środa, 19 czerwca 2013

Let You Down







   Harry cały czas patrzył się w stronę Andy'iego, nic się nie odzywając. Nagle zaczął płakać. Tak po prostu. Bez niczego. Bez powodu ?
  Nigdy nie widziałam czegoś takiego. Takiego dziwnego, tajemniczego człowieka. W tym całym sierocińcu traktowano go, jak dziwaka. Sami się do tego przyczynili. On był bezsilny. Pamiętam ten moment, kiedy wybiegł stamtąd. Oddychał tak ciężko. Nie miał siły biec. Przez dwa lata siedział tam, zamknięty, samotny. Życie nieźle dało mu popalić.
-Co się stało ? - podeszłam do niego.
-Nic, nic, nic - zaczął szeptać.
  Andy patrzył na niego, opierając się o drzwi.
-Chcesz wejść do środka ? - zapytałam.
-Tak, proszę. Szybko - odpowiedział takim samym tonem, jak poprzednio.
  Wzięłam go za rękę. Stanęliśmy przed Andy'im, który nie pozwolił nam przejść.
-Andy, co ty robisz ?
-Nie lepiej, jak pojedziecie do domu ?
-Ashley zawieziesz ich do mojego domu ? - dodał, nie czekając na moją odpowiedz.
 

-Zostać z wami ? - zapytał, troskliwie Ash.
-Nie, wracaj do studia. Macie tam dużo pracy. Nie przejmuj się nami - odpowiedziałam, lekko się uśmiechając.
  Zaprowadziłam Harry'ego do mojego pokoju.
-Tu będziesz spał, dobrze ?
  Mój pokój niczym nie różnił się od pozostałych. Nie był szczególnie dziewczęcy. Nie gustowałam w różowych ścianach.
-Dobrze - usiadł na łóżku.
    Nagle do pokoju wpadła policja.
  Harry patrzył na nich przestraszonym wzrokiem.
-Co tu.. ?! Harry ? - podszedł do nas jeden z funkcjonariuszy.
-Nic ci nie jest ?
  Chłopak pokiwał przecząco głową.
-A ty jesteś..
-Taylor. Taylor Evans.
-A co on tutaj robi ?
-Pomogła mi - odpowiedział Harry.
-Gdzie ty byłeś przez tyle czasu ? Co się z tobą działo ?
  Chłopak w odpowiedzi westchnął, dając znać, że nie chce o tym mówić.
 Po chwili do pokoju wpadł Ash, a za nim dwoje mężczyzn w mundurach. Popatrzyłam się na niego, wystraszonym wzrokiem.
-Puśćcie go.
  Ashley biegiem usiadł obok mnie.
-O co tu chodzi ? - zapytał, po cichu.
-Nie mam pojęcia..
-Mogę cię na chwilkę prosić ? - zapytał policjant, patrząc w moją stronę.
-Tak - odpowiedziałam, trochę przerażonym głosem.
    Poszliśmy do kuchni, b móc porozmawiać w spokoju.
-Ja chciałem cię tylko poprosić, abyście się nim opiekowali, on tego potrzebuje.
-A może mi pan powiedzieć, kim on jest ?
-Niech on sam ci o tym powie. A ! No i nie będziecie mieć już żadnych problemów. Dostaliśmy tylko zgłoszenie, że kogoś porwano, a nie uratowano.
  Lekko się uśmiechnęłam.
Kiedy wszystko ucichło, każdy poszedł w swoją stronę.
-W końcu trochę spokoju - odparłam, siadając obok skulonego Harry'ego.
-Tu nigdy nie jest spokojnie - szepnął.
  Przerażał mnie, kiedy tak mówił.
-Czemu tak uważasz ?
-Nie boisz się wyjść na ulicę ? - mówił cały czas, takim samym tonem.
-Nie, czemu ?
-A nie boisz się, że zostaniesz sama ?
   Nic nie odpowiedziałam.
 Harry był naprawdę dziwnym człowiekiem. Było w nim coś wyjątkowego i tego nie dało się, nie zauważyć.


W końcu ktoś zapukał do drzwi.
-Andy ! W końcu - uśmiechnęłam się sama do siebie i popędziłam do drzwi.
-No hej - przywitał się z uśmiechem i po chwili mocno mnie przytulił.
 Właśnie za to go kochałam.
-Rozgościliście się już ? - dodał po chwili, rzucając się na kanapę.
-No jasne ! - odpowiedziałam, siadając obok.
-Zrobić kolację ?
-Jeśli pizza nie przyjedzie za pół godziny to tak.
-No cóż..To ja może skoczę po Harry'ego.
-Weź z nim uważaj. Ash powiedział, że jutro weźmie go do siebie.
-Czemu ?
-Ja tam się go boje.

  Harry siedział na balkonie. Oparty o ścianę, wpatrywał się w piękny ogród z basenem.
-Ślicznie, no nie ?
-Dawno czegoś takiego nie widziałem..
 Pierwszy raz, odwzajemnił uśmiech.
-A jeszcze wczoraj tam siedziałem.. Nigdy bym się nie spodziewał.. Dziękuję.
Miałam ochotę go mocno przytulić.
Nastała niezręczna cisza.
-Przyniosę ci coś na przebranie.
-Jesteś wielka - wstał i delikatnie, pocałował mnie w policzek.

  Kolacje zjedliśmy w ciszy. Każdy był zmęczony po dniu pełnym wrażeń. Jak zawsze wieczorem, Andy wyszedł go ogrodu zapalić. Ja w tym czasie wszystko ogarnęłam. Potem, zmęczona, postanowiłam do niego dołączyć. Po chwili zrezygnowałam z tego pomysłu. Stanęłam za ścianą i wsłuchałam się w konwersację chłopaków.
-Czyli jak ty się tam znalazłeś ?
-Rodzice mi umarli.
  Nastała chwila ciszy.
-Mieliśmy masę problemów. Któregoś dnia rodzice stracili pracę, zaufanie do siebie.. To wszystko stało się tak nagle. Włączyli się w jakiś nielegalny handel.. Nie wiem dokładnie. Grozili im, mi. Nie chodziłem do szkoły. Zacząłem mieć problemy z prawem. Wiesz.. Ciągle się zrywałem, byłem trochę.. Drażliwy. któregoś dnia tata strasznie się nachlał. Mam asie zdenerwowała.. Wywaliła go z domu.. On wpadł pod samochód, następnego dnia mama..
-Spoko - Andy wyraźnie widział, że Harry nie chce już o tym mówić.
-Taylor jest wielka, że cie tam znalazła - wokalista próbował rozluźnić atmosferę.
-Jestem jej bardzo wdzięczny.


^^^
Wiem, że obiecałam, że rozdziały będą już normalnie, więc bardzo przepraszam. 
Mam jeszcze trochę do roboty i to dlatego. Ale teraz już naprawdę wszystko się uspokaja, więc wracam do 'normalności' :) . 
Z boku bloga ---> od teraz będą informację o datach nowych postów, którym będę przestrzegała !
Bardzo wszystkim dziękuję za czytanie mojego bloga ! 
Jesteście kochani !!! <3 

czwartek, 13 czerwca 2013

Up In The Air






 Tak.. Pewnie zabierze mnie do jakiegoś klubu, upije się i tak dalej.. Ale to Ashley. I tak był dla mnie kimś ważnym, szczególnie teraz. Po tym wszystkim.
   Po chwili siedzieliśmy już w samochodzie.
-Masz jakieś plany na wieczór ? - zapytał.
-Nie - odpowiedziałam, zamykając drzwi.
-To teraz już masz. Daj znać Andy'iemu, że nie wrócimy na noc - puścił do mnie oko i odpalił samochód.
   Boże !
-A czy możesz mi powiedzieć, gdzie my jedziemy ?
-Dowiesz się niedługo.
          Po dwóch godzinach jazdy, miałam dość. Byliśmy nie wiadomo gdzie, nie wiadomo po co.
-No i jesteśmy - Ashley wjechał w jakąś starą, zaniedbaną uliczkę.
-No i gdzie my.. ?
   Nagle, przed nami, pojawił się wielki budynek z napisem 'SIEROCINIEC'. Był obrośnięty roślinami, zniszczony, ale wciąż działający. Słychać było płacz dzieci, a w około rozpływał się smutek.
-Czy to ?
-To był nasz dom - odpowiedział Ashley, opierając się o samochód.
-Wejdziemy tam ? - zapytałam, drżącym głosem.
-Pewnie, zapraszam.
   Zadzwoniliśmy do drzwi. Otworzyła nam uśmiechnięta pani.
-Słucham ? Chcecie adoptować ?
  Uśmiechnęłam się pod nosem. Aż prosiło się, żeby odpowiedzieć :' Tak, chcemy'.
-Nie.. My tutaj mieszkaliśmy.
  Pani popatrzyła na nas zdziwiona.
-Nazywam się Ashley Purdy, a to Taylor Evans.
-Naprawdę ? - kobieta popatrzyła na nas przez przeszklone oczy.
-Tyle lat, a wy nadal razem - dodała z uśmiechem.
-Wejdźcie.
    Wszędzie wokół było pełno dzieci. Śmiał się, bawiły, nie były świadome tego, gdzie są. Nagle podbiegł do nas malutki chłopiec.
-Kiedy przyjdzie mamusia ? - zapytał, łapiąc mnie za rękę.
  Myślał, że to ja jestem opiekunką. Kucnęłam przed nim.
-Niedługo - odpowiedziałam, głaszcząc go po malutkiej główce.
  Wyobraziłam sobie siebie, kilkanaście lat temu. Pewnie pytałam się o to samo. Po policzku przepłynęła mi łza.
-Co się stało ? Po ciebie też przyjdzie - odpowiedział z uśmiechem.
-Niewątpliwie.
-Chodźcie, porozmawiamy sobie w spokoju - zaprosiła nas kobieta.
-A czy mogłabym pobyć chwilkę tu ? - zapytałam.
-Oczywiście.
-To ja też zostanę z Taylor - dodał Ashley.
-To ja za jakąś godzinkę po was przyjdę, a w razie czego, jestem na górze.

-Czemu chciałaś zostać ? - zapytał Ash, odgarniając mi kosmyk włosów.
-Chce pobyć z tymi dziećmi.
-Pamiętasz to ? - basista podał mi dużego, białego misia.
-Nie.
   Zaczął się śmiać.
-Zawsze się kłóciliśmy czyj jest.
-No logiczne, że mój - uśmiechnęłam się.
  W pewnym momencie zauważyłam drzwi.
ZAKAZ WSTĘPU DZIECIOM
-Co tam jest ? - zapytałam.
-Lepiej tam nie wchodzić. Jak jakieś dziecko nie ukończyło 18 lat, nie może samemu opuścić domu dziecka - odpowiedziała jakaś kobieta.
-Harry to dziwny przypadek. Wszyscy mówią, że jest nawiedzony. Wiele razy próbował popełnić samobójstwo. Musieliśmy jakoś go rozdzielić. Rozważaliśmy nawet opcje wysłania go do szpitalu psychiatrycznego. 
-Gdyby przeżyła pani tyle co on, też by pani taka była ! - wybuchałam.
  Kobieta spojrzała na mnie zdziwiona.
-Przepraszam - szepnęłam.
-Nic się nie stało - odeszła.
-Strasznie się zachowałam ?
  Pokiwał przecząco głową.
-Wchodzę tam - powiedziałam bez zastanowienia.
  Dość małe, kwadratowe, szare pomieszczenie. Łóżko, biurko, książka, płacz i strach - to wszystko co można było tam dostrzec.
  Siedział na łóżku. W samej koszulce i bokserkach. Jego czarne włosy zasłaniały mu całą twarz. Jego włosy wskazywały na to, że długo nie był u fryzjera, a w związku z tym, długo nie opuszczał tego pomieszczenia. Wszędzie walały się puste butelki, potłuczone talerze..
  W końcu podniósł głowę. Jego włosy skomponowały się w fryzurę w stylu scene.
-Boże..
-Wyciągniesz mnie stąd ? - szepnął, zasłaniając się kołdrą.
  Jego ręce były całe pokaleczone. Próbował okryć je pod pościelą.
  Popatrzyłam na niego ze strachem.
-Proszę ! - zaczął krzyczeć.
  Nagle do pokoju wpadł Ashley wraz z opiekunami.
-Pij to ! - kobieta podała mu jakieś leki.
-Nie chce kurwa ! - rzucił szklanką o ścianę.
-Uspokój się !
-Wypuść mnie ! Ja chcę stąd wyjść ! Ja chcę.. - krzyczał z płaczem, powoli ściszając ton.
-Chodźcie - do pokoju weszła wcześniej spotkana pani.
  Zaprowadziła nas do swojego biura. Razem z Ash'em usiedliśmy na kanapie.
-Chcecie się czegoś napić ?
-Nie, dziękujemy.
-Co się dzieje z tym chłopakiem ? - zapytałam.
  Kobieta westchnęła.
-Za dwa tygodnie kończy 18 lat. Jak się zachowuje, już widzieliście. Trafił do nas dwa lata temu. Na jego oczach ojciec popełnij samobójstwo, mama nie wytrzymała i odeszła. Został sam. Od zawsze jego rodzina miała problemy. Został wiele razy pobity. Jego rodzice pożyczali pieniądze od ludzi.. Od ludzi, którzy potem ich prześladowali. Został porwany kilka razy. Bał się ludzi. Nadal się ich boi. A my, nie dajemy sobie z nim rady. Opowiada o rzeczach, które..
 Do pomieszczenia wpadł ochroniarz.
-Uciekł !
  Prędko zerwałam się z miejsca i wybiegłam z budynku.
Co jak wpadł na jakiś głupi pomysł ?!
-Jest !
  Biegłam jak najszybciej się dało. Wybiegł na pasy. Prosto pod samochód. Na szczęście kierowca w porę się zatrzymał. Harry padł na kolana i zasłonił twarz dłońmi. Zaczął płakać.
  Dopiero teraz było widać jaki był chudy. Wyglądał jakby nie jadł, ani nie wychodził na świeże powietrze od lat. Jego nogi, które wciągnięte były w rurki, wyglądały jak igiełki.
  Kucnęłam przy nim. Nie zareagował.
-Będzie dobrze - delikatnie go objęłam.
  On, ku mojemu zdziwieniu, przysunął się do mnie i popatrzył mi prosto w oczy. Cały się trząsł.
 Kiedy się odwróciłam, w naszą stronę, zmierzała ochrona.
-Nie pozwól mi tam wrócić. To już nie jest miejsce dla mnie. Proszę - patrzył mi głęboko w oczy.
  Bez zastanowienia chwyciłam go za rękę i pobiegliśmy do samochodu Ashley'a. Całe szczęście, ze jest na tyle nieodpowiedzialny, że to ja muszę mu nosić klucze. Nie wiem jakim cudem, ale stał przy samochodzie. Złapał kluczyki i po chwili jechaliśmy już do domu.
-Będziemy mieć przejebane - powiedział Ash.
  Harry siedział z podciągniętymi pod brodę nogami. Patrzył się na nas ze strachem i jednocześnie sprawiał wrażenie szczęśliwego.
-Nie będziecie - szepnął.
-Po tym co opowiem ludziom, będziecie bohaterami - odwróciłam się do niego i delikatnie się uśmiechnęłam.
-Nie tak wyobrażałem sobie moje przeprosiny - powiedział ze smutkiem basista.
-A mi się podobały. Dziękuję i wybaczam - pocałowałam go w policzek.
  Zaśmiał się pod nosem.
 Dalej jechaliśmy w ciszy. Nikt nie zadawał pytań, nikt się nie odzywał. Każdy przeniósł się do 'swojego świata'.
 Ashley zawiózł nas do studia. Na powitanie, wyszedł nam Andy. Mocno go przytuliłam.
-Gdzie wy byliście ? - zapytał, lekko przygryzając płatek mojego ucha.
-Kto to ?
-Harry - odpowiedział Ashley.

^^^
Z braku czasu, pisany troszeczkę na szybko, ale mam nadzieję, że nie jest tak źle. Od weekend'u notki będę się pojawiać regularnie, tak jak Bóg przykazał . 

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy czytają ^^ !!. ;**

piątek, 7 czerwca 2013

Ogłoszenia duszpasterskie

   Wiem, że ostatnio bardzo zaniedbałam bloga, ale jest to wynikiem totalnego braku czasu. Ostatnio mam same poprawy, a w związku z tym, wiele nauki. Naprawdę nie wiem, kiedy dodam nowy post, ale postaram się jak najszybciej. Postaram się w niedzielę, ale jeśli nie zdążę, to dopiero w przyszły weekend, bo w środku tygodnia jest masakra.
   Muszę wszystko nadrobić zarówno na swoim blogu, jak i zaniedbałam czytanie innych za co bardzo, bardzo przepraszam !.
  Mam nadzieję, że zrozumiecie :))
 + Dziękuję każdemu, za czytanie mojego bloga - jest to dla mnie bardzo ważne !.
 Buziaczki ! ;* ^^

środa, 29 maja 2013

Revelation








  Jezu ! Czy ja nie mogę znaleźć nawet chwili, żeby przeczytać ten cholerny pamiętnik ?!
W studiu, jak zwykle, panował wielki rozgardiasz. Jedni kłócili się o rysę na gitarze, drudzy mieli problem, bo pizza którą zamówili godzinę temu, jeszcze nie dotarła. Alexandria przysłała mi sms'a z powiadomieniem, że nie może jednak przyjść, gdyż jest u babci. No cóż. Tydzień temu mówiła, że zmarła. Nie wnikam.
-Andy, kiedy jedziemy do domu ?
-Mam tu jeszcze trochę roboty.. Ale jak chcesz, to cie zawiozę.
-No, miło by było.. - uśmiechnęłam się.
-Dobra, chodź - pocałował mnie w policzek i złapał za rękę.


  -Dobra.. To gdzie jest ten zeszyt ?! - zaczęłam rozrzucać poduszki po całym pokoju.
-Jest !



'Jak to się mówi : 'lepiej późno, niż wcale'.
 Tak naprawdę nie jesteś tu przypadkiem. Po prostu miałem cię pilnować, być przy tobie. O to prosili mnie twoi rodzice, kiedy byłaś jeszcze małą dziewczynką. No właściwie.. Właściwie nie twoi. 
Tak, razem jesteśmy z domu dziecka. Nie pamiętasz tego, ja byłem trochę starszy. Byliśmy takim 'rodzeństwem'. Gdzie ja, to i ty.  :)'

'Pewnego dnia, przyszli po nas. Twoi rodzice razem z przyjaciółmi. 
Mieszkaliśmy po sąsiedzku i całe dnia spędzaliśmy razem. Moi i twoi rodzice przyjaźnili się tak bardzo, jak i my.'

'Wychowywaliśmy się razem, ale kiedy miałaś pięć lat, wyprowadziliście się. Byłaś dla mnie, jak młodsza siostra. Wolałem iść do ciebie, niż do kumpli. Dziwne co ?'

'Przez te kilkanaście lat nie utrzymywaliśmy kontaktu. Żadnego. Ja poznałem Andy'iego, dołączyłem do Black Veil Brides, a tamto to była jakaś stara historia, którą ktoś napisał, a potem wrzucił do kominka. Było i minęło. W końcu miałaś pięć lat ! Co ty mogłabyś z tego pamiętać ?'

'Któregoś dnia zauważyłem twoją mamę na ulicy. Szedłem wtedy z Andy'im.. Bez zastanowienia do niej podszedłem. 
  On zupełnie mnie olała. Rzuciła tylko chłodne : 'Nie wracajmy do tego Ash. Nie ma tutaj Taylor'. 
  Nie wiem o co poszło. Może pokłócili się z moimi rodzicami. Nie zdążyłem ich zapytać..'

'Tego samego dnia, spotkałem także Oliver'a. Powiedział, że wybiera się na nasz koncert, razem z jakąś Taylor. Zupełnie to olałem. TO był taki Oliver, co nie wiedział co zrobić z życiem. Przyszedł na imprezę z jakąś laską, która od razu wpadła mi w oko. Nawet na myśl mi nie przyszło, że to ty. Strasznie się zmieniłaś. Po nazwisku ? Myślisz, że je pamiętałem ? To było wieki temu..'

'Od samego początku chciałem jakoś cię poderwać, ale ty byłaś tak zauroczona Andy'im, że dałem sobie święty spokój. Ale tak. Podobasz mi się. Jednak ja nie należę do tych, co podrywają każdą laskę. Śmieszne, co nie ? ;D Ale taka jest prawda. Serio. Nigdy nie spieprzyłbym życia Andy'iemu. Był taką moją Taylor, przez te wszystkie lata :).'







  Pamiętnik był cały pusty. Pozostały w nim tylko strzępki powyrywanych kartek. Ale nie rozumiem, czemu rodzice mi tego wszystkiego nie powiedzieli. Nie byli moimi prawdziwymi rodzicami.. Ale szczerze mówiąc w tym momencie nie miało to dla mnie aż tak wielkiego znaczenia. Może to dziwne, ale i tak kochałam ich jak prawdziwych.
  Nie rozumiałam tylko dlaczego od razu mi tego nie powiedział. Bez zastanowienia wyjęłam telefon.

'Ash, za pół godziny pod domem Andy'iego' 

Wiedziałam, że tam nie będziemy mogli spokojnie porozmawiać, ale ja już znam takie jedno miejsce.

 Równo za 30 minut, Ashley czekał w swoim czerwonym BMW.
-Hej - uśmiechnęłam się.
-No hej. Coś się stało ?
-Chciałam pogadać.. Możemy gdzieś pojechać ?
-Jasne, wsiadaj. 
  Tym razem nie chciałam jechać do żadnej kawiarenki, ani innej podobnej rzeczy. To było trochę inne miejsce.
 Po chwili znaleźliśmy się na wielkim klifie. Usiadłam na jego krawędzi i wymachując nogami, klepnęłam miejsce obok.
-Trochę tu wysoko - Ashley usiadł niepewnie, bardzo blisko mnie.
  Fale obijały się o skały tak mocno, że miałam wrażenie, że zaraz obydwoje będziemy mokrzy.
-Fajne miejsce wybrałaś. Jakbyśmy nie mogli iść na kawę.. - zaczęliśmy się śmiać.
-Nie mów, że ci się nie podoba.
-Pięknie jest - puścił do mnie oko.
-A więc o co chodzi ?
-Czytałam ten pamiętnik... To znaczy raczej list..
  Ashley przerzucił wzrok na zachodzące słońce.
-Czemu nie powiedziałeś mi o tym od razu ? Nawet nie wiesz, jak byłoby mi łatwiej.
-No ale co ja ci miałem powiedzieć. Hej Taylor ! Jesteś adoptowana i znamy się od urodzenia ?
-Czemu tu przyjechaliśmy, skoro mama nie chciała mieć z tobą nic wspólnego ?
-Nie wiem. Tak samo, jak nie wiem, czemu nie chciała mieć ze mną nic wspólnego.
-Wiesz.. - zaczęłam się śmiać.
-Bałam się, że będzie tam coś w stylu, że jesteś moim bratem, albo, że..
-Cię kocham ? - znowu tak słodko się uśmiechnął.
-No..
   Nastała chwili ciszy.
-Pamiętasz mnie, jak byłam mała ?
-No jasne. Ja całymi dniami z tobą przesiadywałem... Ale pamiętam, że zniszczyłaś mi moją mini gitarę ! Wzięłaś ją i rozwaliłaś o stół. To nie było miłe..
  Wybuchnęłam śmiechem. Już wyobrażam to sobie.
-Bardzo śmieszne - udawał obrażonego.
-Oj, przestań - pocałowałam go w policzek.
-A to co było ?
-Na przeprosimy.
-Na przeprosiny to ja mam co innego - dodał i delikatnie się uśmiechnął.

^^^
Nowy rozdział będzie jakoś dopiero w środę/czwartek, ponieważ jestem nad morzem i za bardzo nie mam dostępu do komputera.

Liczę na komentarze ^^


wtorek, 28 maja 2013

Alligator Blood

   





Kiedy się obudziłam, przez okno nie wpadał, ani jeden płomyk słońca. Niebo było zachmurzone, jak nigdy, deszcz obijał się o szyby, a w oddali było widać zbliżającą się burze. Delikatnie usiadłam na łóżku. Chciałam, jak najszybciej, założyć jakieś ubranie. Siedząc, narzuciłam na siebie, za wielką o kilka rozmiarów bluzkę. Zwinnym ruchem, ściągnęłam z krzesła jakieś spodenki od piżamy i wróciłam na swoje miejsce.
-Jeszcze nie.. - burknął zaspanym głosem, zakrywając się poduszką.
  Uśmiechnęłam się do niego.
-Trzeba wstawać. Umówiliśmy się z chłopakami za godzinę w studiu.
-Oj tam, oj tam.. - usiadł na łóżku.
-Fajnie było - popatrzył w moją stronę.
-Wiem.. Ale teraz naprawdę musimy już wstawać..
-Naprawdę ? - zapytał, całując mnie w usta.
-Naprawdę. Idę zrobić śniadanie - przeciągając się, wstałam i popędziłam do łazienki.
  Wciągnęłam podarte, czarne rurki i luźną białą koszulkę. W kuchni, jak zwykle panował wielki bałagan.
No w sumie, to nie ma się co dziwić, pani od sprzątania, przychodzi za dwie godziny. Postanowiłam ułatwić jej pracę. Po chwili na stole, czekało pachnące śniadanie. Czekając na Andy'iego, postanowiłam poszukać pamiętnika. Nigdzie go nie było. Nie wiedziałam, co mam mu powiedzieć. Że zgubiłam jego, być może, jedną z najcenniejszych rzeczy ? Muszę znaleźć ten zeszyt.

-To co ? Jedziemy ? - zapytał wokalista, kończąc śniadanie.
-Tak.
-A ! Taylor, słuchaj.. Czekaj, zaraz ci coś przyniosę - Andy popędził na górę.
  Ja w tym czasie dokończyłam pić kawę i postanowiłam zadzwonić do Alexandrii.
-Słucham ? - zapytała, smutnym głosem.
-Hej ! Co tam słychać ?
-Jakoś leci. Jak ma być.. ?
-Słuchaj, może chcesz wpaść do studia ? Sama tam siedzę z chłopakami i trochę mi się nudzi..
-Teraz nie za bardzo.. Ale wieczorem, nie ma sprawy. Taylor słuchaj, mogłabyś mi podać numer telefonu do tej twojej szefowej, jeśli się nie obrazisz, to zajęłabym twoje miejsce..
-Żaden problem.. Tylko, że nie znam tego numeru na pamięć, a o ile się orientuję, wizytówkę zostawiłam w studiu. To, jak wpadniesz to ci dam, hmm ?
-Dobra, to super. Do zobaczenia !
   W tym samym momencie do pokoju wszedł Andy. W ręku trzymał pamiętnik Ash'a. Serce zaczęło mi walić, jak nigdy.
-Taylor, słuchaj.. - podeszłam do niego.
-Znalazłem ten pamiętnik i o ile się orientuję, jest za pewne twój. Nie zaglądałem do niego, nie jestem taki. Nie mówiłaś, że prowadzisz taki zeszyt.. Proszę - podał mi go.
-O ! Dzięki ! Dziękuję, dziękuję, dziękuję ! Nawet nie wiesz, ile go szukałam ! Kochany jesteś ! - rzuciłam mu się na szyję.
-Jejku.. Nie ma za co - zaczął się śmiać.
-Masz przede mną jakieś tajemnice ? - puścił do mnie oko.
-Nie, no co ty !
-Dużo Ashley'ów na tej twojej okładce - stwierdził.
-Ymm.. Bo to stary pamiętnik. To znaczy. Tak wyszło - zaczęłam się gubić.
    Andy wpatrywał się we mnie, jakby domyślał się, że coś jest nie tak. Chyba za dobrze mnie znał..
-Ashley ma taki sam. Wiem, że to jego - powiedział, po czym od razu odszedł.
   Zrobiło mi się strasznie głupio. Chciałam, jakoś to wszystko mu wytłumaczyć, ale nie wiedziałam jak..
-Andy ! - odwrócił się.
-To nie tak, bo on..
-Dobra, Taylor. Spoko. Nie wiem, co on u mnie robił, ani dlaczego Ash dał go tobie, ale to są wasze sprawy. Chyba mogę ci ufać, prawda ?
-Ty ? Zawsze - pocałowałam go w policzek, po czym pobiegłam na górę.
   Rzuciłam się na łóżko i czym prędzej otworzyłam pamiętnik. Nagle wypadło z niego jakieś zdjęcie. Kiedy je uniosłam, zauważyłam na nim siebie, jako małą dziewczynkę i siedzącego obok Ash'a.
-Boże. Jakim cudem ? - szepnęłam do siebie.
-Taylor. Jedziemy ?! Jesteśmy już spóźnieni ! Chodź !
-Już ! Już idę !
   Włożyłam zdjęcie z powrotem do pamiętnika i całość, włożyłam pod poduszkę.
-Co ty tam robiłaś ? - zapytał, siedzący już w samochodzie, Andy.
-Nic, nic - uśmiechnęłam się.
-Dobra. Słuchaj, pomożesz nam planować trasę ?
-Jasne ! A ! Dzwoniłam dzisiaj do Alexadnrii. Wpadnie wieczorem do studia, dobrze ?
-Pewnie, nie ma sprawy. Oliver trochę zachował się.. No wiesz..
-Szkoda mi jej.
  Nagle zorientowałam się, że jesteśmy już pod studiem. Pędem pobiegliśmy do drzwi, ale to i tak nie pomogło. Po chwili byliśmy cali mokrzy.
-Poranny prysznic ? - zapytał otwierając nam drzwi, Ashley.
-Tak.
   Przemierzyłam Ashley'a podejrzanym wzrokiem i weszłam do środka.
 Boże, skąd on ma to zdjęcie ? Skąd ja mam z nim zdjęcie ?!
Jak najszybciej chciałam wrócić do domu i wszystko przeczytać, dowiedzieć się. Teraz to już naprawdę to wszystko wydawało mi się dziwne..
-Irlandia ?
-No ok. Niemcy ?
-Dajesz.
-Polska ?
-Spoko.
-Bierzecie tylko Europe ? - włączyłam się do dyskusji.
-Na razie tak. Potem weźmie się resztę.
  Po chwili dołączył do nas Will.
-Miałem dzisiaj coś nagrywać. Chyba.. - powiedział lekko zdezorientowany.
  Ten to zawsze był jakiś taki nieogarnięty.
-Dobra, chodź - zawołał go Andy.
 Ja w tym czasie dołączyłam do siedzącego na kanapie, Ash'a.
-Czytałaś ?
-Jeszcze nie..
  Basista zaczął się śmiać.
-Dziwnie to wyszło. 

sobota, 25 maja 2013

Blacklist






-Ta laska za szybą, to kto to jest ? - zapytał stojący za szybą, Will.
  Andy przemierzył do zdziwionym wzrokiem.
-No co ?
-To jest Taylor, dziewczyna Andy'iego, geniuszu - szepnął mu do ucha Ash.
--A co ona tu będzie śpiewać ? - zapytał takim samym tonem.
-Lost it all..
-Czy wy myślicie, że ja was nie słyszę ? - zapytałam, opierając się o ścianę.
-To może już zacznijmy - odpowiedział z uśmiechem, wokalista.

'Then I lost it all,
Dead and broken.
My back's..'

 Śpiewając, wpatrywałam się w Andy'iego, który lekko się uśmiechał. Wiedziałam, że na pewno nie wyjdzie to idealnie, ale z drugiej strony, cieszyłam się, że mogę im jakoś pomóc. 
  W pewnym momencie, do pokoju weszła jakaś dziewczyna. Widziałam ją pierwszy raz, inaczej, na pewno poznałabym ją, po mocno opalonej w solarium skórze, blond, a może raczej, białych włosach i bardzo mocnym makijażu. Jej krótkie spodnie, odsłaniały dość zgrabne, chude nogi, a obcisła, różowa koszulka z gigantycznym dekoltem, sprawiała, że wyglądała, jak..
 Nagle rozległy się brawa. Delikatnie się ukłoniłam i zaczęłam się śmiać.
-Świetnie to wyszło ! - podbiegł do mnie Andy i podnosząc mnie, delikatnie przytulił.
-To super ! 
-Posłuchajcie ! - zawołał nas Jinxx.
   Faktycznie. Nie było, aż tak źle, jak sobie wyobrażałam. Jednak moją uwagę cały czas, przykuwała ta dziwna, blondyna. W pewnym momencie, usiadła na kolanach Ash'a i rękoma, obwinęła jego szyję. 
 Basista nie wyglądał na super zadowolonego.
-Co ty tutaj robisz ?! - zapytał.
-A co ? Nie mogę sobie przyjść, do mojego słodziaszka - kociaka? - zapytała żując gumę.
-Co kurwa ? 
-No nie mów kochanie, że mnie nie pamiętasz. Kurde no. Pamiętasz, jak byłeś tam, w takim super, odjazdowym, klubie. No heloł ! Poznaliśmy się tam kocie ! 
  Zza pleców, usłyszałam dzikie śmiechy, pozostałych muzyków.
-I co koteczku ? Masz jakieś plany ? - zapytała, wymachując nogami.
   Ashley popatrzył na nią, jak na totalną wariatkę, po czym zrzucił ją z kolan.
-Skąd wiedziałaś, że tu jestem ?
-Powiedziałeś mi słodziszku - kociaczku..
  Chłopaki myśleli, że zaraz nie wytrzymają. Kiedy się odwróciłam, wszyscy tarzali się po podłodze. Z tego wszystkiego, myślałam, że zaraz do nich dołączę.
-Ja cie nie znam, kurwa dziewczyno ! - wykrzyczał, zdenerwowany basista.
-Kiedy niby to było ?! - dodał.
-Nie pamiętam.. Niestety.. - zasmucił się.
-Ale chyba jakoś wczoraj.. - dodała.
  W tym momencie dołączyłam do bandy, tych tarzających się po podłodze.
-Śmieszy to was ?! - podszedł do nas Ash.
-Może byście mi pomogli ?!
  Andy wstał, próbując się opanować.
-Opuść to pomieszczenie - mruknął, rzucając się ze śmiechem na kanapę.
-Muszę do toalety.. - śmiejąc się, odparł Will.
-Ja pierdole.. - warknął basista.
-Mogę chociaż wiedzieć, jak ty masz na imię ? - zapytał.
-Isabella - odpowiedziała, głupio się uśmiechając.
-A wiec Isabello.. - przysunął się do niej, jakby chciał ją pocałować.
-Wypierdalaj ty mój słodziaszku - kociaczku !
-Jak śmiesz tak do mnie mówić, kochanie. Matt, przecież tyle mi obiecałeś ! - upadła przed nim na kolana.
   Andy zakrył sobie twarz poduszką, mimo wszystko słychać było tylko jego szalony śmiech.
-Po pierwsze widzę cię pierwszy raz na oczy, po drugie nie wiem jakim cudem jesteś w tym momencie w naszym studiu, po trzecie, od dwóch tygodni, nie byłem w żadnym klubie, bo nie było mnie w domu, a po czwarte to kurwa nie mam na imię Matt - szarpnął ją za rękę i po chwili słychać było trzask drzwi.
  Basista usiadł obok Andy'iego, próbując zachować kamienny wyraz twarzy.
-Słodziszku - kociaczku.. - szepnął pod nosem, po czym wybuchł śmiechem.
-Czy.. Czy ona.. Czy ona już poszła ? - Will nie mógł wydusić z siebie żadnego słowa.
-Taa- odpowiedziałam.
-A zostawiła chociaż swój numer ?! - walnął się na kanapę, zakrywając Andy'iego.
-Ała, kurwa !

    Następne dwie godziny, nagrywaliśmy kwestie Will'a. Jego rola w tej płycie, także wydawała mi się wspaniała. pierwszy raz słyszałam, takie wydanie. Piosenki, przeplatane nijakim STRACHEM. F.E.A.R.
-Wy to macie świetnie pomysły - usiadłam obok Christian'a.
-Już nie mogę się doczekać, kiedy w końcu będzie ta premiera. Myślisz, że się spodoba ?
-Na pewno ! A planujecie już trasę koncertową ?
-Jutro mamy zacząć, ustalać do jakich krajów się wybierzemy.
   Uśmiechnęłam się do niego.
-Musicie wpaść do każdego. Macie fanów na całym świecie !
-O czym plotkujecie ?! O mnie ?! - pomiędzy nami, usiadł basista.
-Myślisz, że chciałbym o tobie plotkować ? - CC uniósł jedną brew.
-CC ! Chodź tu na chwilę ! - zawołał go Jake.
  Ashley przysunął się do mnie.
-Czytałaś ? - zapytał szeptem.
-Nie, jeszcze nie..
-Jak przeczytasz, to mogłabyś mi go jakoś oddać ? - zapytał z uśmiechem.
-Muszę go dokończyć - dodał.
-Jasne. Nie ma sprawy. Jak tylko wszystko ogarnę to ci go oddam..
-Tylko.. Nie miej mi tego za złe..
-Czego ?
-Zobaczysz.
-Taylor, jedziemy ? - zapytał Andy.
  Widać było, że był już trochę tym wszystkim zmęczony.
-Jasne ! - złapałam go za rękę i po chwili byliśmy już w samochodzie.

-Jezu, mam już tego dosyć ! - wokalista rzucił się na białą pościel.
-Ciągle tylko ta płyta, te piosenki, ten film.. !
-Wiele osób marzy o takiej karierze - usiadłam na brzegu łóżka.
-A ja marzę o czymś innym.. - kątem oka, zauważyłam, że Andy zaczął się rozbierać.
 Odwróciłam się w jego stronę. Puścił do mnie oko i po chwili, wtulił się w milutką pościel.
-Miejsce obok jest wolne - uśmiechnął się.





czwartek, 23 maja 2013

The Gunsling







  Kiedy weszliśmy do studia, panował tam jeden, wielki 'burdel'.
-Co do jasnej kurwy się tu dzieje ?! - wydarł się Andy.
-Świętujemy ! - odpowiedział Ash.
-Co ? - zapytał kpiąco Andy.
-Nie wiem.. - zamartwił się basista.
  Andy bez zastanowienia odepchnął go i dołączył do reszty chłopaków.
-Ale to nie może być tak !
-No to sam to zmień !
-Ja już nie mam siły !
-Musimy jeszcze raz to nagrać !
-Czy wy nie słyszycie tego ?!
-Kurwa, no !
-Sami sobie poprawiajcie !
-Ale ja nie wiem jak !
-No to masz problem !
-Ta piosenka musi być pierwsza !
-Pierwszy to zaraz tu dostaniesz w..
-Przepraszam. Przepraszam ! - Andy kulturalnie, próbował przerwać dyskusję.
-Ehem. Przepraszam !
  Muzycy byli tak zdenerwowani, że nigdy nie widziałam czegoś takiego. Byłam pewna, że zaraz zaczną się bić, albo nie wiadomo co jeszcze.
-Ja pierdole, kurwa mać, jak można się tak zachowywać.. - szepnęłam pod nosem.
  Nagle wszyscy ucichli i popatrzyli na mnie ze zdziwieniem. Poczułam na sobie wzrok wszystkich.
-Co ? - zapytałam, jakby nigdy nic.
-Co ty powiedziałaś ?! - w tłum wepchnął się Ashley.
 Nie za bardzo wiedziałam co im odpowiedzieć. W sumie.. W sumie to racja. Pierwszy raz, tak się przy nich odezwałam.
-Moja krew ! - Andy puścił do mnie oko.
-Nie, no Taylor. Kurde. Nie spodziewałam się tego po tobie. High five ! - krzyknął Ashley.
   Nie zwróciłam na niego najmniejszej uwagi.
-A więc, co się tutaj dzieje ? - zapytałam.
-Nie wiem. Chłopaki mają jakiś problem - odpowiedział Jinxx.
-Jaki problem ?
-Posłuchaj tej piosenki - CC wcisnął jakiś przycisk.
  W pokoju rozległa się, chyba jedna z najpiękniejszych piosenek, jaką kiedykolwiek słyszałam. Była taka spokojna, słuchało się jej tak przyjemniej, a do tego wszystkiego, jej tekst był naprawdę mądry i.. Prosto z serca.
-Piękna jest ta piosenka.. - kątem oka, zauważyłam uśmiech na twarzy wokalisty.
-Done for you - podszedł do mnie CC.
-Słucham ?
-To tytuł - odpowiedział, pokazując swoje białe zęby.
-I o to się kłócicie ? - zapytałam zdziwiona.
-Ta piosenka jest.. Hmm.. Jakaś nie nasza - powiedział Jake.
-Jak nie wasza ? Jest po prostu inna. To jest w niej wspaniałe. Jej tekst po prostu.. - chyba za bardzo się wczułam.
-Świetna jest !
-No nie wiem.. - westchnął gitarzysta.
-Nie mamy jeszcze 'Lost it all'. Kurwa..
-No to nagrywajcie. Na co czekacie ?
-Tam miała Juliet śpiewać. Pamiętasz ?
-Aaa... To ta piosenka, co ja niby.. Ups.
-Pomożesz nam ? - uśmiechnął się Jinxx.
-Proszęęę.. - dodał CC, robiąc maślane oczka.
-Bo ja wam to zaśpiewam, tak jak chcecie - odparłam.
-Nauczę cię ! - wtrącił się Andy.
-Ty mnie nauczysz ?! - wybuchnęłam śmiechem.
-No co ? - zapytał.
-Gdybym umiała śpiewać, to bym wam to nagrała, ale..
-Błagam ! Jak ty nie umiesz śpiewać, to ja tym bardziej. Wchodzisz ! - Andy wepchnął mnie do małego pomieszczenia za wielką szybą.
   Przed sobą miałam mikrofon, za sobą perkusja, po bokach pełno różnych gitar.
 Stanęłam na wprost Andy'iego i popatrzyłam na niego wzrokiem zabójcy. Wokalista chuchną na szybę, narysował na niej, wielką uśmiechniętą buźkę i wysłał mi buziaka.
 Nie mogłam powstrzymać się od śmiechu.
Podeszłam do mikrofonu. Obok leżał tekst oraz podkreślone słowa, które miałam zaśpiewać. Nagle do pokoju wszedł Wil Fracis. Przywitał się z chłopakami i po chwili znalazł się obok mnie. Wpatrywałam się w niego z szeroko otwartymi oczami.
-Coś nie tak ? - uśmiechnął się.
  Nie wiem dlaczego, ale nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa. Nie jestem jego nie wiadomo jaką wielką fanką, ale słyszałam, że współpracuje z BVB. Zanim jeszcze ich poznałam, widziałam go tylko w internecie.
-Przepraszam słońce, ale muszę to zabrać - delikatnie mnie przesunął i wziął jakieś kartki.
   Starałam się przeczytać co jest na nich zapisane.

The rebel claim their brave new world is upon us,
Do not be fooled by the chicanery in which they lay their claim.
It is false, and their uprising will not succeed
You will place your trust in F.E.A.R.
You must !

^^^
Przepraszam za małą nieobecność, ale mam teraz na głowie masę nauki. :<
Postaram się nadrobić ^^

+ zapraszam :