miałem cię zaprosić.
-No to fajnie się złożyło.
-Tak. No to.. Do jutra!
-Do jutra! Dziękuję bardzo.
-A! I tutaj jest mój numer. W razie czego, jakbyś miała jakiś problem to dzwoń.
-Dobrze, dziękuję - uśmiechnęłam się.
Dopiero po jakiś pięciu minutach po przebudzeniu, uświadomiłam sobie gdzie jestem i co się stało. To było tak dziwne uczucie. Jeszcze wczoraj miałam kogoś najbliższego, a teraz? Teraz jestem sama i sobie z tym poradzę.
Przy śniadaniu zaczęłam rozmyślać na temat pracy. W sumie to nie była mi ona teraz bardzo potrzebna... Rodzice zostawili mi bardzo dużą sumę pieniędzy, ale z drugiej strony, nie będę cały dzień siedzieć w domu, bo oszaleje.
-Słucham? - odebrałam telefon.
-Cześć, tu Ash.
O nie.. Myślałam, że sprawa zakończona. Nie ma już znajomości pomiędzy MNĄ A BLACK VEIL BRIDES.
-Cześć. Coś się stało? - zapytałam jak gdyby nigdy nic.
-To chyba ja powinienem zadać ci to pytanie. Andy chce zostawić zespół.
-Ashley zrozum. To było i minęło. On nie chce mnie znać, ja chce o was zapomnieć, więc może dajmy sobie spokój.
-Nie rozumiesz, że nasz zespół się rozpada.
-I co ja mam zrobić?!
-Wrócić. Potrzebujemy cie.
-Nie! Ashley dajcie mi spokój!
-Poczekaj! To chociaż się spotkajmy.
-Gdzie?
-Przyjadę do ciebie, pasuje?
-Kiedy?
-Zaraz - odłożył słuchawkę.
-Jezu, czy oni nie rozumieją, że nie chce mieć już z nimi nic wspólnego, czy to jest takie trudne? - zaczęłam mamrotać pod nosem.
Szybko się ogarnęłam i wyskoczyłam szybko do jakiegoś sklepu po coś do jedzenia. Musiałam jeszcze wymyślić coś na kolacje. Hmmm..
W końcu ktoś zapukał do drzwi.
-Cze.. - w drzwiach stanął Ashley i Andy.
Andy wyglądał jak jedno, wielkie nieszczęście. Ale starałam się nie zwracać na to najmniejszej uwagi.
-Cześć, możemy?
-Tak, wchodźcie.
-Mmmm.. Ładnie tu - zagadał Ash, po czym usiedli na kanapie.
-Chcecie się czegoś napić?
-Nie, dzięki.
Usiadłam naprzeciwko nich.
-A więc my..
-Taylor, proszę cię czy możemy zapomnieć o tej sytuacji, o tych ostatnich dniach i wrócić do tego co było kiedyś? Ja bez ciebie nie daje rady.. - zaczął Andy.
-Słuchajcie, myślałam że przyszliście tu pogadać o zespole, o tym jak przywrócić fanów, a nie o tym wszystkim. Andy, sam mi wczoraj mówiłeś, że nie chcesz mnie jako przyjaciółki, przyjęłam to do wiadomości, więc ty uszanuj też to, że odeszłam.
-Czyli już mnie nie kochasz?
-Andy.. Proszę cię.
-No to jest chyba proste pytanie. Tak czy nie?
-Nie wiem sama.
-Masz kogoś? - zapytał.
-Tak...
-Nie wiem. Zgubiłem się chyba - Andy wyjął z kieszeni papierosa, którego po chwili zapalił.
-A może zacząłbyś od początku?
-Nie rozumiem..
-Zobacz, wszystko zaczęło się od dnia w tym klubie.
-To nie ma nic do rzeczy.
-Jak nie? Zanim pojawiłam się ja, byliście zgranym zespołem za którym szalała masa fanów. Skupiłeś się na mnie zapominając o sobie...
-To bzdury... Chyba, że to ty masz już dosyć.
-Dosyć czego?
-Mnie.
-To nie tak Andy. Kocham cię najbardziej na świecie i w związku z tym, chce dla ciebie jak najlepiej.
-Czyli uważasz, że zostawienie mnie jest najlepszym rozwiązaniem? - zaśmiał się pod nosem.
-Nie.. Ja nie.. Nie wiem. Nie, chyba. Ja po prostu tak bardzo się o ciebie martwię, może.. Może powinniśmy zapomnieć..
-Zapomnieć o tym wszystkim? - popatrzył na mnie przerażonym wzrokiem.
-Ty wrócisz do zespołu, zajmiecie się tym co kochacie, zdobędziecie nowych fanów, a ja wrócę do swojego życia. Andy nie zrozum mnie źle, kocham cię bardzo, ale to jest chyba jedyne rozwiązanie. Przepraszam - czułam, jak pojedyncze łzy spływają mi po policzkach.
-Nie, nie, nie, nie, nie. Na pewno jest jakieś inne rozwiązanie.. Ja mogę..
-Andy, proszę cię. To nie może tak dłużej trwać. Nie jestem jedyną dziewczyną, znajdziesz inną, która lepiej odnajdzie się w tym świecie niż ja.
-Ale my.. My mieszkamy ze sobą, wszystko robimy razem. Taylor no co ty.. - pierwszy raz zobaczyłam jego przeszklone oczy, z których w końcu wyłoniła się łza.
-I co teraz? Mam udawać, że nic się nie stało, tak? Że się nie znamy i nigdy nie byliśmy razem?
-Andy, ja po prostu czuje, że nie jestem w stanie ci pomóc. Nie ja. Nie potrafię. Pojedzmy do domu, spakuje swoje rzeczy.
-Nie będę cię zatrzymywał siłą. Nie ciebie.
Wtedy dotarło do mnie, co właśnie się stało. Wracam do zwykłego życia. Pewnie wynajmę sobie jakąś kawalerkę na przedmieściach, będę chodziła do pracy. Będę SAMA.
Straciłam kogoś, kto był dla mnie najważniejszy.
-Jasne. Dziękuję bardzo, zaraz tam będę - odłożyłam telefon.
-Mam mieszkanie, jakieś nowoczesny apartament przy centrum.
Andy kiwnął głową. Widać było, że nie za bardzo go to interesuje.
-Umówiłam się z właścicielem za godzinę. W tym czasie się spakuje.
-Jak chcesz..
Wyjęłam największą walizkę i zaczęłam wkładać do niej wszystko po kolei. Było mi bardzo przykro, ale z drugiej strony wiedziałam, że dobrze robię. Zacznę nowe życie.
-Zawieźć cię? - zapytał Andy, kiedy schodziłam po schodach.
-Zadzwonię po taksówkę.
-Jak chcesz.
To trochę mnie zaskoczyło.
-Będziemy mieć ze sobą kontakt? - zapytałam.
-Nie lubię czegoś takiego, że rozstaje się z kimś, a on chce być moim przyjacielem także...
-Aha.
-Wiesz co.. Zdaje mi się, ze czegoś zapomniałam, zaraz wrócę.
Znowu kiwnął głową.
Zaczęłam grzebać w naszej (byłej) sypialni. Zdawało mi się, że w szafce nocnej zostawiłam płytę, którą dostałam od Andy'iego. Zamiast tego, znalazłam tam coś innego. Piękne pudełko, a w środku pierścionek z małym diamencikiem.
Uśmiechnęłam się. Zrobiło mi się go żal. Ale teraz nic już nie mogłam zrobić. Wzięłam płytę, wytarłam spływającą łezkę i wyszłam.
Andy stał w drzwiach, nie chciał wyjść, ani pomóc. Taksówkarz zapakował moje bagaże.
-Jedziemy panienko? - zapytał.
-Sekundka... - podeszłam do Andy'iego.
-No to..
-Nie - przerwał mi.
-Nie lubię takich czułych pożegnań. To jest strasznie sztuczne.
-To jak mam się z tobą pożegnać?
Podał mi rękę.
-Pamiętasz? Nie lubię jak ktoś mnie zostawia i jeszcze chce się przytulać. Błagam.
Andy nigdy nie był tak oschły.
-No to cześć - wyszeptałam.
-Cześć - odpowiedział i wszedł do domu.
-Jedziemy panieneczko?! - wtrącił się taksówkarz.
-Tak...
Wysiadłam przy ślicznie położonych apartamentach ciągnących się przez całą ulice. Drzwi z numerem '24' były otwarte.
-Pomóc panience wnieść rzeczy?
-Nie, dziękuję panu bardzo - uśmiechnęłam się.
-Ja pomogę - z apartamentu wyszedł jakiś chłopak.
Miał delikatnie kręcone włsoy, rurki i luźny, szary sweterek przez głowę. Wyglądał na max 20 lat. Był całkowitym przeciwieństwem Andy'iego. Gdy się uśmiechnął na jego twarzy pojawiły się słodkie dołeczki. Wydawał się bardzo sympatyczny.
-Nie trzeba - uśmiechnęłam się.
-Dobrze, dobrze - wziął ode mnie walizkę.
W środku mieszkanie było jeszcze ładniejsze. Wszędzie nowiutkie, nowoczesne meble. Wokół unosił się zapach farby, który sprawił, że po chwili kichnęłam.
-Na zdrówko!
-Dziękuję - zarumieniłam się.
-Chyba nieźle ci się śpieszyło, że tak szybko zdecydowałaś się na ten apartament.
-W sumie to się zgadza.
-Spalił ci się stary? - uśmiechnął się.
-Nie, ale coś w tym stylu.
-Hmmm... Zdarza się.
-Rozstałam się z chłopakiem...
-To też się zdarza...
-Wiem..
-No to to już chyba wszystko - skończyliśmy załatwiać kwestie finansowe.
-Dobra, dziękuję bardzo - uśmiechnęłam się.
-Nie ma za co yyy..
-Taylor.
-No tak, zapomniałem.. Przepraszam.
-Żaden problem a ty...
-Will.
Wymieniliśmy się uśmiechami.
-Może wpadłbyś do mnie na kolacje jutro? Tak z okazji nowego mieszkania.
-Hahahaha, bardzo chętnie. Nie mam żadnych planów. W sumie, to sam miałem cię zaprosić.
-No to fajnie się złożyło.
-Tak. No to.. Do jutra!
-Do jutra! Dziękuję bardzo.
-A! I tutaj jest mój numer. W razie czego, jakbyś miała jakiś problem to dzwoń.
-Dobrze, dziękuję - uśmiechnęłam się.
Dopiero po jakiś pięciu minutach po przebudzeniu, uświadomiłam sobie gdzie jestem i co się stało. To było tak dziwne uczucie. Jeszcze wczoraj miałam kogoś najbliższego, a teraz? Teraz jestem sama i sobie z tym poradzę.
Przy śniadaniu zaczęłam rozmyślać na temat pracy. W sumie to nie była mi ona teraz bardzo potrzebna... Rodzice zostawili mi bardzo dużą sumę pieniędzy, ale z drugiej strony, nie będę cały dzień siedzieć w domu, bo oszaleje.
-Słucham? - odebrałam telefon.
-Cześć, tu Ash.
O nie.. Myślałam, że sprawa zakończona. Nie ma już znajomości pomiędzy MNĄ A BLACK VEIL BRIDES.
-Cześć. Coś się stało? - zapytałam jak gdyby nigdy nic.
-To chyba ja powinienem zadać ci to pytanie. Andy chce zostawić zespół.
-Ashley zrozum. To było i minęło. On nie chce mnie znać, ja chce o was zapomnieć, więc może dajmy sobie spokój.
-Nie rozumiesz, że nasz zespół się rozpada.
-I co ja mam zrobić?!
-Wrócić. Potrzebujemy cie.
-Nie! Ashley dajcie mi spokój!
-Poczekaj! To chociaż się spotkajmy.
-Gdzie?
-Przyjadę do ciebie, pasuje?
-Kiedy?
-Zaraz - odłożył słuchawkę.
-Jezu, czy oni nie rozumieją, że nie chce mieć już z nimi nic wspólnego, czy to jest takie trudne? - zaczęłam mamrotać pod nosem.
Szybko się ogarnęłam i wyskoczyłam szybko do jakiegoś sklepu po coś do jedzenia. Musiałam jeszcze wymyślić coś na kolacje. Hmmm..
W końcu ktoś zapukał do drzwi.
-Cze.. - w drzwiach stanął Ashley i Andy.
Andy wyglądał jak jedno, wielkie nieszczęście. Ale starałam się nie zwracać na to najmniejszej uwagi.
-Cześć, możemy?
-Tak, wchodźcie.
-Mmmm.. Ładnie tu - zagadał Ash, po czym usiedli na kanapie.
-Chcecie się czegoś napić?
-Nie, dzięki.
Usiadłam naprzeciwko nich.
-A więc my..
-Taylor, proszę cię czy możemy zapomnieć o tej sytuacji, o tych ostatnich dniach i wrócić do tego co było kiedyś? Ja bez ciebie nie daje rady.. - zaczął Andy.
-Słuchajcie, myślałam że przyszliście tu pogadać o zespole, o tym jak przywrócić fanów, a nie o tym wszystkim. Andy, sam mi wczoraj mówiłeś, że nie chcesz mnie jako przyjaciółki, przyjęłam to do wiadomości, więc ty uszanuj też to, że odeszłam.
-Czyli już mnie nie kochasz?
-Andy.. Proszę cię.
-No to jest chyba proste pytanie. Tak czy nie?
-Nie wiem sama.
-Masz kogoś? - zapytał.
-Tak...
niedziela, 5 stycznia 2014
Przerwa - przeprosiny :c
Chciałabym Was bardzo przeprosić za tak długą przerwę. Wynikało to głównie z problemów w szkole. Wszystko jednak skończyło się dobrze i chciałabym kontynuować pisanie opowiadania. Mam nadzieje, że są jeszcze osoby, które powrócą do czytania :) Liczę na WAS ! :3 Planuję także otworzyć nowy blog, który będzie bardzo różnił się od poprzednich.
Niedługo nowy post :) Zapraszam ;*
Niedługo nowy post :) Zapraszam ;*
niedziela, 22 września 2013
End is near
W Londynie wszyscy przyjęli nas bardzo miło. Hotel w którym mieliśmy mieszkać był wspaniały. Wszystko układało się tak, jak zaplanowaliśmy.
Kluby pękały od krzykliwych fanów Black Veil Brides. Tydzień po koncertowaniu w Anglii, wszyscy byli już wyczerpani. Ja także. Fanki robiące sobie zdjęcia z Andy'im przytulały go, całowały, robiły pozy, które nie były zbyt stosowne. Jedna pocałowała go nawet w usta, na moich oczach. Trochę inaczej sobie to wszystko wyobrażaliśmy.Andy wyglądał, jak kościotrup. Był zmęczony. Nigdy nie widziałam go w takim stanie. Myślałam, że to jest jego rola. Kocha to i może to robić cały czas. Ale od początku tej trasy jakby coś się zmieniło. Był smutny, nie poświęcał mi tyle czasu ile wcześniej, był ciągle poddenerwowany. Odwołaliśmy nawet kilka koncertów.. Wtedy siedział w pokoju, albo wychodził się przejść. Kiedy pytałam co się dzieje, odpowiadał, że jest po prostu przemęczony. Znałam go jednak zbyt dobrze, by mu uwierzyć. Chłopaki byli w żywiole, on nie. Martwiłam się, że zaraz powie, że ma dość i trzeba będzie odwołać całą trasę.
Raz był zadowolony, raz smutny, zły. Zaczęliśmy spędzać ze sobą mniej czasu. To było straszne. Kiedy przypominałam sobie, jak siedzieliśmy razem w studiu, wygłupialiśmy się, byliśmy razem - chciało mi się płakać.
-Co ci? - podszedł do mnie Ashley.
Za 10 minut zaczynał się koncert. Andy'iego, jak zwykle, jeszcze nie było.
-Nic. Chce chyba wrócić do domu.
-Ja też, serio. Nie wiem co mu jest. Jakąś depresje chyba ma. Jezu. Nigdy się tak nie zachowywał. Trasy koncertowe, to było to co kochał.
Tego dnia Andy w ogóle nie pojawił się w klubie. Koncert odwołaliśmy. Zawiedzeni fani wyszli, a Andy spał w pokoju hotelowym. Obok niego leżał potłuczony kieliszek, ale to jeszcze o niczym nie świadczyło.
Alexandria przez ten cały okres, nie raczyła nawet do mnie zadzwonić. Tak samo było z Oliver'em. Harry był z nami przez pierwszy miesiąc. Potem odnalazł jakąś ciotkę i uciekł. Zostawił tylko wiadomość : 'Dzięki za wszystko. Znalazłem to co chciałem. Będę mieszkał w Anglii.'
Właśnie w ten oto sposób zostaliśmy sami.
-Andy.. Możemy porozmawiać? - zapytałam, siadając obok niego na łóżku.
-Tak?
-To tak nie może wyglądać. Odwołujemy koncerty, tracicie fanów. Chłopaki są załamani. Olewasz nas, olewasz zespół, olewasz mnie. Nie zwracasz na mnie uwagi. Co się dzieje?
-Nic. Serio nic takiego. Jestem zmęczony i tyle.
-Codziennie jesteś zmęczony. Chłopaki mówili, że zawsze podczas tych waszych koncertów byłeś pełen energii. Przecież to jest to co kochasz. Fani cie potrzebują, chłopaki cię potrzebują, ja cię potrzebuje. Andy, proszę cie..
Nic się nie odzywał. Patrzył w dół. Myślał o czymś. Nie potrafiłam się na niego złościć. Mocno go przytuliłam.
-Ja też cię potrzebuje Taylor. I to bardzo.. - szepnął mi do ucha i wyszedł.
-Musimy odwołać trasę - poinformował nas Ashley.
-Czemu?
-Nie możemy! Co pomyślą fani?!
-Nie dajemy rady. Albo będziemy odwoływać każdy koncert po kolei, kiedy zjadą się wszyscy fani, a Andy'iego nie będzie, albo odwołamy wszystkie i będzie z głowy.
-Nie możemy tego zrobić - wtrąciłam się.
-Taylor, ty nie rozumiesz. Nigdy nie byłaś w trasie, nie wiesz jak to jest. Nie widzisz co się dzieje?! Andy ma to wszystko w dupie. Nawet nie przyszedł na kolacje, a prosiłem go, bo chciałem żeby każdy się wypowiedział na ten temat.
-Ashley pomyśl o fanach.
-Właśnie o nich myślę! Pojutrze wracamy do domu. Czas z tym skończyć. Albo fani, albo Andy.
Od tamtego czasu w internecie panowała fala hejtów i nienawiści ze strony fanów Black Veil Brides.
W domu panowała identyczna atmosfera, jak w trasie. Andy siedział w swoim pokoju. Nie odchodziło go nic. Ani razu od dnia przyjazdu nie zajrzał do studia.
-Andy. Czemu ty to robisz? Sam błagałeś mnie, żebym tego nie robiła. Czemu? - zapytałam, siadając obok niego z przezroczystą torebeczką pełną białych tabletek.
-Ty nic nie rozumiesz.
-Czego nie rozumiem?! To może mi wytłumacz. Wtedy zrozumiem.
-Taylor, błagam cię, zostaw mnie w spokoju.
-Nie mogę. Zależy mi na tobie. Czy ty tego nie widzisz? Chłopaki odwołali całą trasę, straciliście masę fanów, ale zrobili to dla ciebie. A ty co? Ćpałeś po kontach! Miałeś to wszystko daleko.
Nastała chwila ciszy. Andy wytarł łzę, która po woli spływała mu po policzku. Nie zadawałam już więcej pytań. Po woli, kierowałam się w stronę drzwi.
-Pojedźmy tam gdzie zawsze. Tam gdzie wszystkie problemy znikają - powiedział.
Chodziło mu o to piękne wzgórze. To, o którym wiedzieliśmy tylko my.
Po chwili, siedzieliśmy już w samochodzie. Andy popatrzył się na mnie smutnym wzrokiem.
-Bardzo cię kocham. Pamiętaj.
Uśmiechnęłam się i pojechaliśmy.
Staliśmy na światłach. Andy był dziwnie poddenerwowany. Patrzył się na jakiegoś mężczyznę stojącego po drugiej stronie ulicy. Ruszyliśmy. Za szybko. Zbyt chaotycznie.
Raz był zadowolony, raz smutny, zły. Zaczęliśmy spędzać ze sobą mniej czasu. To było straszne. Kiedy przypominałam sobie, jak siedzieliśmy razem w studiu, wygłupialiśmy się, byliśmy razem - chciało mi się płakać.
-Co ci? - podszedł do mnie Ashley.
Za 10 minut zaczynał się koncert. Andy'iego, jak zwykle, jeszcze nie było.
-Nic. Chce chyba wrócić do domu.
-Ja też, serio. Nie wiem co mu jest. Jakąś depresje chyba ma. Jezu. Nigdy się tak nie zachowywał. Trasy koncertowe, to było to co kochał.
Tego dnia Andy w ogóle nie pojawił się w klubie. Koncert odwołaliśmy. Zawiedzeni fani wyszli, a Andy spał w pokoju hotelowym. Obok niego leżał potłuczony kieliszek, ale to jeszcze o niczym nie świadczyło.
Alexandria przez ten cały okres, nie raczyła nawet do mnie zadzwonić. Tak samo było z Oliver'em. Harry był z nami przez pierwszy miesiąc. Potem odnalazł jakąś ciotkę i uciekł. Zostawił tylko wiadomość : 'Dzięki za wszystko. Znalazłem to co chciałem. Będę mieszkał w Anglii.'
Właśnie w ten oto sposób zostaliśmy sami.
-Andy.. Możemy porozmawiać? - zapytałam, siadając obok niego na łóżku.
-Tak?
-To tak nie może wyglądać. Odwołujemy koncerty, tracicie fanów. Chłopaki są załamani. Olewasz nas, olewasz zespół, olewasz mnie. Nie zwracasz na mnie uwagi. Co się dzieje?
-Nic. Serio nic takiego. Jestem zmęczony i tyle.
-Codziennie jesteś zmęczony. Chłopaki mówili, że zawsze podczas tych waszych koncertów byłeś pełen energii. Przecież to jest to co kochasz. Fani cie potrzebują, chłopaki cię potrzebują, ja cię potrzebuje. Andy, proszę cie..
Nic się nie odzywał. Patrzył w dół. Myślał o czymś. Nie potrafiłam się na niego złościć. Mocno go przytuliłam.
-Ja też cię potrzebuje Taylor. I to bardzo.. - szepnął mi do ucha i wyszedł.
-Musimy odwołać trasę - poinformował nas Ashley.
-Czemu?
-Nie możemy! Co pomyślą fani?!
-Nie dajemy rady. Albo będziemy odwoływać każdy koncert po kolei, kiedy zjadą się wszyscy fani, a Andy'iego nie będzie, albo odwołamy wszystkie i będzie z głowy.
-Nie możemy tego zrobić - wtrąciłam się.
-Taylor, ty nie rozumiesz. Nigdy nie byłaś w trasie, nie wiesz jak to jest. Nie widzisz co się dzieje?! Andy ma to wszystko w dupie. Nawet nie przyszedł na kolacje, a prosiłem go, bo chciałem żeby każdy się wypowiedział na ten temat.
-Ashley pomyśl o fanach.
-Właśnie o nich myślę! Pojutrze wracamy do domu. Czas z tym skończyć. Albo fani, albo Andy.
Od tamtego czasu w internecie panowała fala hejtów i nienawiści ze strony fanów Black Veil Brides.
W domu panowała identyczna atmosfera, jak w trasie. Andy siedział w swoim pokoju. Nie odchodziło go nic. Ani razu od dnia przyjazdu nie zajrzał do studia.
-Andy. Czemu ty to robisz? Sam błagałeś mnie, żebym tego nie robiła. Czemu? - zapytałam, siadając obok niego z przezroczystą torebeczką pełną białych tabletek.
-Ty nic nie rozumiesz.
-Czego nie rozumiem?! To może mi wytłumacz. Wtedy zrozumiem.
-Taylor, błagam cię, zostaw mnie w spokoju.
-Nie mogę. Zależy mi na tobie. Czy ty tego nie widzisz? Chłopaki odwołali całą trasę, straciliście masę fanów, ale zrobili to dla ciebie. A ty co? Ćpałeś po kontach! Miałeś to wszystko daleko.
Nastała chwila ciszy. Andy wytarł łzę, która po woli spływała mu po policzku. Nie zadawałam już więcej pytań. Po woli, kierowałam się w stronę drzwi.
-Pojedźmy tam gdzie zawsze. Tam gdzie wszystkie problemy znikają - powiedział.
Chodziło mu o to piękne wzgórze. To, o którym wiedzieliśmy tylko my.
Po chwili, siedzieliśmy już w samochodzie. Andy popatrzył się na mnie smutnym wzrokiem.
-Bardzo cię kocham. Pamiętaj.
Uśmiechnęłam się i pojechaliśmy.
Staliśmy na światłach. Andy był dziwnie poddenerwowany. Patrzył się na jakiegoś mężczyznę stojącego po drugiej stronie ulicy. Ruszyliśmy. Za szybko. Zbyt chaotycznie.
piątek, 20 września 2013
Przeprosiny + ważne informacje.
Po pierwsze chciałbym Was bardzo, ale to bardzo przeprosić za tak długą nieobecność. Wynikało to z braku czasu. Zaczął się rok szkolny, więc chciałam go jakoś dobrze zacząć i skupić się na szkole. Ale dłużej bym tak nie wytrzymała xD.
Bloga prowadzę gdzieś od roku. Rozdziałów jest już bardzo dużo.. Nie można ciągnąć tego opowiadania w nieskończoność, także niedługo ukaże się ten ostatni, decydujący rozdział. Ale przed nim będzie się trochę działo. c:
Szczerze mówiąc, bardzo 'zżyłam' się z tym opowiadaniem, dlatego nie do końca będzie to koniec Taylor. Niebawem, opublikuje nowego bloga 'Taylor Evans' - prophet-taylor.blogspot.com >blog jeszcze nie jest otwarty<. Będzie to inna wersja przygód Taylor. Postaram się najbardziej jak potrafię, by wypaliła tak jak ta.
Bardzo dziękuję wszystkim którzy czytają, komentują i nie wiem co jeszcze.. Po prostu wchodzą na mojego bloga ^^ !!.
+ NOWY POST 21.09.13
Bloga prowadzę gdzieś od roku. Rozdziałów jest już bardzo dużo.. Nie można ciągnąć tego opowiadania w nieskończoność, także niedługo ukaże się ten ostatni, decydujący rozdział. Ale przed nim będzie się trochę działo. c:
Szczerze mówiąc, bardzo 'zżyłam' się z tym opowiadaniem, dlatego nie do końca będzie to koniec Taylor. Niebawem, opublikuje nowego bloga 'Taylor Evans' - prophet-taylor.blogspot.com >blog jeszcze nie jest otwarty<. Będzie to inna wersja przygód Taylor. Postaram się najbardziej jak potrafię, by wypaliła tak jak ta.
Bardzo dziękuję wszystkim którzy czytają, komentują i nie wiem co jeszcze.. Po prostu wchodzą na mojego bloga ^^ !!.
+ NOWY POST 21.09.13
czwartek, 8 sierpnia 2013
Famous Last Words
-Chyba.. Chyba musimy już wracać - powiedziałam, wpatrując się w las.
-Czemu?
-Jutro wielki dzień.
-Dla nich - uzupełnił Harry.
Popatrzyłam na niego, lekko zdziwiona.
-No, dla mnie w sumie też. Jadę z nimi.
-Racja. Przepraszam, nie chciałem cię urazić.
-W porządku. Szkoda, że nie jedziesz z nami. Kurcze.. Zobaczymy się dopiero za kilka miesięcy.
-No wiem... Co ja tu bez was będę robił?
Lekko się do niego uśmiechnęłam.
-Jakoś damy radę. Będziemy dzwonić i w ogóle..
-A nie wolałabyś zostać. Zostaniemy razem, trochę od tego wszystkiego odpoczniemy..
-Nie mogę... Rozumiesz..
-No wiesz, ale nikt ciebie nie zmusza.
-Nie zostawię chłopaków. Są dla mnie jak rodzina i bardzo bym za nimi tęskniła.
-A ze mną nie będziesz?
-Będę.. i to jeszcze jak, ale zobacz.. Ich jest piątka, ty jeden - próbowałam się jakoś wymigać.
-Dobra, już nie ważne. Jak chcesz, to możemy już jechać - wstał.
-Nie, Harry. Posiedźmy tu jeszcze chwilkę. Tu jest tak przyjemnie - uśmiechnęliśmy się do siebie.
Ułożyłam głowę, na jego ramieniu i rozmyślałam, jak to jutro będzie. Wyjechać stąd na kilka miesięcy, zostawiając Harry'ego, Oliver'a, Alexandrię. No właśnie! Co się z nimi dzieje?!
-Coś się stało? - zapytał, troskliwym głosem.
-Nic, nic. Jakoś sobie tego nie wyobrażam.
-No co ty. W sumie, to musisz z nimi jechać. Bez ciebie nie będą mogli śpiewać piosenek.
-JEDNEJ.
-No, ale za to najpiękniejszej.
-Wiesz co się stało wczoraj?
-Co takiego?
-Odezwał się do mnie mój kumpel. Boże! Ile ja go nie widziałem?! Jutro się spotkamy, więc nie będę sam. Wszystko będzie w porządku - schował kosmyk moich włosów, za uchem.
-Ale będę bardzo, ale to bardzo za tobą tęskniła. Może uda mi się, jakoś namówić chłopaków.. Kurcze, jest jeszcze czas. Musisz z nami jechać!
-Co? Nie, to chyba nie jest dobry pomysł Taylor. Ja i trasa koncertowa? A z resztą, Andy pomyśli, ze się wpraszam i w ogóle.
-Nie, no co ty. Wszystko mu wytłumaczę. Powiem, że ty nic o tym nie wiesz i poproszę go, aby sam cię o to zapytał. Nie zostawimy cie. Nawet nie ma mowy. Chodź, jedziemy!
Siedząc w samochodzie, zastanawiałam się, czy dobrze robię. A może, Harry, nie powinien z nami jechać?
Sama nie wiem. Ale w sumie, to niby dlaczego?
Mimo wszystko, coś w środku, kazało mi to wszystko odkręcić.
-Wiesz.. Być może będzie fajnie - zagadał, z uśmiechem, Harry.
-Taaak, no a czemu by nie? - sztucznie się uśmiechnęłam.
-Wszystko gra?
-Taaak. Zaraz pogadam z Andy'im.
-No, jesteście! Boże, co wy?! Gwałciliście się w tym lesie?!
-Nie?
-Dobra, to jeszcze trzeba się spakować i w ogóle. Harry a ty... - zaczął mówić Andy.
-Andy, mogę z tobą pogadać? - zapytałam, lekko zdenerwowana.
-Jasne.
-To ja was zostawię.
-Jutro wielki dzień.
-Dla nich - uzupełnił Harry.
Popatrzyłam na niego, lekko zdziwiona.
-No, dla mnie w sumie też. Jadę z nimi.
-Racja. Przepraszam, nie chciałem cię urazić.
-W porządku. Szkoda, że nie jedziesz z nami. Kurcze.. Zobaczymy się dopiero za kilka miesięcy.
-No wiem... Co ja tu bez was będę robił?
Lekko się do niego uśmiechnęłam.
-Jakoś damy radę. Będziemy dzwonić i w ogóle..
-A nie wolałabyś zostać. Zostaniemy razem, trochę od tego wszystkiego odpoczniemy..
-Nie mogę... Rozumiesz..
-No wiesz, ale nikt ciebie nie zmusza.
-Nie zostawię chłopaków. Są dla mnie jak rodzina i bardzo bym za nimi tęskniła.
-A ze mną nie będziesz?
-Będę.. i to jeszcze jak, ale zobacz.. Ich jest piątka, ty jeden - próbowałam się jakoś wymigać.
-Dobra, już nie ważne. Jak chcesz, to możemy już jechać - wstał.
-Nie, Harry. Posiedźmy tu jeszcze chwilkę. Tu jest tak przyjemnie - uśmiechnęliśmy się do siebie.
Ułożyłam głowę, na jego ramieniu i rozmyślałam, jak to jutro będzie. Wyjechać stąd na kilka miesięcy, zostawiając Harry'ego, Oliver'a, Alexandrię. No właśnie! Co się z nimi dzieje?!
-Coś się stało? - zapytał, troskliwym głosem.
-Nic, nic. Jakoś sobie tego nie wyobrażam.
-No co ty. W sumie, to musisz z nimi jechać. Bez ciebie nie będą mogli śpiewać piosenek.
-JEDNEJ.
-No, ale za to najpiękniejszej.
-Wiesz co się stało wczoraj?
-Co takiego?
-Odezwał się do mnie mój kumpel. Boże! Ile ja go nie widziałem?! Jutro się spotkamy, więc nie będę sam. Wszystko będzie w porządku - schował kosmyk moich włosów, za uchem.
-Ale będę bardzo, ale to bardzo za tobą tęskniła. Może uda mi się, jakoś namówić chłopaków.. Kurcze, jest jeszcze czas. Musisz z nami jechać!
-Co? Nie, to chyba nie jest dobry pomysł Taylor. Ja i trasa koncertowa? A z resztą, Andy pomyśli, ze się wpraszam i w ogóle.
-Nie, no co ty. Wszystko mu wytłumaczę. Powiem, że ty nic o tym nie wiesz i poproszę go, aby sam cię o to zapytał. Nie zostawimy cie. Nawet nie ma mowy. Chodź, jedziemy!
Siedząc w samochodzie, zastanawiałam się, czy dobrze robię. A może, Harry, nie powinien z nami jechać?
Sama nie wiem. Ale w sumie, to niby dlaczego?
Mimo wszystko, coś w środku, kazało mi to wszystko odkręcić.
-Wiesz.. Być może będzie fajnie - zagadał, z uśmiechem, Harry.
-Taaak, no a czemu by nie? - sztucznie się uśmiechnęłam.
-Wszystko gra?
-Taaak. Zaraz pogadam z Andy'im.
-No, jesteście! Boże, co wy?! Gwałciliście się w tym lesie?!
-Nie?
-Dobra, to jeszcze trzeba się spakować i w ogóle. Harry a ty... - zaczął mówić Andy.
-Andy, mogę z tobą pogadać? - zapytałam, lekko zdenerwowana.
-Jasne.
-To ja was zostawię.
-Andy się zgodził! - wpadłam do pokoju Harry'ego.
-Serio? Łał, szczerze mówiąc, byłem pewien, że nic z tego nie będzie.
-Oj, bez przesady. Andy nie jest taki.
-To ja lecę się spakować! - krzyknął.
-Taylor, wstawaj - gdy się obudziłam, Andy leżał przy mnie i szeroko się uśmiechał.
-Zaraz musimy jechać - dodał.
Prędko wstałam, ubrałam się, umyłam. Gdy byłam już gotowa, zeszłam na dół i pomogłam chłopakom pakować walizki. Strasznie się denerwowałam. Nie wiem, czy lotem, czy całą tą sytuacją, ale coś mnie niepokoiło.
Na lotnisku wszystko poszło jak z płatka. Chłopaki były bardzo zadowoleni. Kilka osób nawet do nich podeszło, zrobili sobie z nimi zdjęcia, poprosili o autografy. Razem z Harry'm, z zazdrością się im przyglądaliśmy. Chyba każdy by tak chciał.
Pierwszy koncert miał odbyć się w Londynie. To tam dziś mieliśmy jechać.
W samolocie, uświadomiłam sobie, jak wiele się zmieniło od momentu, kiedy tu się przeprowadziłam. Pamiętam, jak w szkole, mówiłam, że kiedyś będę wielką gwiazdą, a wszyscy się nabijali. Co prawda, jak na razie, to żadna ze mnie gwiazda, ale może coś dzięki tej trasie się zmieni.
Kiedy wylatywaliśmy, nie wiem czemu, ale trochę tego żałowałam. Nigdy nie lubiłam oddalać się od domu. Cały czas męczyło mnie to, że wepchnęłam tu Harry'ego. Co prawda chłopaki powiedzieli, że zawsze będzie raźniej i takie tam, ale.. Chyba za krótko go znam. Ale może dzięki temu, że z nami jedzie, to się zmieni.
Teraz to już nie ma co rozmyślać.
-Wszystko w porządku? - zapytał Andy.
-Tak - odpowiedziałam, wpatrując się w okno.
-W sumie, to musi być w porządku. Niczym się nie martw i pamiętaj, że zawsze będziesz mogła na mnie liczyć. Możesz nawet w środku koncertu wskoczyć na scenę i się mnie o coś zapytać. Masz moją zgodę i myślę, że chłopaków też.
Uśmiechnęłam się.
-Bardzo ci dziękuję.
-Nie masz za co Taylor.
-To ja lecę się spakować! - krzyknął.
-Taylor, wstawaj - gdy się obudziłam, Andy leżał przy mnie i szeroko się uśmiechał.
-Zaraz musimy jechać - dodał.
Prędko wstałam, ubrałam się, umyłam. Gdy byłam już gotowa, zeszłam na dół i pomogłam chłopakom pakować walizki. Strasznie się denerwowałam. Nie wiem, czy lotem, czy całą tą sytuacją, ale coś mnie niepokoiło.
Na lotnisku wszystko poszło jak z płatka. Chłopaki były bardzo zadowoleni. Kilka osób nawet do nich podeszło, zrobili sobie z nimi zdjęcia, poprosili o autografy. Razem z Harry'm, z zazdrością się im przyglądaliśmy. Chyba każdy by tak chciał.
Pierwszy koncert miał odbyć się w Londynie. To tam dziś mieliśmy jechać.
W samolocie, uświadomiłam sobie, jak wiele się zmieniło od momentu, kiedy tu się przeprowadziłam. Pamiętam, jak w szkole, mówiłam, że kiedyś będę wielką gwiazdą, a wszyscy się nabijali. Co prawda, jak na razie, to żadna ze mnie gwiazda, ale może coś dzięki tej trasie się zmieni.
Kiedy wylatywaliśmy, nie wiem czemu, ale trochę tego żałowałam. Nigdy nie lubiłam oddalać się od domu. Cały czas męczyło mnie to, że wepchnęłam tu Harry'ego. Co prawda chłopaki powiedzieli, że zawsze będzie raźniej i takie tam, ale.. Chyba za krótko go znam. Ale może dzięki temu, że z nami jedzie, to się zmieni.
Teraz to już nie ma co rozmyślać.
-Wszystko w porządku? - zapytał Andy.
-Tak - odpowiedziałam, wpatrując się w okno.
-W sumie, to musi być w porządku. Niczym się nie martw i pamiętaj, że zawsze będziesz mogła na mnie liczyć. Możesz nawet w środku koncertu wskoczyć na scenę i się mnie o coś zapytać. Masz moją zgodę i myślę, że chłopaków też.
Uśmiechnęłam się.
-Bardzo ci dziękuję.
-Nie masz za co Taylor.
czwartek, 25 lipca 2013
The Ghost Of You
Okazało się, że w książeczce, przy piosence 'Lost it all', było moje zdjęcie ! Taka mała rzecz, a cieszy. Uśmiechnęłam się z całego serca i popatrzyłam na Andy'iego, po czym z całej siły go przytuliłam.
-Ale wiesz, ze to zdjęcie zniszczy całą płytę ? - zapytałam.
-Wiem.. - popatrzyłam na niego zdziwiona.
-No przecież żartowałem ! - dodał z uśmiechem.
Przez następne dwie godziny, chłopaki latali z całym sprzętem, a ja za bardzo do niczego się nie przydałam. Zastanawiałam się, jak to wszystko będzie. Wcześniej, nigdy nigdzie nie jeździłam, bo rodzice zawsze byli zajęci. Co ja się oszukuję ?! Bywali w domu raz na tydzień. Może dlatego, nie mogę sobie teraz z niczym poradzić ?
Po chwili usiadł koło mnie, zmachany Ash.
-No i jak tam ? Wszystko gotowe ? - zapytałam.
-Można.. tak.. powiedzieć.. - odpowiedział, zmęczonym głosem.
-No to dobrze. Ja sobie tego nie wyobrażam.
-Czemu ?
-Nie wiem. Boję się. Ja do tego nie pasuję.
Ashley nie za bardzo wiedział, co odpowiedzieć.
-Zobaczysz, że będzie fajnie. Musisz z nami jechać. Jesteś na naszej płycie.
-A co z Harry'm ?
-No chyba sobie jakoś poradzi..
-Przecież nie zostawimy go w domu Andy'iego na tyle czasu.
-Czemu ?
-Nie znamy go ! Skąd wiemy, czy nie rozwali mu domu ?!
-No w sumie racja.
Premierę płyty, uczciliśmy szampanem. Nie było żadnego 'super kameralnego' przyjęcia.
Wieczorem, zmęczona pojechałam do domu. Nie tracąc czasu, zaczęłam się pakować.
-Gdzie jedziecie ? - do pokoju wszedł Harry.
-Trasa koncertowa.
-A co ze mną ? - zapytał, siadając na łóżku.
-No nie wiem.. Trzeba to wszystko jeszcze uzgodnić.
-Chyba nie zostawicie mnie pod mostem, no nie ?
-No chyba nie - uśmiechnęłam się.
-Chyba ?!
-Żartuje. Niczym się nie martw.
-Nie mam zamiaru - szepnął pod nosem.
-Ymm.. To dobrze..
-A dużo ci tam jeszcze zostało do spakowania ?
-Nie, już prawie skończyłam.
-To.. Mógłbym cię gdzieś zabrać ?
-A dokładniej ? - uśmiechnęłam się.
-No.. Pokażę ci. Hmm ?
-Dobrze, to ja już zaraz schodzę.
-To gdzie mamy jechać ? - zapytałam, siadając za kierownicą.
-Masz GPS'a. On cie poprowadzi - puścił do mnie oko.
Godzinkę później byliśmy w najpiękniejszym miejscu, jakie kiedykolwiek widziałam.
W środku wielkiego lasu, było małe jeziorko z krystalicznie czystą wodą. Do tego, w wodzie, stało stare, drewniane molo, które dodawało temu wszystkiemu takiego.. wdzięku.
-Siadaj - wskazał na miejsce obok.
Zamoczyłam nogi w wodzie i uśmiechnęłam się do niego.
-Wiesz skąd znam to miejsce ? Kiedyś, udało mi się uciec z sierocińca. Wiesz.. Wiesz, jaka to była radość ?! Cieszyłem się, jak nigdy. Nie chciałem tam wracać i przyszedłem tutaj..
-I to tutaj cię znaleźli ?
-Chodziłem sobie po lesie, zgłodniałem. Wtedy.
Nastała chwila ciszy.
-Pamiętasz, jak poznałaś Andy'iego ? - na jego twarzy, pojawił się uśmiech.
-Jasne. To było nietypowe spotkanie.
-Opowiesz ?
-Byliśmy w klubie, ktoś mnie upił i obudziłam się u niego w łóżku.
Harry popatrzył na mnie zdziwiony.
-To znaczy, nie w tym sensie ! Ja byłam w łóżku, a on siedział obok, a nie że ja i on.. Dobra, nie ważne.
Zaczęliśmy się śmiać.
-Wtedy moje życie obróciło się o 360 stopni.. Nigdy tego nie zapomnę. Nie wiem, co by teraz ze mną było, gdybym nie poszła wtedy do tego klubu.
-Moje życie obróciło się o 360 stopni, kiedy zabrałaś mnie z tego cholernego sierocińca.
-To miłe.
-Gdyby nie ty, siedział bym tam dalej. Ale ty tego nie zrozumiesz.
-Wiesz.. Ja niedawno też dowiedziałam się, ze jestem z domu dziecka. To wszystko jest tak dziwne. To jeszcze do mnie nie dotarło, tak, jak w sumie wiele rzeczy.
-No, ale teraz twoje życie, znowu obróci się o te twoje stopnie.
-No i właśnie tego nie chce.
-Nie chcesz sławy, pieniędzy i tak dalej ?!
-To nie jest mi potrzebne. Zobacz, tu mam wszystko. Przyjaciół, dom.. Rodzinę.
-Nie chciałabyś poszukać prawdziwych rodziców ?
-Sama nie wiem.
-Wiesz, Taylor. Nigdy nie sądziłem, że to powiem, ale cieszę się ,ze to wszystko właśnie tak się potoczyło. Tylko, że nie mogę być dla was ciężarem. Mieszkam w waszym domu, tak nie mogę.
-Co ty pleciesz ?! Jakim ciężarem ?! A ! No właśnie.. Słuchaj, może w tym czasie, zamieszkasz z moim domu ? Miałam go sprzedawać i w ogóle, ale chyba nie chcę się z nim rozstawać. Dzisiaj były tam sprzątaczki i wszystko ogarnęły, a to co potrzebne mam u Andy'iego. Co ty na to ?
-Ja nie mogę..
-Czemu ? To prezent !
-Ale skąd wezmę pieniądze na to wszystko ?
-Na razie pożyczę ci, a jak wrócimy z trasy, znajdziemy ci prace.
-Taylor, jesteś wielka - Harry przybliżył się do mnie, i delikatnie pocałował mnie w policzek.
-Będę bardzo za tobą tęskniła, wiesz ? Znamy się tak krótko, ale..
-Ja też będę tęsknił. Dzwoń, jak tylko będziesz miała czas.
-Obiecuję.
-Ejj, Taylor gdzie wy jesteście ?
-Zaraz wrócimy. Siedzimy sobie w lesie.
-To jedzcie szybko, bo trzeba się wyspać. Jutro wielki dzień ! Wretched and Divine - nadchodzi BLACK VEIL BRIDES.
Subskrybuj:
Posty (Atom)